Rola Jordanii
Jaka jest rola Jordanii w trwającym konflikcie izraelsko-palestyńskim?
Haviv Retig Gur
Jordania jest
jednocześnie absolutnie kluczowa dla kwestii izraelsko-palestyńskiej, dla
historii izraelsko-palestyńskiej, a jednocześnie niemal całkowicie niewidoczna
w tej historii.
Trochę historii. W 1948 roku Jordania, a właściwie Transjordania, jak się wtedy
nazywała, miała prawdopodobnie najsprawniejszą armię arabską w tej wojnie –
Legion Arabski. Dowodzili nim brytyjscy oficerowie. Był o dość dobrze
wyszkolony i w wielu bitwach pokonał siły izraelskie.
Jordania zajęła pod koniec wojny terytorium znane dziś jako Zachodni
Brzeg. Kiedyś nie nazywano je Zachodnim Brzegiem. Biblijnie znane ono jest jako
Judea i Samaria. W języku hebrajskim nadal obowiązuje ta nazwa: Judea i
Samaria. Samaria to część północna, Judea to część południowa.
Ale stało się on Zachodnim Brzegiem, bo jeśli jesteś Jordańczykiem
i mieszkasz w Ammanie, stolicy Jordanii, to kiedy definiujesz się przez rzekę Jordan
i patrzysz na zachód, to zachodni brzeg rzeki to właśnie Judea i Samaria. Nazwa
Zachodni Brzeg jest więc jordańską nazwą tego terytorium. A dlaczego Jordania
je tak nazwała? Bo w wojnie 48-49, w której Jordania zawładnęła tym terytorium.
Jordania udaremniła wtedy izraelskie próby zajęcia części tego terytorium.
Izrael poważnie rozważał tę kwestię w trakcie wojny w lutym 1949 roku, po tym
jak armia egipska wycofała się z wojny i podpisała porozumienie o zawieszeniu
broni. W izraelskim gabinecie wojennym toczyła się dyskusja, gdzie rozważano
możliwość ataku na pozycje jordańskie i opanowania Zachodniego Brzegu.
Ostatecznie zdecydowano zaniechać tego. Głównym powodem było to,
że Izrael nie chciał przejąć kontroli nad ogromną liczbą Palestyńczyków w
palestyńskich miastach i miasteczkach Zachodniego Brzegu. Były również pewne względy
o geopolitycznym charakterze.
Izraelczycy nie chcieli denerwować Brytyjczyków. Jordania była zasadniczo pod
brytyjską ochroną i wejście na tereny zajęte w tym momencie przez Jordanie
mogłoby rozgniewać Brytyjczyków. Ben Gurion obawiał się, że włączenie
Brytyjczyków do konfliktu byłoby katastrofą dla Izraela.
Ale kluczowym argumentem było to, że nie chciano mieć kontroli nad
ludźmi, którym nie chciano dać obywatelstwa. Bo takim przypadku przejęcie nad
nimi kontroli byłoby niedemokratyczne.
Jak widać ta kwestia nie jest nowa. Wszystko, co się dzisiaj dyskutuje, było
debatowane w latach 48-49.
Więc Jordania przejmuje kontrolę nad tym terytorium. I przez następne 19 lat,
od wojny 48 roku do roku 67, to jest Jordania. Jordania oficjalnie
anektuje to terytorium. Jordania przyznaje obywatelstwo większości Palestyńczyków
mieszkających na tym terytorium. Jordania organizuje słynną konferencję w
Jerycho, podczas której palestyńscy przywódcy i palestyńskie elity składają
przysięgę wierności monarchii jordańskiej. Wojna 48 roku pokazała, że Arabowie sromotnie zawiedli
Palestyńczyków. To nie jest żaden szalony wniosek z wojny 48 roku. Termin
Nakba, który dziś odnosi się do katastrofalnej masowej ucieczki palestyńskich
uchodźców w tamtym czasie, nie był w latach 48-49 używany w odniesieniu do tego
wydarzenia. Używano go wtedy w kontekście niepowodzenia Arabów w wyparciu i
pokonania Żydów.
Nakba była nieszczęściem, katastrofą. Ale ta katastrofa nie dotyczyła zwykłych
ludzi. To był polityczny wstyd Arabów za porażkę w pokonaniu Żydów. Właśnie to
oznaczało to określenie w tamtym czasie.
Palestyńczycy byli wówczas głęboko przekonani, że Arabowie
sromotnie ich zawiedli. Palestyńczycy nie mieli siły, by samodzielnie
przeciwstawić się Żydom. Dlatego dla wielu mieszkańców Zachodniego Brzegu jordańskie
rządy i obywatelstwo jordańskie stanowiły doskonałe rozwiązanie wielkich
problemów.
To była muzułmańsko-arabska monarchia, co było znacznie lepsze niż
oddanie ziemi pod władzę Żydów, pod ich kontrolę i suwerenność. I było to
rozsądne rozwiązanie na tamte czasy.
Jordania utrzymywała swoje roszczenia nie tylko do 67 roku. Izrael wolał, aby
król Jordanii utrzymał kontrolę nad Zachodnim Brzegiem.
W okresie poprzedzającym wydarzenia w 1967 roku Izrael wręcz prosił króla
Jordanii, by ten nie przystępował do wojny, której rozpoczęcie sygnalizowały Egipt
i Syria. Ich państwowe radia ogłaszały tę wiadomość. Izrael został obłożony
morską blokadą. To nie były subtelne sygnał.
Izrael poprosił Jordanię, aby nie przystępowała do wojny. Ale król Jordanii
doszedł do wniosku, że jeśli nie przyłączy się do Arabów w tej wielkiej wojnie
o wyzwolenie Palestyny spod władzy Żydów, to zostanie zamordowany. Więc nie
miał wyboru. To była kwestia arabskiego honoru.
Chodziło o zachowanie własnego reżimu. Jordania przystępuje więc
do wojny i traci Zachodni Brzeg. Ale minęło jeszcze 21 lat, do 1988 roku, zanim
Jordania oficjalnie zrzekła się roszczeń do Zachodniego Brzegu, który
zaanektowała i do 1988 roku uważała za teren Jordanii.
Jest wiele powodów, dla których nikt nie mówi o tej historii. I są
ku temu oczywiste powody. Bo chce się, by cała historia skupiała się na
palestyńskich ofiarach i izraelskim podboju.
Gaza była pod dość brutalnymi egipskimi rządami wojskowymi aż do
67 roku. Egipt, w przeciwieństwie do Jordanii, nie zaoferował Palestyńczykom
obywatelstwa i nie traktował Gazy jako części Egiptu. Egipt zdradził
Palestyńczyków. I w tej narracji łatwiej się jest Izraelowi dogadać z Egiptem.
Z Jordanią jest o wiele trudniej, bo Jordania przyłączyła część tego, co
rzekomo jest Palestyną, a nawet włączyła Palestyńczyków do jordańskiego
społeczeństwa i do jordańskiego systemu politycznego. A Palestyńczycy chętnie i
z zapałem chcieli zostać jordańskimi poddanymi.
Ale nagle cała ta narracja się rozpada się, a Izraelczycy proszą Jordanię, by
nie przyłączała się do wojny 67 roku. I wcale nie chcą odebrać Jordanii
Zachodniego Brzegu.
Wszystko to całkowicie zaburza podstawę narracji, którą
Palestyńczycy chcą opowiadać o Izraelczykach, o Arabach i o swojej własnej
historii.
Więc Jordania jest spychana na boczny tor każdej poważnej rozmowy o przyszłości
tej ziemi, mimo że była jednym z centralnych aktorów, którzy ukształtowali to,
co się stało. Jordania jest również, zasadniczo od początku lat siedemdziesiątych,
swego rodzaju cichym sojusznikiem Izraela.
Z tego prostego powodu, że Jordania ma bardzo długą granicę z
Izraelem. Izrael nie ma wielu wymagań do tej granicy. Nie musi budować
rurociągów do Iraku. Nie ma żadnych dramatycznych ani poważnych kwestii w
zakresie gospodarczym. Potrzebuje tylko spokoju. Potrzebuje, by ta granica była
bezpieczna, bo to jego najdłuższa granica. I Jordania gwarantuje to Izraelowi.
Jordania i Izrael mają ze sobą od 1993 roku traktat pokojowy.
Ale w zasadzie mieli de facto cichy traktat pokojowy, gdzie państwo jordańskie
dba o bezpieczeństwo granicy od 1970 roku, kiedy monarchia jordańska wyrzuciła wszystkie
palestyńskie frakcje polityczne, które zagrażały jej, a jednocześnie inicjowały
niezliczone fale ataków na Żydów, na Izraelczyków za granicą, w Izraelu.
Od tego czasu Jordania jest w zasadzie militarną ochroną Izraela. I ta bliska
relacja z Izraelem jest czymś, czego sama Jordania nie chce nagłaśniać.
Nie chodzi o to, że na Bliskim Wschodzie nikt o tym nie wie. Po
prostu jest to dla Jordanu niewygodne, gdy zaczyna się mówić na ten temat. To
są powody, dla których nikt nie mówi o Jordanie.
Rzecz w tym, że Jordania może odegrać w przyszłości ważną i kluczową rolę.
W możliwym pokoju. Dziwnie jest teraz mówić o pokoju. Udawajmy, że
nie mówimy o pokoju, bo kto poważny by o tym mówił?
Ale spróbujmy zrobić taką małą, fantazyjną wycieczkę do krainy marzeń. Czego
tak naprawdę potrzebowałby pokój? Palestyńczyków w jakiejś części Zachodniego Brzegu,
czy Gazy za jakieś 20 lat, znacznie już odbudowanej, obojętnie, czy Hamas
rzeczywiście dał się wyprzeć, czy też po prostu trwa niekończąca się, wieczna
wojna. Trudno powiedzieć.
Ale wyobraźmy sobie, że istnieje jakiś proces, że istnieje jakiś potencjał
pokoju, który chcemy osiągnąć. Albo ujmijmy to tak:
jeśli znajdziemy się w takiej sytuacji za 25 lat, co musiałoby się wydarzyć
wcześniej, żebyśmy znaleźli się tam znaleźli?
To ciekawe ćwiczenie myślowe.
Cóż, to ćwiczenie myślowe w dużej mierze dotyczy Jordanii. Jordania jest
oficjalnym zarządcą świętych miejsc Jerozolimy, muzułmańskich miejsc świętych,
a zwłaszcza, a może przede wszystkim, meczetu Al-Aksa, kompleksu Haram al-Sharif
i Wzgórza Świątynnego.
Jordania stanowi również strategiczną głębię jakiejkolwiek
palestyńskiej polityki na Zachodnim Brzegu. Nie ma żadnej wersji Zachodniego
Brzegu, wliczając w to Zieloną Linię, która mogłaby stać się państwem
palestyńskim, nawet w najlepszym, maksymalistycznym z palestyńskiego punktu
widzenia, negocjacyjnym scenariuszu. Byłoby to jednak nic innego, niż
szczątkowe państwo, całkowicie zależnego od Izraelczyków, śledzone bardzo
czujnie przez Izraelczyków, z ogromną kontrolą bezpieczeństwa i dogłębną penetracją
wywiadowczą, bo to właśnie te wzgórza górują nad ich miastami zwężając Izrael
do 15 kilometrów.
Nie ma scenariusza, gdzie Zachodni Brzeg nie stanowiłby
przytłaczającego problemu dla bezpieczeństwa Izraela. Nawet w takim, w którym
wszyscy byliby życzliwi jak gołąbki, a wszystko zostałoby rozwiązane.
A zatem Palestyńczyk na Zachodnim Brzegu w przyszłym potencjalnym państwie, czy
to na jego 60%, 100% , czy jego 35%. Trudno powiedzieć. Po prostu nie ma takiego scenariusza, w którym
nie byłoby to państwo szczątkowe, zależne od Izraela w kwestii bezpieczeństwa,
a dobrobyt gospodarczy zależny od integracji z izraelską gospodarką.
I na Zachodnim Brzegu prawie nie ma miejsca na międzynarodowe lotnisko. Była
nadzieja na małe lotnisko w Strefie Gazy, i istniało ono już w czasach procesu
pokojowego. Ale na Zachodnim Brzegu jest za dużo pagórków. Po prostu nie ma tam na nie miejsca.
A gdyby Zachodni Brzeg mógł mieć swego rodzaju konfederację z Jordanią.
Niezaanektowany i niepodbity. Dwa państwa, ale głęboko sprzymierzone?
I w ten sposób, zamiast stanowić wielkie zagrożenie dla Izraela, mógłby
Zachodni Brzeg stać się częścią architektury bezpieczeństwa, która chroni
Izrael i Jordanię razem, istniejącej od 1970 roku. Oznaczałoby to również, że
mogliby mieć otwartą granicę z Jordanią, co oznaczałoby, że mieliby poczucie
ogromnej przestrzeni, a nie odizolowania i otoczenia przez izraelskie wojsko.
Oznaczałoby to również, że mają międzynarodowe lotnisko. W Ammanie jest
prawdziwe międzynarodowe lotnisko. I mogliby mieć dostęp do izraelskiego
lotniska.
Mówimy tu o pokoju, prawda? Nawet jeśli nie bedą mieli do niego
dostępu, to mają dostęp do jordańskiego lotniska. Nawet jeśli nie bedą mieli otwartych
granic z Izraelczykami, to i tak będą mieli je z Jordańczykami. To potencjalna
wizja, która pomija wiele fundamentalnych problemów.
Izrael zaufałby jordańskiej monarchii na Wzgórzu Świątynnym, w
kwestii miejsc świętych i bezpieczeństwa granic. I Izrael może zaufać. Istnieją
na to dekady i pokolenia dowodów na to, że można ufać Jordańczykom w tym
względzie.
Czy Jordania sama chciałaby być częścią tego rodzaju rozwiązania?
Prosta odpowiedź brzmi: absolutnie nie.
Monarchia jordańska wie, że fakt, iż większość jej ludności, a w większości jej
ludności stanowią potomkowie Palestyńczyków, jest czynnikiem destabilizującym
sytuację w Jordanii.
Monarchia jordańska jest bardzo umiarkowana, ale w sondażach populacja Jordanii
wyraźnie wyraża nie tylko poglądy antyizraelskie, ale także radykalne poglądy
antysemickie. To są poglądy większości Jordańczyków, a większość z nich to
Palestyńczycy. I tak Jordania stale walczy z radykalizacją, a to wcale nie
staje się łatwiejsze.
W zeszłym roku Jordania podjęła dwa ważne kroki. Zdelegalizowała
Bractwo Muzułmańskie. To radykalny salaficki odłam islamu sunnickiego, z
którego wywodzi się Hamas i Al-Kaida. I byli oni bardzo potężną siłą w
jordańskiej polityce. A teraz są wyjęci spod prawa przez monarchię.
Jordania ciężko pracuje nad delegalizacją i marginalizacją radykałów,
bagatelizując palestyńską narrację, podkreślając historię Jordanii, jej
terytorium i tożsamość jako odrębnego państwa.
W Jordanii stworzono muzea i zainwestowano w archeologię, koncentrując się na
starożytnych królestwach, Moabitach i różnych innych królestwach zamieszkujących
to terytorium, by stworzyć tożsamość Jordanii odrębną od reszty Lewantu.
Jordania bardzo nie chce, by na jej barkach spoczywał ciężar rozwiązania
palestyńskiej kwestii narodowej.
Zatem Jordania nie popiera żadnego z tych działań. Ale faktem jest,
że nikt o tym nie mówi, bo niewygodnie jest mówić o tym, że historyczna rola
Jordanii nie do końca pasuje do narracji palestyńskiej.Rola Jordanii jest dziś niezwykle użyteczna dla Izraelczyków.
A potencjalna rola Jordanii w przyszłości jest czymś, czego
monarchia nie chce, mimo że mogłaby rozwiązać wiele problemów, i Palestyńczyków
i Izraela.
Czy to rozwiązałoby problem Jordanii? Trudno powiedzieć. To zależy od tego,
jakiej przyszłości pragnie Jordania i jaką ma ona wizję swojej przyszłości.
Wiele różnych aspektów izraelsko –palestyńskiego konfliktu sprawia,
że Jordania jest jednocześnie centralną postacią wszystkiego, co się dzieje, i jest
niemal całkowicie niewidoczna.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier