Wojna Jom Kipur inaczej
Wojna Jom Kipur trochę inaczej
8 października 1973 roku, trzeci dzień wojny Jom Kipur.
Na południu armia egipska przekroczyła Kanał Sueski i rozbiła izraelski
kontratak pancerny, który miał ją odeprzeć.
Czołgi płonęły na pustyni. Załogi zginęły.
Doktryna, która zapewniła zwycięstwo w wojnie sześciodniowej w 1967 roku,
całkowicie zawiodła w 1973 roku i nikt w izraelskim dowództwie nie zdołał
jeszcze ustalić przyczyn ani co z tym zrobić.
Na północy syryjskie czołgi w wielu miejscach przebiły się przez izraelskie
linie na Wzgórzach Golan. Z grzbietu widać było doliny północnego Izraela. Gdyby
syryjskie siły pancerne nadal się przemieszczały, to za izraelską linią obronną
nie było prawie nic, co mogłoby powstrzymać je przed zsunięciem się w głąb
izraelskiego serca.
Izrael przegrywał na obu frontach jednocześnie.
A w Tel Awiwie Mosze Dajan, minister obrony, człowiek z opaską na
oku, architekt największego zwycięstwa militarnego w historii Izraela z przed
sześciu lat, powiedział premier Goldze Meir, że sytuacja stała się krytyczna.
Dajan użył konkretnego sformułowania. Powiedział, że jest groźba zawalenia
Trzeciej Świątyni.
Pierwsza Świątynia została zniszczona przez Babilończyków w 586 r.
p.n.e. Druga Świątynia została zniszczona przez Rzymian w 70 r. n.e.
Trzecia Świątynia nie była budynkiem. To była metafora. Chodziło o współczesne
państwo Izrael. Dajan powiedział Meir, że Izrael może nie przetrwać tego, co go
teraz spotyka.
A potem podniósł temat, który nigdy wcześniej nie był omawiany na posiedzeniach
gabinetu. Temat opcji nuklearnej.
Izrael posiadał broń jądrową w październiku 1973 roku. Prace nad nią rozpoczęto
od końca lat 50. XX wieku. W ośrodku w Dimonie, nad którym JFK przez trzy lata
próbował przejąć kontrolę, a który Ben Gurion przez trzy lata przed nim
ukrywał.
Do 1973 roku Izrael dysponował niewielkim, ale sprawnym arsenałem nuklearnym. Dokładna
liczba sprzętu jest nadal tajna. Szacunki wahają się od 8 do 20 głowic. Ale niezależnie
od ich dokładnej liczby, one istniały. I były gotowe do użytku.
A trzeciego dnia wojny Jom Kipur, kiedy Izrael przegrywał na obydwu
frontach, a jego minister obrony nawiązywał do zniszczenia starożytnych
świątyń, były one przedmiotem debaty.
Golda Meir nie zezwoliła na ich użycie. Ona nie przekroczyła tej krawędzi. Ale
autoryzowała coś, co przerażająco to do niej zbliżyło. Ona dała rozkaz
uzbrojenia 13 głowic jądrowych i przygotowania ich do użycia.
Broń została przetransportowana do systemów nośnych. Samoloty do
jej przenoszenia były przygotowane. Cele były wybrane już lata wcześniej w
ramach planu izraelskiej wojny nuklearnej. Damaszek, Kair, egipska koncentracja
wojskowa na Synaju.
Broń była gotowa. Samoloty były gotowe. Piloci znali swoje cele. Wystarczyło tylko
wydać rozkaz.
Dowiedział się o tym Henry Kissinger. To jest właśnie historia tego, co on z
tym zrobił, ile to kosztowało i czym się to niemal skończyło.
Aby w pełni zrozumieć powagę tego, co się działo w tym czasie, trzeba
zrozumieć, kim był Henry Kissinger i co on próbował osiągnąć w październiku
1973 roku.
Kissinger miał 50 lat. Urodził się on w Firth w Niemczech w 1923 roku. W roku
1938, mając 15 lat, uciekł razem z rodziną z nazistowskich Niemiec. Trzynastu jego
krewnych, którzy nie uciekli, zginęło w Holokauście.
Kissinger przybył do Ameryki, nauczył się angielskiego, służył w armii Stanów
Zjednoczonych podczas II wojny światowej, dzięki ustawie o wojennych weteranach
studiował na Harvardzie i piął się po szczeblach kariery akademickiej, a
następnie politycznej, zostając za czasów Richarda Nixona doradcą ds.
bezpieczeństwa narodowego i sekretarzem stanu.
To była koncentracja władzy w polityce zagranicznej w rękach jednego człowieka,
niespotykana wcześniej i nieistniejąca od tamtej pory. Kissinger był
najpotężniejszym dyplomatą świata w momencie, kiedy świat był wystawiony na
próbę, podobną w sposób, jakiego nie doświadczył od kryzysu kubańskiego 11 lat
wcześniej. I miał problem, na który nie było jasnego rozwiązania.
Po jednej stronie był przegrywający wojnę Izrael, który miał broń
jądrową wymierzoną w stolice arabskie i który wysyłał coraz bardziej
desperackie prośby o amerykańskie dostawy wojskowe, na które amerykańska
biurokracja reagowała z opieszałością, która mogła doprowadzić do śmierci wielu
ludzi.
Po drugiej stronie był Związek Radziecki, który zaopatrywał Egipt i Syrię drogą
powietrzną w tempie, które wyraźnie zmieniało równowagę militarną. Związek
Radziecki miał własne strategiczne interesy co do wyniku wojny, a Kissinger
próbował to kontrolować zakulisowymi kanałami odprężenia, które on i Nixon
budowali latami.
Miedzy nimi znajdował się arabski świat producentów ropy naftowej, który
obserwował amerykańską reakcję i przygotowywał własną, w razie gdyby Ameryka
wybrała Izrael zamiast popierania interesów arabskich.
A pod tym wszystkim znajdował się prezydent, którego administrację
pochłaniała afera Watergate, który był politycznie zraniony w sposób niemający
precedensu i który był jedynym człowiekiem w amerykańskim rządzie, mającym
władzę, by przełamać biurokratyczną ostrożność i dyplomatyczne kalkulacje, i
zrobić to, co trzeba, w odpowiednim tempie.
Kissinger zrozumiał ważność nuklearnego czynnika w istniejącej sytuacji zanim to
zrozumiała większość ludzi Waszyngtonu. Raporty wywiadowcze z poranka 9
października poinformowały go, że izraelska broń jądrowa została uzbrojona i
przygotowana do użycia. Dokładne źródło tych informacji wywiadowczych nigdy nie
zostało w pełni odtajnione, ale to, co dotarło do Kissingera, było
wystarczająco jasne. Izrael nie blefował. Broń była uzbrojona. Systemy
przenoszenia były gotowe. Rząd Izraela analizował sytuację militarną, która
jego zdaniem mogła wymagać ich użycia i podjął odpowiednie kroki
przygotowawcze.
Reakcja Kissingera działała na dwóch poziomach jednocześnie.
Pierwszym poziomem było natychmiastowe uzupełnienie zapasów militarnych
Izraela. Kissinger rozumiał w sposób, którego Departament Obrony pod wodzą
Schlesingera nie był w stanie pojąć, że broń jądrowa jest na tapecie właśnie
dlatego, że Izrael przegrywa w wojnie konwencjonalnej.
Sposobem na uniknięcie broni jądrowej było zapewnienie Izraelowi
tego, czego potrzebował do konwencjonalnego zwycięstwa. Gdyby Izrael dysponował
czołgami, amunicją i samolotami i mógł ustabilizować swoją sytuację militarną
za pomocą środków konwencjonalnych, to presja do przekroczenia progu
nuklearnego by osłabła.
To nie była to kalkulacja oparta wyłącznie na trosce o przetrwanie Izraela,
choć Kissinger miał z tym swój własny, skomplikowany problem. To była zimna
kalkulacja strategiczna.
Użycie broni nuklearnej na Bliskim Wschodzie, nawet ograniczone, nawet
jednostronne, byłoby katastrofą o nieobliczalnych rozmiarach dla amerykańskich
interesów, dla globalnej stabilności, dla całej architektury odstraszania i
kontroli zbrojeń, którą Stany Zjednoczone przez dekady budowały.
Związek Radziecki zostałby w to wciągnięty. Dostawy ropy naftowej dla świata
zachodniego zostałyby zakłócone na skalę, przy której arabskie embargo naftowe
wydawałoby się błahostką. NATO mogłoby się rozpaść. Równowaga zimnowojenna,
którą Kissinger budował przez całą swoją karierę, ległaby w gruzach.
Kissinger zwrócił się do Nixona. Rozmowa Kissingera z Nixonem na
temat izraelskiej sytuacji nuklearnej jest jedną z najbardziej utajnionych
dyskusji w historii amerykańskiej polityki zagranicznej. Pełny zapis rozmowy
nigdy nie został opublikowany.
To, co jest wiadome, pochodzi z częściowego odtajnienia, ze
wspomnień i relacji osób, które znajdowały się w pomieszczeniu lub w jego
pobliżu. Wiadome jest natomiast, że Kissinger powiedział Nixonowi, że sytuacja
w Izraelu osiągnęła poziom desperacji, który wymaga natychmiastowej interwencji
ze strony Stanów Zjednoczonych. Straty w konwencjonalnych siłach zbrojnych były
na tyle poważne, że Izrael rozważał opcje, na które świat nie mógł sobie
pozwolić. Że uzupełnienie zapasów musi nastąpić nie po dalszej analizie, nie po
zakończeniu oceny zapasów przez Departament Obrony, nie po tym, jak
dyplomatyczne kalkulacje Kissingera dotyczące optymalnego terminu dobiegną
końca, ale natychmiast i teraz.
Nixon zatwierdził most powietrzny. I zrobił to z charakterystyczną dla siebie
bezpośredniością, bo podjął decyzję i chciał ją wykonać. Nixon oświadczył, że
chce, żeby wszystko, co może latać, ma być załadowane i posłane. Że
konsekwencjami politycznymi zajmie się później. I że to ma się wykonać teraz.
Ale praca Kissingera nie zakończyła się wraz z autoryzacją
transportu lotniczego przez Nixona. Sytuacja nuklearna wymagała oddzielnych
zabiegów, jeszcze bardziej drażliwych niż kwestia dostaw. Kissinger musiał poinformować
Izrael, nie mówiąc tego wprost, że Ameryka wie o tej broni. Że Ameryka rozumie
desperację, która doprowadziła do decyzji o jej uzbrojeniu. I że Ameryka robi
wszystko, właśnie teraz, by dać Izraelowi to, czego potrzebuje do konwencjonalnego
zwycięstwa, aby opcja nuklearna znikła.
Ta komunikacja odbywała się kanałami, które zostały częściowo, ale nie w pełni
zrekonstruowane przez historyków. Ambasador Izraela, Simcha Dinitz, odegrał w
tym kluczową rolę. Kissinger i Dinitz rozmawiali wielokrotnie w tych
krytycznych godzinach. Treść tych rozmów nie została zanotowana w żadnym w
pełni odtajnionym dokumencie.
Rezultat jest znany. Izrael nie użyl broni jądrowej. Głowice,
które zostały uzbrojone i przygotowane do transportu, powróciły do magazynuj. Samoloty
przygotowane do przenoszenia ładunków jądrowych zostały odwołane. Krawędź do
której się doszło nie została przekroczona.
Kissinger zrozumiał jednak, że cofnięcie się nie oznaczało rozwiązania problemu.
Konwencjonalna sytuacja militarna była nadal fatalna. Most
powietrzny został zatwierdzony, ale jeszcze nie wylądował. Gdyby sytuacja
militarna uległa dalszemu pogorszeniu, ta broń mogłaby zostać uzbrojona w ciągu
kilku godzin. Odstęp między dojściem do progu nuklearnego a jego przekroczeniem
nie był duży i nie było gwarancji, że tak pozostanie.
Kissinger zajmował się tym problemem ze wszystkich stron jednocześnie. Naciskał
na Departament Obrony do przyspieszenia dostaw lotniczych powyżej tego, co dawała
instytucjonalna ostrożność Schlesingera. Współpracował z zapleczem
dyplomatycznym Związku Radzieckiego, by poinformować, że Ameryka zamierza
wesprzeć Izrael i że Sowieci muszą to uwzględnić w swoich kalkulacjach
dotyczących dalszego wspierania Egiptu i Syrii. Prowadził rozmowy z państwami
arabskimi, zwłaszcza z Arabią Saudyjską i Jordanią, starając się zapobiec użyciu
przez nich broni naftowej przed ustabilizowaniem sytuacji militarnej.
I dyrygował Goldą Meir. Meir nie była osobą łatwą do dyrygowania. Meir była w
izraelskiej polityce od czasów przed powstaniem państwa. Była poprzednio ministrem
spraw zagranicznych, a funkcję premiera pełniła od 1969 roku. Była kobietą o
żelaznej woli i głębokiej świadomości historycznej, która doskonale rozumiała, co
było stawką w październiku 1973 roku, w sposób, którego żaden dokument
informacyjny nie byłby w stanie w pełni oddać.
Meir przeżyła wojnę przy powstaniu Izraela. Już trzy razy obserwowała walkę
Izraela o swoje istnienie. Wiedziała, że Izrael nie może sobie pozwolić na
przegranie ani jednej wojny i nie zamierzała pozwolić, by dyplomatyczne niuanse
powstrzymały ją przed zrobieniem wszystkiego, co konieczne, by zapewnić, że to
nie będzie wojna, którą Izrael przegra.
Kissinger ją szanował i miał sympatię dla jej stanowiska. Ale Kissinger potrzebował jej wsparcia.
Potrzebował jej wiary, że Ameryka pomoże, że dostawy są realne i nabierają
tempa, że sytuacja konwencjonalnych sił zbrojnych się polepszy, jeśli ona
poczeka z opcją nuklearną trochę dłużej. Kissinger dał jej tę obietnicę posługując
się ostrożnym, precyzyjnym i łatwym do zaprzeczenia językiem dyplomacji
wysokiego ryzyka.
Amerykańskie samoloty zaczęły przylatywać do Izraela 14 października, osiem dni
po rozpoczęciu wojny. Skala tego, co dostarczono, zmieniła sytuację militarną w
sposób trudny do przecenienia. Czołgi, pociski artyleryjskie, samoloty, pociski
przeciwpancerne, mające przeciwdziałać radzieckim pociskom Sagger, które niszczyły
izraelskie pojazdy pancerne. Amunicja w ilościach, które izraelskie wojsko
zużywało szybciej, niż zakładały obliczenia planistów dla konfliktu o takiej
intensywności.
Izrael nie tylko ustabilizował sytuację, ale wręcz kontratakował.
Na Wzgórzach Golan siły izraelskie zepchnęły armię syryjską poza linię
zawieszenia broni z 1967 roku i dotarły na odległość ostrzału artyleryjskiego
Damaszku. Stolica Syrii była zagrożona. Syria nie nacierała już, lecz się
broniła.
Na froncie Synajskim transformacja była jeszcze bardziej dramatyczna.
Izraelskie siły pancerne, uzupełnione i wzmocnione, znalazły lukę między
egipską 2. Armią a egipską 3. Armią, przekroczyły Kanał Sueski na stronę
afrykańską i zaczęły okrążać egipską 3. Armię od tyłu. 100 000 egipskich
żołnierzy zostało odciętych. Ich linie zaopatrzeniowe zostały przerwane.
Zostali oni otoczeni.
Wojna, która rozpoczęła się od porażki Izraela na obu frontach,
zakończyła się posiadaniem przez Izrael atutów wojskowych, jakich nikt nie
przewidywał dwa tygodnie wcześniej, a broń jądrowa pozostała w magazynie.
Kontrola Kissingera nad nuklearnym wymiarem wojny Jom Kipur pozostawała w dużej
mierze ukryta przez wiele lat.
Most powietrzny był jawny. Transformacja wojskowa była publiczna. Negocjacje w
sprawie zawieszenia broni, które potem nastąpiły, a które Kissinger prowadził
dzięki dyplomacji wahadłowców, która stała się jego sztandarowym osiągnięciem,
były bardzo publiczne. Jednak uzbrojone głowice nuklearne, przygotowane
samoloty, godziny wojny, w których Izrael był o jedną decyzję od przekroczenia
progu nuklearnego, przez dziesięciolecia pozostawały nieujawnione.
Stało się to powoli. Poprzez odtajnione dokumenty, które z czasem
upubliczniano. Poprzez wspomnienia uczestników, którzy w końcu byli gotowi
opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Dzięki pracy historyków, którzy poświęcili
lata na rekonstrukcję nuklearnego wymiaru kryzysu z 1973 roku na podstawie
fragmentów dowodów, które zaangażowane rządy miały wszelkie powody, by ukrywać.
Kiedy pełny obraz stał się jasny, przeformułował on całą historię wojny Jom
Kipur w sposób, którego nie oddawała większość popularnych relacji o tym
konflikcie.
Historia wojny Jom Kipur, jak ją zazwyczaj przedstawiano, była historią
militarnego zaskoczenia. Historią o porażce izraelskiego wywiadu. O niezwykłych
walkach na Wzgórzach Golan. I o brawurowym przekroczeniu Kanału Sueskiego. O dostawach
lotniczych Nixona, o dyplomacji Kissingera i arabskim embargu na ropę.
To wszystko prawda. Ale pod spodem kryła się inna historia. Historia o tym, jak
blisko świat był pierwszego użycia broni jądrowej w walce od czasu Hiroszimy i
Nagasaki. Historia o głowicach nuklearnych, uzbrojonych i gotowych do użycia.
Historia o kobiecie siedzącej w Tel Awiwie, dźwigającej na barkach ciężar
przetrwania swojego narodu, z telefonem z Waszyngtonu, który jeszcze nie zadzwonił.
I z decyzją, której jeszcze nie podjęła, ale która zbliżała się z każdą godziną
niedzwoniącego telefonu.
I historia o człowieku z Waszyngtonu, który to wszystko rozumiał.
Który nosił w sobie własną historię. Który stracił 13 krewnych przez cywilizację,
która doprowadziła do Holokaustu. I kto wtedy był odpowiedzialny za to, by
cywilizacja, w której zbudował swoje życie, nie pogrążyła się w wojnie
nuklearnej na pustyni.
Kissinger był krytykowany za wiele rzeczy. Za sposób, w jaki prowadził wojnę w
Wietnamie. Za jego rolę w obaleniu Salvadora Allende w Chile. Za jego stanowisko
w sprawie bombardowań Kambodży.
Krytycy to poważni ludzie, przedstawiający poważne argumenty, które zasługują
na poważne zainteresowanie.
Przeszłość Kissingera jest tak skomplikowana, że niełatwo ją sprowadzić do prostego
werdyktu. Ale w październiku 1973 roku, w konkretnym kryzysie, o którym
opowiada ta historia, udało mu się wcisnąć igłę tam, gdzie niewielu na jego
miejscu potrafiłoby ją wcisnąć. To on utrzymał spójność dyplomatycznych ram. To
on spowodował rozpoczęcie dostaw. To on komunikował się z Izraelem kanałami,
które były do zakwestionowania, ale okazały się skuteczne. To on spowodował że
Ameryka przyszła z pomocą. To on zapobiegł eskalacji zaangażowania Związku
Radzieckiego do stopnia, gdzie do i tak już katastrofalnej sytuacji doszłoby do
konfrontacji supermocarstw. To on kierował Goldą Meir w najbardziej
rozpaczliwych godzinach wojny, nie tracąc jej zaufania. I robił to wszystko w służbie
prezydenta, którego administracja była w trakcie samowyniszczenia.
Broń jądrowa została wycofana. Sytuacja militarna została
rozwiązana. Wynegocjowano zawieszenie broni. Wojna zakończyła się bez wymiany
nuklearnych ciosów.
Ten wynik nie był pewny. Wymagał on decyzji podjętych pod ogromną presją przez
ludzi, którzy w pełni rozumieli stawkę i podjęli w decydujących momentach właściwe
decyzje.
To Kissinger podjął te decyzje. Głowice nuklearne, które zostały
uzbrojone 8 października 1973 roku i wycofane w ciągu następnych dni, pozostają
jednym z najbardziej zbliżonych do użycia broni jądrowej przykładów w historii
ery atomowej. Bliższych, niż większość ludzi przypuszcza. Bliższych, niż
odzwierciedlają to nawet obecnie publiczne zapisy. Golda Meir przetrwała politycznie
wojnę tylko kilka miesięcy. Komisja Agronaut, powołana w celu zbadania błędów
wywiadu, które umożliwiły powodzenie niespodziewanego ataku, doprowadziła do
ustaleń, które okazały się druzgocące dla izraelskiego wojska i wywiadu.
Publiczne oburzenie spowodowane niepowodzeniami z października
1973 roku spowodowało upadek rządu Meir. Ona sama zrezygnowała w kwietniu 1974
roku, sześć miesięcy po zakończeniu wojny.
Meir nigdy publicznie nie potwierdziła nuklearnego wymiaru wojny w jej
początkowych dniach. Nigdy nie potwierdziła, że broń nuklearna została
uzbrojona. Nigdy nie potwierdziła rozmowy z Kissingerem na temat progu, do
którego się zbliżono i od którego się wycofano. Tę informację zabrała ze sobą
do grobu.
Kissinger przeżył niemal wszystkich uczestników wydarzeń z
października 1973 roku. Zmarł w listopadzie 2023 roku w wieku 100 lat. W swoich
wspomnieniach i licznych wywiadach na przestrzeni dekad, wypowiadał się on o niektórych
aspektach wojny Jom Kipur bardziej otwarcie niż w innych. O wymiarze nuklearnym
tej wojny wyrażał się ostrożnym, wybiorczym
i możliwym do wyparcia się językiem, który był wystarczająco szczery, by uznać
go za uczciwy, i wystarczająco skryty, by uznać go za ostrożny.
Kissinger był człowiekiem, który przez całą swoją karierę rozumiał, że niektóre
rzeczy są zbyt niebezpieczne, by mówić o nich wprost, nawet kiedy były prawdą.
Pełna prawda o tym, co wydarzyło się w tamtych godzinach, w rozmowach między Kissingerem
a Dinitzem, między Nixonem a Kissingerem oraz między Meir i jej gabinetem,
wciąż nie została w pełni ujawniona.
Dokumenty, które dopełniłyby obraz, są nadal utajnione w
Waszyngtonie i Jerozolimie. Osoby, które przy tym były, w większości już nie żyją.
To, co znajduje się w publicznych dokumentach, wystarcza, by zrozumieć, co się
wydarzyło. Na tyle wystarczająco, by zrozumieć, jak blisko było do nuklearnej katastrofy.
Wystarczająco, by zrozumieć, co zrobił Kissinger, dlaczego on to zrobił, ile go
to kosztowało i jak świat został ocalony dzięki temu, że to zrobił.
Głowice nuklearne, uzbrojone i gotowe do użycia, jeden dzień od potencjalnego
użycia.
I telefon z Waszyngtonu, który zadzwonił w samą porę.
Pytanie, które pozostawił po sobie kryzys nuklearny wojny Jom Kipur, nigdy nie
doczekało się jednoznacznej odpowiedzi i prawdopodobnie nie uda się jej
uzyskać.
Gdyby nie doszło do mostu lotniczego. Gdyby Nixon nie przełamał biurokratycznej
ostrożności. Gdyby Kissinger zwlekał jeszcze jeden dzień dłużej z rozmową z
Dinitzem. Gdyby Golda Meir podjęła inną decyzję na posiedzeniu gabinetu 8
października. Gdyby którakolwiek z tych rzeczy potoczyła się inaczej, jak
wyglądałby październik 1973 roku? Nikt nie wie. Nikt nie może wiedzieć. Historia
nie tworzy dla nas niefaktycznych scenariuszy.
My wiemy, co się stało. Most lotniczy wylądował. Broń nuklearna została
wycofana.
Wojna aż do końca toczyła się przy użyciu broni konwencjonalnej.
Wynegocjowano zawieszenie broni. Świat poszedł dalej, nie zdając sobie sprawy,
jak blisko było jego końca.
Kissinger to wiedział. Meir to wiedziała. Nixon w mgle Watergate
wiedział o tym wystarczająco dużo. A lata potem, powoli, dzięki odtajnionym
dokumentom i starannej rekonstrukcji historycznej, reszta z nas zaczęła to rozumieć.
Głowice nuklearne. Jeden dzień. Telefon, który zadzwonił w samą porę.
Gdybyście byli Goldą Meir na tym posiedzeniu gabinetu, gdzie Dajan powiedziałby
wam, że Trzecia Świątynia upada, a telefon z Waszyngtonu jeszcze nie zadzwonił,
jak długo byście czekali?
Bądźcie szczerzy. Dajcie znać w komentarzach.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier