Zamordowany Żyd

05-10-2026

Zamordowany Żyd stał się symbolem wykorzystywanym do mordowania Żydów.
Rabin Shmuley Boteach, Future of Jewish. Październik 2026

Spacerując dziś po Florencji, wszedłem do jednego z wspaniałych kościołów tego miasta i zobaczyłem tam, podobnie jak w niemal każdym kościele we Włoszech, centralny obraz chrześcijaństwa: Jezusa przybitego do krzyża.
Ale stojąc tam, dostrzegłem coś innego. Zobaczyłem zamordowanego Żyda.
Jezus urodził się jako Żyd. Żył jako Żyd. Modlił się jako Żyd. Jego uczniowie byli Żydami. On sam cytował Biblię Hebrajską i obchodził żydowskie święta.
A kiedy umarł, napis umieszczony nad jego głową określał go mianem "Króla Żydów". Bo on zbuntował się przeciwko samozwańczemu bogu, cesarzowi Tyberiuszowi i ogłosił się "Królem Żydów". Za to spotkała go najokrutniejsza z rzymskich kar politycznych: ukrzyżowanie.
A mimo to przez blisko dwa tysiące lat obraz jego ukrzyżowania w tragiczny sposób kojarzył się nie tylko z wiarą chrześcijańską, ale niekiedy także z oskarżeniami wymierzonymi w naród, z którego Jezus się wywodził. Żyd na krzyżu stał się w rękach antysemitów oskarżeniem przeciwko Żydom.
Ja, stojąc przed tym krucyfiksem we Florencji, postrzegałem go zupełnie inaczej. Jezus nie był symbolem żydowskiej winy. Był on symbolem żydowskiego cierpienia. Był Żydem który, podobnie jak setki tysięcy jego rodaków przed nim, został stracony przez Rzym za to, że odważył się z dumą sprzeciwić rzymskiej tyranii.
Rzymski namiestnik, Poncjusz Piłat, który podpisał jego ukrzyżowanie, ówczesny "Hitler starożytnego świata", mający na sumieniu życie około ćwierć miliona Żydów, nie był bynajmniej człowiekiem łagodnym, którego krwi żądni Żydzi zmusili do wykonania egzekucji.
Źródła historyczne przedstawiają rządy Piłata jako brutalne i prowokatorskie. Filon z Aleksandrii zarzucał mu korupcję, stosowanie przemocy, dokonywanie egzekucji bez sądu oraz "nieustanne i skrajnie okrutne postępowanie". Również Józef Flawiusz odnotowuje gwałtowne starcia między Piłatem a ludnością żydowską.
Nie sposób precyzyjnie określić liczbę Żydów zabitych za czasów rządów Piłata, lecz szersza prawda historyczna pozostaje bezsporna: Jezus żył w warunkach rzymskiej okupacji, a ówczesna władza potrafiła odpowiedzieć na żydowski opór druzgoczącą przemocą.
A to, co najgorsze, miało dopiero nadejść.
Mniej więcej cztery dekady po śmierci Jezusa w Judei wybuchło powstanie przeciwko Rzymowi. Reakcja Rzymu była katastrofalna w skutkach. Wespazjan i jego syn Tytus stłumili wielkie powstanie żydowskie. Jerozolima została zdobyta w 70 roku.
Zniszczono Drugą Świątynię – duchowe centrum narodu żydowskiego.
Józef Flawiusz podawał, że podczas oblężenia zginęło ponad milion ludzi. To zdumiewająca liczba, zważywszy, że cała ówczesna populacja Żydów na świecie liczyła zaledwie kilka milionów.
Niezależnie od dokładnych liczb, skala zniszczeń była ogromna. Żydzi byli mordowani, brani w niewolę i wyganiani. Jerozolima płonęła. Świątynia legła w gruzach. Rzym świętował zwycięstwo.
Po dzień dzisiejszy każdy spacerujący po Rzymie może zobaczyć Łuk Tytusa, przedstawiający rzymskich żołnierzy wynoszących menorę oraz święte naczynia ze Świątyni Jerozolimskiej.
Warto się nad tym zastanowić. Zagłada narodu żydowskiego stała się tematem sztuki publicznej. Upokorzenie Żydów uwieczniono w cesarskim pomniku.
A Rzym wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Mniej więcej sześćdziesiąt lat później Żydzi, pod wodza Bar-Kochby ponownie wzniecili powstanie przeciwko cesarzowi Hadrianowi. Jeszcze raz rzymski odwet był druzgocący. Cassius Dio pisze o zniszczeniu 50 żydowskich twierdz i blisko tysiąca wiosek oraz o poległych w walkach około 580 tysięcach Żydów i niezliczonych ofiarach głodu i chorób.
Do starożytnych danych demograficznych należy zawsze podchodzić z ostrożnością, jednak nie ulega wątpliwości, jak ogromna była to katastrofa. Judea została spustoszona. Żydom zakazano wstępu do Jerozolimy.
Rzym próbował nawet zatrzeć żydowski charakter tych ziem: zmieniono nazwę Judei na "Syria Palaestina" (stąd dzisiejsza nazwa Palestyna), Jerozolimę odbudowano jako rzymskie miasto Aelia Capitolina, a w miejscach świętych dla Żydów wzniesiono pogańskie budowle rzymskie.
I nagle, stojąc przed wizerunkiem Jezusa na krzyżu we Florencji, ujrzałem nieprzerwany ciąg historycznych zdarzeń: Żyd zabity przez Rzym, naród żydowski zmiażdżony przez Rzym, Świątynia zburzona przez Rzym, żydowscy powstańcy wyrżnięci przez Rzym, a potem, wiele wieków później, sześć milionów Żydów zamordowanych w Europie.
Metody się zmieniały. Nienawiść zmieniała swój język. Imperia zmieniały nazwy. Ale trupy Żydów wciąż piętrzyły się na stosach.
Holokaust był zjawiskiem wyjątkowym pod względem przemysłowej organizacji, ideologicznego fanatyzmu i determinacji, dla wymordowania każdego Żyda – mężczyznę, kobietę i dziecko – znajdującego się w zasięgu nazistów.
Nic nie powinno umniejszać tej wyjątkowości. Jednak Auschwitz nie powstał w historycznej próżni. Przez wieki Żydzi uczyli się bolesnej lekcji bezsilności: kiedy rządy decydowały, ze życie Żydów nie było im potrzebne, Żydzi częstokroć nie dysponowali ani armią, ani państwem zdolnym do ich obrony.
Dlatego właśnie widok krucyfiksu tak silnie na mnie dziś podziałał. Chrześcijanie patrzą na Jezusa na krzyżu i widzą cierpienie Mesjasza. Ja patrzyłem na Niego i dostrzegałem dodatkowo coś głęboko żydowskiego. Ja widziałem kolejną żydowską ofiarę imperium.
Być może jest to obraz, na który Żydzi i chrześcijanie powinni wreszcie móc patrzeć wspólnie. Nie Jezus przeciwko Żydom, lecz Jezus jako Żyd.
Nie krucyfiks jako akt oskarżenia wobec narodu żydowskiego, lecz krucyfiks jako przestroga przed tym, co się dzieje, gdy ludzie odzierają Żydów z człowieczeństwa, a władza polityczna przestaje podlegać normom moralnym.
Przez dwa tysiąclecia Żydzi niekiedy odwracali się od krzyża, bo był on wykorzystywany przeciwko nam. Uczestnicy pogromów maszerowali pod krzyżami. Żydów oskarżano o bycie "zabójcami Chrystusa". Przymusowe nawrócenia i prześladowania robiono w imię Żyda wiszącego na tym właśnie krzyżu.
Cóż za groteskowa ironia historii. Zamordowany Żyd stał się usprawiedliwieniem dla mordowania Żydów.
Być może nadszedł czas, by odczytać ten obraz na nowo.
Jezus należał do narodu żydowskiego. Jego matka była Żydówką. Jego uczniowie byli Żydami. Biblia, którą on studiował, była żydowska. Jego modlitwy były żydowskie. Jego praktyką religijną nie było, zupełnie w jego czasach nieznane, chrześcijaństwo, ale judaizm. Bóg, do którego on się modlił, był Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. A imperium, które go zgładziło, w ciągu kolejnych pokoleń miało rozpętać katastrofalną przemoc wobec jego ludu.
Stojąc dzisiaj we Florencji, nie potrafiłem patrzeć na krucyfiks jedynie w kategoriach chrześcijańskiej ikonografii. Ja zobaczyłem historię Żydów. Zobaczyłem płonącą Jerozolimę. Widziałem menorę niesioną w triumfalnym pochodzie do Rzymu. Widziałem żydowskie ofiary powstania Bar-Kochby. I nieuchronnie zobaczyłem pociągi, getta, miejsca kaźni i komory gazowe Europy.
Ale dostrzegłem również coś, czego Rzym nigdy nie mógłby sobie wyobrazić: Żydzi przetrwali, imperium, które zniszczyło Jerozolimę, zniknęło, lud, którego Świątynię Rzym spalił, powrócił do Jerozolimy, naród, który Hadrian chciał zmiażdżyć, odbudował suwerenność w swojej ojczyźnie przodków, a naród żydowski żyje.
Być może jest to najważniejsze przesłanie, jakie wyniosłem z widoku krucyfiksu we Florencji. Jezus na krzyżu nie jest tylko wizerunkiem uśmiercenia.
Dla mnie, w tym momencie, stał się on przypomnieniem straszliwej ceny żydowskiej bezsilności, a zarazem żydowskiego przetrwania.

Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier

https://www.futureofjewish.com/p/a-murdered-jew-became-a-symbol-used?  

Share
Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang