Forum

 

Myślałem, że jestem już rozliczony z książką Canina „Przez ruiny i zgliszcza". Ale jeden z komentarzy, napisanych przez osobę, która twierdziła, że książkę przeczytała, zmusił mnie do przedłużenia jeremiady Canina o ten właśnie odcinek. Wspomniana poprzednio osoba, która, z zapałem polskiego neofity z żydowskimi korzeniami, podaje w wątpliwość...

„Między Białymstokiem a Łomżą leży miasteczko Tykocin, które po żydowsku nazywało się Tiktin. Który pobożny Żyd nie znał tego rabinackiego, pobożnego miasteczka? To stara żydowska gmina położona w krzyżowym ogniu częstych pogromów.
W pierwszej połowie osiemnastego wieku Tykocin był miastem nie byle jakim, tu obradował sejm podlaskiej...

„W połowie drogi między Kielcami a Radomiem było kiedyś miasteczko, które nazywało się Pinczew. Dzisiaj też jest tutaj miasteczko, przy wjeździe widać duży wyraźny napis zapewniający, że znajdujemy się w Pińczowie. Konduktor autobusu, którym jadę, wydał mi bilet do Pińczowa. Ale kiedy autobus wjeżdża na rynek, to wydaje się, że przyjechał na cichy...

Po przeczytaniu wstrząsającego opisu Canina z jego odwiedzin w Kosowie, gdzie opowiedziano mu o tym co się działo w Treblince i jak się zachowała miejscowa ludność po zakończeniu wojny, myślałem, że nic już mnie nie może poruszyć.
Niestety, nie miałem racji.
Canin nie zadowolił się opowiadaniami chłopów. Za mało mu było opowieści o wykopywaniu...

Kiedyś przeczytałem książkę Grossa "Złote żniwa". Fabuła książki zbudowana jest wokół jednego zdjęcia, na którym widać ludzi i ludzkie piszczele. A chodzi o "poszukiwaczy złota" na zgliszczach obozu zagłady. Grossa ocena tych ludzi jest jednoznaczna. Ludzkie hieny żerujące na ludzkim nieszczęściu. Polscy chłopi, których jedyną myślą było...

W dalszym ciągu czytam jeremiady Canina. Tym razem jego odwiedziny w Sokołowie, jego rodzinnym mieście. Mieście jego rodziców i dziadków, których już nie ma.
Nigdy nie byłem w Skale ani w Wolbromie. Nie wiem jak mieszkali moi rodzice przed wojną. Nie wiem jak wyglądało życie moich dziadków. Życie, którego okruchy mam w pamięci z moich...

Za młodu liznąłem trochę jidysz, bo to był język moich rodziców, który oni używali rozmawiając między sobą. Z żydowskich tradycji rodzice trzymali tylko pesach i chanukę, a synagogę odwiedzali tylko w Jom Kipur. Dla mnie Kol nidre brzmiało w jidisz jak "scisz głos" lub "ciche wołanie" i odbierałem to jako hołd dla zmarłych przodków. Że ...

Czytam książke Mordechaja Canina "Przez ruiny i zgliszcza". Kiedyś pisałem o kłopotach z czytaniem książki Barbary Engelking "Jest taki piękny słoneczny dzień...". Ale to małe piwo w porównaniu z czytaniem Canina. Tam, gdzie Engelking podaje za swiadkami wydarzeń, cytując ich zezania i protokoły sądowe, Canin pisze o osobistych przeżyciach,...