Taka sobie historia
Taka sobie historia
Jak pan mnie znalazł? Ja tu mieszkam już ponad 40 lat. I
tu pewnie umrę.
Tamte czasy? A pamiętam, pamiętam. Trudno zapomnieć. I jeszcze trudniej o nich mówić.
Zaraz po wojnie, to nikt nie chciał o tym mówić. Bo chwalić się nie było czym.
A ta nowa władza to miała swój cel. I przeważnie nie taki, jaki ludzie chcieli.
Ale co można było zrobić? Nic. I jakoś się żyło.
Pan pyta o ten pomnik? A bo ja wiem? Przecież to ludzie z dyplomami i władze go
postawili, to i musi w tym coś być.
Ja? Ja stary jestem, ale sam tego nie widziałem. Mały pędrak byłem jak to
wszystko się działo. A ludzie za dużo o tym nie gadali.
No tak. Prawda. Coś o tym wtedy słyszałem. Od ojca. On też tym się parał. Ale rzadko. Bo nie zawsze było bezpiecznie.
Jak tam, na stację pociągi zajeżdżały,
to było pełno straży. Czasami same SS-many, czasami Ukraińcy albo Łotysze. Z
tymi drugimi, to można się było dogadać. Jak się miało dużo bimbru, to
przymykali oko. Czasami to było za mało i trzeba się było dzielić łupem. Ale te
ludziska w bydlęcych wagonach to takie były spragnione, że płacili każdą cenę.
I wie pan co? Ojciec mówił , że to wszystko ci z wagonów zaczęli. Bo na początku, jak miejscowi zobaczyli
i usłyszeli jęki o wodę, to za pozwoleniem szucmana ją przynieśli.
Ale wody było mało, a spragnionych dużo i jakiś z wagonu rzucił stówkę, żeby te
wodę pierwszy dostać. No i tak się zaczęło. Kto płacił dostawał. I wszyscy zaczęli
płacić.
A stawki zaczęły rosnąć. Coraz więcej ludzi zaczęło się tym parać, aż Niemcy się
zdenerwowali i zabronili miejscowym wchodzić na stację jak pociągi tam stały.
Ale to się zupełnie nie skończyło, bo ci, co robili przy kolei mieli i tak dostęp,
a jak Niemców nie było w pobliżu to te Ukraince za bimber i swoją dolę przeważnie na to pozwalali.
Ale jak szucmany stały to było gorzej. Niektórzy pozwalali, ale kazali sobie płacić.
I czasami to płaciło się więcej niż te z pociągu mogły dać. To ludzie próbowali
to robić umykiem. To te szucmany zagroziły, że będą strzelać.
I tak się stało. I to podobno w biały dzień. Trzech nietutejszych, co pracowali
koło stacji się zakradło na stację. Nawet nie zdążyli podejść do wagonów jak ich szucman zoczył. I skurczybyk
strzelił. I jednego uciukał. A te dwa uciekły.
Tego to nie wiem. Może to ten, co mu pomnik postawili. Prawda jest, że jego cała zapłata, to była kula w łeb. I za co? Za to, że chciał podać wodę? A nawet jak za pieniądze,
to co?
Sam pan widzi, że to podawanie mogło
być niebezpieczne. To kto by się narażał za frajer? A poza tym, na co im były pieniądze?
Oni i tak szli na stracenie. A tak, to nie Niemcy, ale miejscowi mogli mieć coś
z tego.
Co ja myślę o tym pomniku? Nie wiem. Nie moja sprawa. Ale ten zabity to grosza
z tego nie miał. I kto wie? A może, jakby zobaczył tych biedaków z bliska to może
i dałby tę wodę za darmo? Ludzie czasami mogą być lepsi niż
to mogłoby się wydawać.
To ja myślę, ze pomnik dla takiego co podawanie wody dostał kulę w łeb to nie była wcale taka głupia sprawa.