WIKARY

KRZYWE ZWIERCIADŁO 9 - WIKARY

Tak Panie. To nasza działka. Już tylko jedno miejsce. Dla mnie.
Miało być mojego starszego brata, ale pochowali go u Kapucynów.
Nawet nie zawiadomili. Przez przypadek dowiedzieliśmy się.

Tak naprawdę, to on umarł dla świata dawno temu.
On był dużo starszy ode mnie. I taki uczony.

Na księdza się wyuczył tuż przed wojna.
Takieśmy byli dumne jak przyjechał zaraz po święceniach i za wikarego u nas został. Ksiądz w rodzinie!
To my strasznie przeżywali, jak zaraz po wojnie sukienkę zdjął.
A wszystko Panie przez tych Żydów!
Ja tam panie szczeniak byłem, ale wszystko pamiętam.
Przed wojna to ich tu było dosyć dużo. I bogaci i biedni.
Tak żyliśmy po sąsiedzku. Oni nikomu nie wadzili. Swoją małą bożnicę mieli.
Nasz wikary to nawet często dyskutował z tym ichnim rabinem, chociaż ksiądz proboszcz krzywo się na to patrzył.
Biednych to nikt nie widział, bo byli tacy jak my.
Ale jak któryś był bogaty, to był bogaty aż było widać.

U tych bogatych to można było nawet trochę zarobić w każdą sobotę, bo im nie było wolno nic robić.
Komuniści? A tak. Było kilku takich młodych u nich.

Rodziny to strasznie nad tym rozpaczały.

Bo nie dosyć, że ichnią religię odrzucali, to jeszcze porządek boski nie uznawali.
A już najgorzej to było u Szejdaków. Oni byli bogaci, a ten ich starszy syn, odmieniec jakiś, za bolszewika był.

Ale jak policja po niego przyszła to już był u ruskich.
Jak wojna wybuchła i ruskie przyszli, to te żydowskie komunisty, razem z kilkoma naszymi, wyszli naprzeciw z czerwonymi flagami.

A dwie jakieś rodziny, z tych biednych, to taką niby bramę powitalną i kwiaty wystawili.
Ci bogaci i ci pobożni to się pochowali.

No i ten młody Szejdak z ruskimi przyjechał i od razu zaczął się rządzić.

To on zarządził wysyłkę naszego nauczyciela.

Nauczyciel endek był i na Żydów i bolszewików zawsze jechał.

Ale żeby tak od razu na Sybir?!
Ci bogaci Żydzi to tez mieli stracha.
Był taki jeden. Katz się nazywał. Bardzo bogaty. Firmę przewoźniczą miał.
On nawet kupił stary dworek i w czworakach swoich woźniców z rodzinami trzymał.

Jak ruskie przyszli to wszystko ukołchozili, a Katz się zatrudnił dla niepoznaki za konwojenta. Całe swoje dobro ukrył u tych wozaków.
Oni mieli przykazane pilnować ten pokoik, co on miał u każdego z nich.
Z tym jego konwojowaniem to się zrobiła historia.
On kiedyś wziął z wozu ogórka i któryś z ruskich to zauważył.
Zrobiła się straszna chryja. Przyjechał jakiś naczalnik i zrobili sąd.
Wszystkich na ten sąd spędzili. A ten oskarżyciel to krzyczał „Kakby kazdyj czielowiek ukrał odin oguriec, tak ciełaja strana mogłaby ot gołoda pomriet'!”
I dostał 10 lat łagru! Tak to było z ruskimi.
A jak Niemcy przyszli to się z Żydami nie cackali.

Rabinowi to połamali nogi, a tych, co się chcieli wtrącić, to zastrzelili.
A nam powiedzieli, że jak mamy jakieś stare porachunki to wolna wola.
No to trochę się tym Żydom dostało.
Te rodziny bolszewickie to potraciły chałupy, bo je popalono.
Ale największe używanie to było u tych bogatych.
Oni to nawet do naszego proboszcza przylecieli, żeby ich bronił.
Ale proboszcz na nich nakrzyczał i powiedział, że nie będzie się wtrącał w prywatne porachunki. A wikary tylko potrząsał głową i nic nie powiedział.
Nie. Żadnego mordowania Żydów u nas nie było.
Ot. Pomogli my ich zgonić, jak Niemcy zarządzili zbiórkę na wyjazd do getta.
A ja, razem z innymi chłopakami, ganialiśmy i wynajdowaliśmy tych, co się chcieli ukryć.
A mienie pożydowskie to się wzięło. Im i tak już do szczęścia niepotrzebne.
Te wozaki to się dobrały do tych pokoików Katza. I czego tam nie znaleźli.
Pieniądze, jakieś papiery własności, weksle. Ludzie się obłowili.
Ksiądz proboszcz przymknął na to oko, bo cala wieś była w to zamieszana, a i on sam leżał niezdrowy.
Wszystko było na głowie wikarego. A on chodził taki smutny.
A te jego kazania z ambony o miłości bliźniego swego to były takie, że aż ciarki po ciele przechodziły. Ale ludzie potem wychodzili z kościoła i robili swoje.
A potem to było dosyć kłopotów i z Niemcami i z partyzantami, to człowiek o tym wszystkim zapomniał.
A jak wojna się skończyła, to pewnego dnia pojawił się Katz!
Jak zobaczył, że te jego pokoiki były rozgrabione, to bardzo się zdenerwował.
Ale potem powiedział, że chce jednak do nich sam zaglądnąć. Bez świadków.
To te wozaki się zgodzili. Ale jak on wyszedł z pierwszego, to go złapali.
I jak potrząsnęli, to mu się złoto zaczęło sypać!
On cholernik miał tam dodatkowe skrytki!
Ale jak go wzięli na spytki, to nic nie chciał zdradzić. Nawet jak zaczęli go bić.

To go bili mocniej. Cała wioska słyszała. A on tylko krzyczał i nie chciał powiedzieć.
I nagle przestał krzyczeć. A potem go więcej nie widziano.

Głupi nastrój zrobił się we wsi. Ludzie patrzyli na siebie bykiem.

A wikary po spowiedziach leżał w kościele krzyżem i płakał.
A nazajutrz powiedział księdzu proboszczowi, że jedzie do diecezji.
Jak wrócił to już w normalnym ubraniu.
I powiedział, że już więcej księdzem być nie może.
Bo zawiódł Pana Boga.
Na Boga Ojca! W jaki sposób?!
A bo pozwolił swojej trzódce obrócić się przeciwko przykazaniom Bożym.
Bo nie zareagował, kiedy wioska nie przestrzegała „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". Bo patrzył na swoich parafian jak oni, w jakim okropnym zwidzie, zapomnieli o „Nie rób drugiemu co tobie miło” i nie reagował.
I że w swoich kazaniach nigdy nie wspomniał, że to także dotyczyło ich żydowskich sąsiadów.
I dlatego czuje się współwinny zamordowania Katza i niegodny być księdzem.
Potem w kurii przekonali go, że jeżeli nie stracił wiary w Boga, to może Mu służyć w inny sposób.

I w ten sposób znalazł się u Braci Kapucynów.

I tam został aż do śmierci.