Prosić o przebaczenie?

2021-07-06

"W ... chrześcijańskim ... duchu, wyciągamy do Was ... nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie". (Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich - rok 1965).

Prosić o przebaczenie? Absolutnie nie!

Jeden z moich znajomych nadmienił w rozmowie ze mną, że jestem czasami cytowany w dość nieoczekiwanych miejscach. I rzeczywiście byłem trochę zaskoczony. A najbardziej polskojęzycznym artykułem pewnego pana, który wyjechał na żydowskich papierach, choć pochodzi z rodziny prawosławnych, a którego poglądy są doskonałym potwierdzeniem tez o patriotycznych antysemitach w cytowanym przez niego moim artykule "Wyssane z mlekiem matki 3".
Nie będę się zajmował celowymi, lub spowodowanymi brakiem wiedzy, nieścisłościami zawartymi w artykule tego pana, ale zainteresowało mnie ostatnie zdanie jego artykułu:
"Aby iść w spokoju ducha naprzód, także Żydzi mogą powiedzieć: wybaczamy i prosimy o wybaczenie".
Od razu przypomniał mi się list biskupów polskich do biskupów niemieckich, który zrobił krótką furorę w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i w zasadzie został zupełnie zapomniany, szczególnie po prawie nic niemówiącej odpowiedzi biskupów niemieckich.
Proszenie o przebaczenie. Bardzo chrześcijańskie. Brzmi bardzo pozytywnie. Dla mnie prawie jak chrześcijańskie nastawianie drugiego policzka. Dobrze wygląda na papierze, ale fizycznie boli tak samo.
Przebaczanie i proszenie o przebaczenie na pierwszy rzut oka wygląda dobrze. Ale dla mnie prośba o przebaczenie za Jedwabne, czy pogrom kielecki, w ustach polskiego premiera brzmi prawie jak dysonans. Prawie tak samo jak słowa skruchy Szewacha Weissa za "żydokomunę". Przyznanie, że tak było i potępienie potrafiłbym zrozumieć. Ale proszenie o przebaczenie?.
Pewnie nie bardzo rozumiecie o co mi chodzi. No to spróbuję to wytłumaczyć. Zacznijmy od strony polskiej. Nie ulega wątpliwości, że w czasie okupacji była masa szmalcowników. Byli również tacy, którzy nie tylko donosili Niemcom, czy granatowej policji o ukrywających się Żydach, ale sami łapali takowych, dostarczali ich na posterunki, a nawet mordowali. Byli też tacy, którzy donosili na swoich polskich sąsiadów przechowujących Żydów. To wszystko, to niezbite fakty.
A teraz głupie pytanie. Czy oni robili to, dlatego że byli Polakami? Czy oni robili to w imię narodu polskiego, w imię Polski, czy dla dobra narodu i Polski? Nie można zaprzeczyć, że być może znalazłoby się trochę takich, co robili to z pobudek patriotycznych. Ale większość robiła to w czasie okupacji z niskich pobudek zysku, strachu i nienawiści. Szmalcownik tropiący Żyda nie miał w pamięci przedwojennych elaboratów pani Kossak-Szczuckiej o żydowskich szkodnikach i pasożytach na ciele polskiego narodu. Nie. Taki szmalcownik myślał tylko o złocie i pieniądzach, które można z tego czy innego Żydka wycisnąć. Oczywiście, że można do tego wcisnąć dawkę antysemityzmu, ale wcisnąć w to polski patriotyzm trochę trudno. To samo dotyczy polskiej wsi. Ci chłopi, goniący Żydów ze swoich obejść, obejmujący "pożydowskie" mienie, donoszący o ukrytych Żydach, czy o sąsiadach ukrywających Żydów, lub mordujący okazyjnie "niewygodnych" żydowskich sąsiadów, robili to przeważnie z myślą o wzbogaceniu się, czasami ze zwyklej nienawiści, czasami z zawiści, a czasami ze strachu, że kto inny doniesie i im się też dostanie. Kto chce, może się doszukać tutaj także dużej dawki przedwojennego antysemityzmu, ale doszukiwanie się w ich działaniu polskiej racji stanu byłoby zupełnym nonsensem.
Dla mnie ci ludzie swoim postępowaniem wypisali się z narodu polskiego, bo zhańbili jego dobre imię. I nagle mamy polskiego premiera, który za nich przeprasza! Jakby w jego odczuciu, jako przedstawiciela narodu polskiego, ci szmalcownicy, donosiciele, rabusie i mordercy byli integralną częścią polskiego narodu i dlatego naród polski ma się za nich wstydzić i przepraszać. To prawie tak, jakby się wpisywał w narrację "patriotów", którzy szukają możliwości negowania udziału polskich sąsiadów w mordowaniu swoich żydowskich pobratymców w Jedwabnem i wielu innych miejscowościach, lub szukają wytłumaczenia dla pogromu kieleckiego.
To samo można powiedzieć o drugiej stronie medalu. Tak. Była masa polskich komunistów żydowskiego pochodzenia. Tak. Wielu z nich zaprzęgło się w organa sowieckie, kiedy wschodnia część Polski została "wyzwolona" przez Sowietów. Tak. Wielu z nich wydawało polskich patriotów w ręce NKWD i brało udział w ich prześladowaniu. Tak. Duża ilość komunistów żydowskiego pochodzenia znalazła się w wierchuszce komunistycznych organów ścigania i sterowała zakładanie komunistycznych kajdan polskiemu narodowi. Tak. Wśród 1100 komunistycznych "strażników prawa" znajdowała się grupka (7%) sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia, wsławiona wyrokami na "Nila" Fieldorfa, Pileckiego i wielu innych. Tak. Był również Salomon Morel, który nie tylko wyżywał się na swoich wybranych ofiarach w "brunatnym" baraku, ale również dopuścił do epidemii czerwonki, która uśmierciła prawie 2000 więźniów. I nie ulega wątpliwości, że wszyscy wymienieni byli żydowskiego pochodzenia. Nie ulega też wątpliwości, że wszyscy oni zasługiwali na karę za swoje czyny. Jest tylko jeden problem. Że oni powinni byli być ukarani za swoje czyny, a nie za to, że byli Żydami. Ani nie za to, że robili to jako Żydzi. Bo, z małymi wyjątkami, ci ludzie robili to nie w imieniu jakiejś żydowskiej racji stanu, czy dlatego, że czuli się Żydami. Oni robili to w imię swoich politycznych przekonań, lub osobistego oportunizmu. Oskarżanie wszystkich Żydów i narodu żydowskiego za ich postępki, to jak oskarżanie narodu polskiego za szmalcowników, czy szubrawców mordujących Żydów dla własnego zysku, czy z czystej nienawiści. Żydowscy Enkawudziści, czy Żydzi z Bezpieki nigdy nie reprezentowali ani mnie, ani narodu żydowskiego. Mało tego. Oni go nie chcieli reprezentować, bo czuli się albo polskimi, albo internacjonalnymi komunistami. Dlatego nie mam zamiaru za nich przepraszać. Jest mi przykro, że to byli ludzie z mojego narodu i uważam, że byli i są godni potępienia i kary. Ale ja nie mam z tymi ludźmi nic wspólnego i przepraszać za nich, czy prosić o przebaczenie nie mam zamiaru.
Z polskiej strony oczekuję jedynie bezwarunkowego przyznania i potępienia tych, którzy się dopuścili czynów niegodnych Polaka w czasie wojny. Żyjące w tej chwili w Polsce pokolenie Polaków nie ma z okupacyjnymi zaszłościami nic wspólnego. Nawet potomkowie szmalcowników, donosicieli czy morderców. Dlatego przepraszanie za nich, czy proszenie o przebaczenie uważam za zupełnie zbyteczne. 

Alex Wieseltier
Lipiec 2021

Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode
Lav din egen hjemmeside gratis!