JÓZWA

2019-03-11


JÓZWA

Ano dzień dobry! Tak. Dobrze Pan trafił. To ja jestem stary Józwa.
Że co? Że powieści o mnie chodzą? Abo to ludzie nie mają nic innego do roboty?
Kołyska? Jasne, że pamiętam. Stary jestem, ale pamięć to jeszcze mam.
No! O to, że niby stary Józwa co roku starą kołyskę maluje inną farbą?
Nie zawsze. Tylko od czasu jak moja Kasia umarła. Zmarło jej się pięć lat temu.
Cos z jakimś guzem czy co. I zawinęła się szybko.
Ale przed śmiercią to mi powiedziała całą prawdę o Asi.
Tak to ona milczała, a ja tam Panie nie pytałem.
Kołyska? Ano nie mam jej. Jak to jak? Nie mam, bo oddałem.
A tak. Po tylu latach. I oddałem.
Tak. To prawda co gadają.
Ja tę kołyskę zrobiłem 60 lat temu dla Asi. Jedyna pamiątka.
Ano przyjechała taka pani. Wyfiokowana. Od razu widać, że z zagranicy.
Pytała. To jej powiedziałem o kołysce. Pokazałem. Chciała kupić.
Ale jak powiedziała, że jest córką Asi, to oddałem.
Nie. Asia nigdy nie przyjechała. Jak mnie zwolnili z więzienia, to już jej nie było.
Za co? Ano dostałem pięć lat, a zwolnili po trzech.
Takie były czasy. A ja się przyznałem. Nigdy nie umiałem kłamać.
Ja Panie nie dla siebie. Wszystko dla tej kruszyny.
Panie. Ciężkie były czasy. A trzeba było żyć.
Jak wróciłem do wioski, to trudno było.
Mnie nie było prawie trzy lata, to wszystko podupadło.
A Kasia to tylko oko miała na Asię. Wszystko było na mojej głowie.
A tu dobytek rozkradają. Ciągle coś z tego marnego inwentarza ginie.
Najpierw jaja podbierali, potem kury ukradli.
Ale jak świniaka ukradli, to się zasadziłem. W nocy przyszło trzech. Oberwani.
Chudzi jak strachy na wróble. Żydzi. I mi jedyną krowę chcieli ukraść!
To ja tego pierwszego kosą. Nawet nie zipnął.
Temu drugiemu przyłożyłem styliskiem. A ten trzeci mi umknął.
Taki byłem zeźlony, że tego zranionego wrzuciłem z rana na wóz i na posterunek zawiozłem.
Oni mi tam dali worek kartofli i powiedzieli, że jak znajdę więcej Żydów, to też wynagrodzą. A u nas kartofle się skończyły.
Ta krowa co my mieli chuda była. Mleka to tylko tyle, co dla Asi.
Nie. Kasia mleka nie miała.
Nie wiem. Asia już była, jak przyjechałem. Nie było mnie prawie trzy lata.
Najpierw zabrali mnie do wojska i zaraz wojna wybuchła.
Nie. Nie nawojowałem się, bo Niemcy wszystko zajęli, zanim mnie nauczono trzymać karabin.
Tułałem się po kraju, bo nasza wioska dostała się pod Rusków.
Jak wróciłem, to się Kasi nie pytałem. Myślałem, że to jakiś Rusek jej zrobił.
Bo Asia taka czarniawa była. Takie chuchro. Ale jakie słoneczko!
Małe gówienko była, jak ją pierwszy raz zobaczyłem.
Ale jak spojrzała na mnie i mrygnęła tymi ślepkami to Panie...
Nie. Innych dzieci Pan Bóg nam nie dał.
Ja tam płaksiwy nie jestem.
Nawet jak Kasia poszła na tamten świat, to łezki nie uroniłem.
Tylko raz. Jak wróciłem z więzienia i zobaczyłem, że Asi już nie ma.
A tak! Z młodym Kobielakiem chodziliśmy na łowy.
Na przednówku to wszystkim było ciężko.
Im i tak było trzy ćwierci do śmierci.
Niektórzy to nawet prosili, żeby ich zawieźć do Niemców.
Bo im już było wszystko jedno.
Nie wszystkim. To z takim tośmy się też nie cackali.
Ten na polu, ta trójka koło jeziora i tych dwoje w zagajniku to słabe byli jak koty.
To ich żandarmi od razu.
Ten, co się stawiał, to go powieźli gdzieś z grupą innych. Może i przeżył.
Bo zeznania jakieś mi pokazywali. Kazali podpisać to podpisałem.
Nie wiem. Dopiero w więzieniu, jak zrobili kurs dla tych z małym wyrokiem, to się trochę pisać nauczyłem.
Nie. Młodego Kobielaka nie zasądzili, bo już nie żył.
Sam go zadźgałem.
A co miałem robić jak mi powiedział, że Asia taka czarna to pewnie Żydówka i że jak się nie podzielimy pieniędzmi, to pójdzie na posterunek?!
Jak go znaleźli pod lasem, to hyr poszedł, że Żydzi go zabili i uciekli do partyzantki. A ja milczałem.
Że okropne? Panie! Życie było okropne!
Tylko Asia była tym promykiem co mi i Kasi serce grzał.
Jak mi Kasia mówiła, że przyjechali jacyś krewni i Asię zabrali, to widziałem, że w niej serce pękło. Mnie też.
Takie to i życie było po tym.
Ona dopiero na łożu śmierci mi powiedziała, że Asię znalazła w chlewiku. Golutką.
Ale tak się do niej śmiała, że jej serce...
Musiała jakaś Żydówka ją tam zostawić, bo dzień wcześniej była obława z żandarmami i policjantami.
Ona kochała Asię więcej, niż jakby ją sama urodziła.
Ja chyba też.
Co? Późno już? No to do widzenia.

Alex Wieseltier
Marzec 2019

Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang