Forum

 

Nie jestem religijny, ale jak na starego Żyda przystało wybrałem się do synagogi na Kol nidre, tak jak to robili moi rodzice.
Dlaczego nie zdziwił mnie widok zablokowanego odcinka ulicy i uzbrojeni policjanci, stojący po obu stronach wejścia do synagogi?
No tak. Od czasu bar micwy mojego bratanka, kiedy do synagogi można było wejść prosto...

JOM KIPUR

2019-09-30

Rozpoczął się nowy żydowski rok. Rosz ha-Szana to również Jom ha-Din, czyli Sądny Dzień. Zgodnie z tradycją, tego dnia Najwyższy Sędzia osądza postępowanie ludzi; dobrych zapisuje do Księgi Życia, a złych do Księgi Śmierci; wyrok na pozostałych zawiesza do dnia Jom Kipur.
Dni między Rosz ha-Szana a Jom Kipur to Dni Skruchy. W tym czasie każdy ma...

STATYSTYKA?

2019-08-27

Przy okazji zamieszczenia linku do artykułu zamieszczonego w czasopiśmie kanadyjskiej Polonii o dziewczynie, która odnalazła swoje żydowskie korzenie, zauważyłem dyskusję na temat tego, czy ilość zamordowanych polskich Żydów jest zawyżona, czy nie. A powodem tego zawyżenia, według jednej z dyskutantek, mógł być fakt, że "wielu Żydów po Holokauście...

Myślałem, że jestem już rozliczony z książką Canina „Przez ruiny i zgliszcza". Ale jeden z komentarzy, napisanych przez osobę, która twierdziła, że książkę przeczytała, zmusił mnie do przedłużenia jeremiady Canina o ten właśnie odcinek. Wspomniana poprzednio osoba, która, z zapałem polskiego neofity z żydowskimi korzeniami, podaje w wątpliwość...

„Między Białymstokiem a Łomżą leży miasteczko Tykocin, które po żydowsku nazywało się Tiktin. Który pobożny Żyd nie znał tego rabinackiego, pobożnego miasteczka? To stara żydowska gmina położona w krzyżowym ogniu częstych pogromów.
W pierwszej połowie osiemnastego wieku Tykocin był miastem nie byle jakim, tu obradował sejm podlaskiej...

„W połowie drogi między Kielcami a Radomiem było kiedyś miasteczko, które nazywało się Pinczew. Dzisiaj też jest tutaj miasteczko, przy wjeździe widać duży wyraźny napis zapewniający, że znajdujemy się w Pińczowie. Konduktor autobusu, którym jadę, wydał mi bilet do Pińczowa. Ale kiedy autobus wjeżdża na rynek, to wydaje się, że przyjechał na cichy...

Po przeczytaniu wstrząsającego opisu Canina z jego odwiedzin w Kosowie, gdzie opowiedziano mu o tym co się działo w Treblince i jak się zachowała miejscowa ludność po zakończeniu wojny, myślałem, że nic już mnie nie może poruszyć.
Niestety, nie miałem racji.
Canin nie zadowolił się opowiadaniami chłopów. Za mało mu było opowieści o wykopywaniu...