Amy Lowell 4
Ta ściana na wieczność nieprzenikniona.
Ma biedna zbuntowana dusza nią ograniczona.
Gdy widzę, jak się toczą wyniosłe chmury białe
Pod silnym wiatrem, to tylko przez te małe
Ta ściana na wieczność nieprzenikniona.
Ma biedna zbuntowana dusza nią ograniczona.
Gdy widzę, jak się toczą wyniosłe chmury białe
Pod silnym wiatrem, to tylko przez te małe
Szczęście jest dla wybranych uniesieniem.
Dla innych jest bardziej odrętwieniem.
Dnie, to bierna senność,
A najśmielej, gnuśność.
Godziny cichej pustoty,
Bez rozkoszy, bez zgryzoty.
Szczęście to jest wino dla mnie
Musujące nieustannie.
Pełne smaku i ognistej przyjemności.
Zbyt namiętne, by zdać się gnuśności
Lub poza tym mieć innych myśli sto....
Kiedy ty, mój drogi, jesteś daleko, daleko,
Jak wolno godziny każdego dnia się wleką.
Rok wlecze się w porankach i nocach
Otwiera się kolejny rok w ogarka mrokach.
O Słońce zastygłe, Nowiu skamieniały!
Błagam, byście mi to dobrodziejstwo dały
Byście wirować wokół ziemi miały,
Tak szybko, jak wojaż jego długotrwały.
...
Życie to potok, co płynie spieniony
Na który sypaliśmy sami
Płatek po płatku, serca naszego pączek
Koniec gdzieś w śnie zagubiony
Spływają nam one tuż przed oczami
Widzimy tylko ich radosny początek
Nie byłem już od urodzenia
Jak inni - zawsze miałem punkt widzenia
Inny niż wszyscy - me łaknienia
Zawsze były z innego strumienia.
I miał inne źródło, niż u innych ludzi,
Mój smutek - nie mogłem pobudzić
Me serce, by biło w takt z innymi zgodnie.
I wszystko, co kochałem - kochałem samotnie....
W wizjach nocy, niewidocznej prawie,
Radość odeszła, śniło mi się.
Lecz o życiu i świetle sen na jawie
Z sercem złamanym zostawił mnie.
Całując w czoło Ciebie, niebogę,
Gdy bez Ciebie ruszyć muszę w drogę,
Tylko tyle wyznać Ci mogę.
Nie mylisz się, jeśliś uznała,
Że dni moje były niby senna mara.
A jeśli nadzieja odleciała już
W noc ciemną lub w poranka róż,
Jak zwid ułudny lub coś, co nie było,
Czy to znaczy, że mniej tego ubyło?...
ODESZŁY, ZNÓW ODESZŁY - EDWARD THOMAS
W ciemności po puszystym śniegu
Pędzą jelonki w niewidzialnym biegu,
Biegnąc przy boku dorosłych kolegów.
I wiatry wieją tu od lasu brzegów
Tak szybko, jak gwiazdy płyną wolno i w szeregu.
Deszcz, deszcz o północy, dziki deszcz we mgle
Na tę ponurą chatę, samotność i mnie
Przypominając znowu, że umrę ja tu
I nie słyszę już deszczu, nie dziękuję mu
Za umycie mnie czyściej niż gdykolwiek byłem
Odkąd się w tą samotność ja cały wrodziłem.
Błogosławieni umarli, co deszczem są zlani:
Lecz tutaj się modlę, by nikt z tych, co byli kochani...