Zdumiewająca głupota żydowskich antysyjonistów
Zdumiewająca głupota żydowskich antysyjonistów
Nachum Kaplan, 10 Października 2026 R.
Jest coś osobliwie
intelektualnie próżnego w postawie Żyda, który analizując historię żydowskiej
bezsilności i dostrzegając, że Żydzi wreszcie uzyskali własne państwo, armię,
granice, suwerenność oraz prawo do przyjmowania innych Żydów bez konieczności
proszenia o zgodę obcego władcy, dochodzi do wniosku, iż był to wielki moralny
błąd.
Przez chwilę podziwiałem tupet, z jakim wygłaszają oni takie bzdury, gotowi
wyjść na głupców w oczach całego świata, lecz uczucie to szybko ustąpiło
miejsca ubolewaniu nad ich historyczną ignorancją oraz brakiem żydowskiej dumy
i szacunku do samych siebie.
Próbowałem nawet poddać ich analizie psychologicznej, ale szybko okazało się,
że są oni skrajnie nieciekawi. Wolałbym już raczej sporządzać profile seryjnych
morderców.
Prawda jest taka, że oni po prostu nie grzeszą oni inteligencją. W jakiś
sposób biorą jedną z najbardziej oczywistych lekcji płynących z historii Żydów
i wyciągają z niej całkowicie błędne wnioski.
Ci zdrajcy nie ograniczają się do sprzeciwu wobec polityki izraelskiego rządu.
Oni uważają, że sam fakt istnienia żydowskiej suwerenności był błędem – co
stanowi doprawdy zdumiewająco niepoważny wniosek płynący z analizy żydowskich
dziejów.
Przez dwa tysiąclecia Żydzi prowadzili swoisty eksperyment polegający na życiu
bez własnego państwa. Jego rezultaty były mieszane, w tym samym sensie, w jakim
"mieszane" skutki dla zdrowia publicznego przyniosła czarna śmierć.
Były okresy rozkwitu, czasy rządów tolerancyjnych władców, kwitnące
społeczności, poeci, uczeni, kupcy oraz długie lata, w których Żydom żyło się
całkiem nieźle pod panowaniem innych narodów.
Z drugiej strony były też wypędzenia, konfiskaty mienia, przymusowe konwersje, masakry,
getta, ograniczenia liczbowe (numerus clausus), pogromy, oskarżenia o mord
rytualny, zamknięte obszary i bolesne, powracające odkrycie, że prawa nadane
przez kogoś innego mogą zostać przez tego kogoś w każdej chwili odebrane.
A potem nadszedł wiek XX, który w zasadzie rozstrzygnął tę kwestię.
Mimo to garstka żydowskich antysyjonistów spojrzała na ten historyczny dorobek
i uznała, że wielką tragedią Żydów nie była bezsilność, lecz fakt, iż
ostatecznie uzyskali oni polityczną władzę. Robią oni przy tym mnóstwo hałasu,
stwarzając złudzenie, że stanowią znaczącą grupę, podczas gdy w rzeczywistości
są tak nieznaczący, iż do ich dostrzeżenia potrzebny byłby mikroskop
elektronowy.
Ten intelektualny marazm bierze swój początek w wyjątkowości podszywającej się
pod uniwersalizm. Od Żydów wymaga się zrzeczenia się formy zbiorowego
samostanowienia, która jest uznawana za moralnie zrozumiałą, a często wręcz
godną podziwu kiedy domagają się jej niemal wszyscy inni.
Słyszymy, że nacjonalizm jest niebezpieczny, granice są arbitralne, suwerenność
to staroć, a etniczne samostanowienie jest moralnie podejrzane. Można by
wprawdzie sformułować spójny (choć wątły) argument przeciwko państwu
narodowemu, ale nie znajdziemy go w tym przypadku.
Co ciekawe, postnarodowa utopia niemal zawsze zaczyna się od kwestii
żydowskiej. Pakistan może pozostać Pakistanem, palestyński nacjonalizm jest
romantyzowany, kurdyjski jest traktowany jako zrozumiałe dążenie, a ludy
rdzenne zachęca się do odzyskiwania ziemi, języka, suwerenności i pamięci.
Tymczasem, kiedy w dyskusji pojawia się Żyd, wszyscy nagle stają się ekspertami
od post nacjonalizmu – idei, która nie jest ani prawdziwą teorią, ani nawet
przedmiotem badań.
Irytująca jest również uparta teza żydowskich antysyjonistów, jakoby Żydzi byli
jedynie wyznawcami religii. To twierdzenie świadczy o rażącej ignorancji. Żydzi
posługują się językiem związanym z konkretną ziemią, ich kalendarz
odzwierciedla tamtejszy cykl rolniczy, modlitwy kierowane są ku Jerozolimie,
święta upamiętniają narodowe wyzwolenie, tradycje prawne regulują życie na tej
ziemi, a rytuały wyrażają żałobę po utracie ojczyzny. Dowodem na to jest choćby
fakt, że nie brakuje Żydów-ateistów.
Przez blisko dwa tysiące lat Żydzi kończyli obchody święta Pesach nadzieją na
powrót do Jerozolimy, a nie do apartamentu na Florydzie czy mieszkania na
Brooklynie. Theodor Herzl nie siedział w wiedeńskiej kawiarni, wymyślając tę
więź od podstaw.
Syjonizm nie stworzył żydowskiej wspólnoty narodowej. Syjonizm zetknął się z
nią po wiekach rozproszenia i doszedł do wniosku, że bezbronny naród w końcu
boleśnie odkrywa granice cudzej gościnności.
Kolejną osobliwą przypadłością żydowskich antysyjonistów jest ich chęć służenia
jako alibi dla osób nienawidzących Żydów. Antysemita może stanąć na mównicy i
wskazać na antysyjonistycznie nastawionego Żyda jako dowód na to, że nie żywi
on nienawiści do tego narodu.
Ów Żyd pełni wówczas rolę małpki u boku kataryniarza. Publiczność może wówczas
pogratulować sobie dwukrotnie: raz za to, że gardzi syjonizmem, a drugi raz za
to, że jest na tyle oświecona, by znaleźć Żyda, który się z tym poglądem
zgadza. Powód do trzecich gratulacji może pojawić się, jeśli ów Żyd jest osobą
sławną.
Szczególnie irytujące jest to, gdy twierdzą oni, że ich stanowisko stanowi wyraz
żydowskich wartości.
Co za bzdury. Świadczy to o braku umiejętności krytycznego myślenia.
Żydzi słyną z zamiłowania do sporów i rzadko się ze sobą zgadzają. Jednak w tej
kwestii nie powinno być miejsca na różnicę zdań. Mówiąc krótko: coś jest nie
tak z Żydami, którzy chcą pozostać słabi i pozbawieni władzy.
Ich postawa zakrawa na groteskę, gdy zapewniają innych Żydów, w tym
zahartowanych w bojach Izraelczyków , że okrzyków wzywających do zniszczenia
Izraela nie należy traktować dosłownie, a ruchy świętujące śmierć Żydów nie
myślą poważnie o tym, co głoszą.
To ponuro komiczne i skrajnie narcystyczne: siedzieć tysiące kilometrów od
Hamasu i tłumaczyć Izraelczykom, czego Hamas tak naprawdę chce.
Ograniczone myślenie żydowskich antysyjonistów ujawnia się w pełni, gdy pyta
się ich, co nastąpiłoby po likwidacji Izraela. Snują oni fantazje o dwunarodowym,
demokratycznym państwie dla wszystkich obywateli. Może prezydentem zostanie
Judith Butler *)?
Nikt, kto ma choć krztynę rozumu, nie wierzy, że coś takiego mogłoby się
wydarzyć.
Izraelscy Żydzi rozumieją to lepiej niż akademicy, o ile można ich tak nazwać,
z Londynu czy Nowego Jorku, bo wielu z nich wywodzi się z rodzin wypędzonych
lub zmuszonych do ucieczki z takich miejsc jak Bagdad, Damaszek, Kair,
Trypolis, Sana, Teheran, Warszawa, Moskwa, Addis Abeba i niezliczonych innych.
Wielu akademików uczyniło z palestyńskich uchodźców, ofiar wojny o
niepodległość Izraela z 1948 roku, przedmiot swoistego kultu, nie wiedząc przy
tym, że konflikt ten wygenerował jeszcze większą liczbę żydowskich uchodźców z
krajów muzułmańskich.
Dokąd dokładnie mieliby się udać ich potomkowie, gdy ten wielki
antysyjonistyczny eksperyment zakończy się katastrofą, co jest tak pewne, jak
prawa termodynamiki?
W tym punkcie intelektualna maszyneria zaczyna dymić, bo na to pytanie nie ma
poważnej odpowiedzi. To właśnie czyni ten pomysł równie szalonym, jak ludzi,
którzy w niego wierzą.
Dochodzi do tego jeszcze kwestia podwójnych standardów.
Wielka Brytania zbudowała imperium, w Ameryce istniało niewolnictwo i
segregacja rasowa, Indie i Pakistan powstały w atmosferze podziału i rzezi,
Turcja wyłoniła się z katastrofy, Chiny brutalnie traktują mniejszości, Rosja
najeżdża sąsiadów, a arabskie reżimy wypędziły lub zmusiły do wyjazdu liczne
społeczności żydowskie.
Mimo to żaden z tych faktów nie wywołał powstania poważnych ruchów domagających
się likwidacji wspomnianych państw.
Izrael traktowany jest inaczej.
Kiedy izraelski rząd podejmuje działania, które im się nie podobają,
antysyjoniści nie domagają się jedynie zmiany polityki, lecz wręcz likwidacji
Izraela.
Tak krótka droga dzieli te nikczemne jednostki od postulowania ludobójstwa.
Żydowski antysyjonista, który przyjmuje taką postawę, może wyobrażać sobie, że
odważnie kwestionuje żydowskie wpływy. W rzeczywistości odmawia jedynie
dostrzeżenia stosowania podwójnych standardów.
Dlaczego palestyński nacjonalizm przetrwał terroryzm dokonywany w jego imię,
podczas gdy nawet najdrobniejsze potknięcie dyskredytuje nacjonalizm żydowski?
Dlaczego w przypadku każdego innego niedoskonałego państwa wystarczające są
reformy, a od Izraela żąda się likwidacji?
To jest przykład politycznego infantylizmu.
Władza można nadużywana, ale rozwiązaniem jest władza podlegająca kontroli i
ograniczeniom, demokratyczna i transparentna, nie narodowa bezsilność.
Antysyjonistyczna fantazja traktuje polityczną bezsilność tak, jakby była
wyjazdem na jogę: czymś, co przynosi duchowe oczyszczenie i jest, niestety,
niedoceniane.
Historia Żydów pokazuje coś zupełnie innego.
Bezsilność oznaczała, że to inni decydowali, czy Żydzi mogą żyć, gdzie mogą
mieszkać, czy mogą pracować, czy mogą uciec, czy powstrzyma się pogrom i czy
żydowscy uchodźcy zostaną wpuszczeni, zanim zamkną się przed nimi drzwi.
Żydowska suwerenność oznacza, że po raz pierwszy, przetrwanie Żydów zależy od
nich samych, a nie od tego, czy inna grupa zachowa cywilizowane oblicze i nie
stoczy się w barbarzyństwo na wzór Hamasu.
Nie ma w tym nic mistycznego. To polityczne minimum, które większość narodów
uważa za tak oczywiste, że niemal nie dostrzega faktu jego posiadania.
Mimo to irytujący żydowscy antysyjoniści postrzegają to jako powód do moralnego
wstydu. Wyciągają oni jedną z najbardziej oczywistych lekcji z historii Żydów,
by następnie gratulować sobie przyswojenia wniosków dokładnie odwrotnych. Mylą
oni polityczną nieodpowiedzialność z odwagą moralną, zależność z cnotą,
historyczną amnezję z wyrafinowaniem, a służący własnemu usprawiedliwieniu
teatr z judaizmem w duchu prorockim.
Niełatwo jest mylić się absolutnie we wszystkim, a jednak im to się udało.
Chyba należy im się za to pewne uznanie.
Najgorsze jest to, że oni szczerze wierzą w to, co mówią. I można śmiało
powiedzieć, że oni nie powiększą grona żydowskich laureatów Nagrody Nobla.
*) Judith Butler – amerykańska filozofka feministyczna, współtwórczyni teorii queer.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier
https://moralclaritynewsletter.substack.com/p/the-astonishing-stupidity-of-jewish