PIWO

KRZYWE ZWIERCIADŁO 8 - PIWO

Panie! Piwo jak piwo. Dla mnie wsio ryba.
Ojciec to był wybredny. Okocim albo Żywieckie.
Ale to dawne czasy. Teraz to żaden czort się w tym nie pozbiera.
A ja piję, co podchodzi. Tak mnie, Panie, zawsze suszy od rana.
To na ręku? To stara historia. Jeszcze z kicia.
Młody byłem. Głupi byłem. To i siedziałem. Ale to za komuny.
Ojciec mówił, że to po dziadku, bo jego to przeskoczyło.
Porządny człowiek był. Aż za porządny. Nie to, co ja.
Dziadek? Jego to dobrze pamiętam, bo lubił swoje historie opowiadać.
Sprzed wojny i z okupacji.
On jak jeszcze był szczeniak to do szajki należał.
A taki zwinny był, że lepszego do łażenia po gzymsach i otwierania okienek nie było.
Jak go przyjmowali do bandy, to się wdrapał po rynnie na trzecie piętro i dojście do mieszkania im zrobił!
Ta ichnia szajka to byli honorowe chłopaki. Kodeks taki mieli.
Biednych nie ruszali. Tylko bogatych.
I nie robili różnicy czy polskie, czy żydowskie mieszkanie.
Nie. Tylko tych bogatych co mieszkali wśród Polaków.
Jak za dużo tego żydostwa, to był kłopot, bo nawet taki urwis od pejsatego żydka się odznaczał. A wśród Polaków to taki skok szedł jak z masła.
No i tych bogatych na ulicy wieczorową porą. Albo takich co na dzianych wyglądali.
Szczeniaków mieli, co przed restauracjami filowali.
Jak jakiś jegomość podpity po ciemku się telepał, to w kwadrans mieli wiadomość i go uwalniali od zbędnego dobytku.
Ale żadnej mokrej roboty. Bo człowiek rzecz święta była.
Trochę to się zmieniło za okupacji. Dziadek opowiadał, że warunki się zmieniły.
Te żydowskie mieszkania, co oni mieli na oku, to były oszabrowane.
A jak się Polacy wprowadzili, to już nie było co zwędzić.
No to oni się spiknęli z jednym mundurowym.
I na żydków filowali. Tych co z getta wychodzili.
I nie przy samym getcie, ale tam, gdzie oni szli i jakieś interesy robili.
Ten granatowy to był łebski. I taki swój.
A zaczęło się, że jednego z bandy złapał.
Akurat Szmaja, co niby był szefem bandy, był w pobliżu.
A Szmaja to miał wygląd. I gadkę tez miał. I tak się zgadali.
Że jak żydki kombinują poza gettem, to im się dola też musi trafić.
Jak takiego zoczyli, to go śledzili aż miał towar. To wtedy go obrabiali.
A jak wyglądał na silnego, czy dzianego, to policjanta napuszczali.
To się taki wykupić musiał.
A jak nie miał przy sobie wystarczająco szmalu, to kazali mu pisać do rodziny w getcie.
I szczeniaki smyrgały do getta, żeby liścik dostarczyć.
A potem umówione miejsce, gdzie pieniądze dostarczą i żydka dostaną z powrotem.
I prawie zawsze było załatwione, bo oni umiarkowane byli.
I jak przyrzekli, że puszczą, to puszczali.
A żydki mogli dalej interesy robić, tylko za trochę zapłaty.
Niektóre to nawet to sobie chwaliły, bo mogli wynajmować chłopaków z bandy do pilnowania, czy jakaś chryja się nie szykuje.
Nie. Z Niemcami banda nie współpracowała. Ani z innymi mundurowymi.
Ichni policjant wytłumaczył Szmaji, że się to nie opłaca.
Jak żydka się odda, to koniec interesu. A tak to go można cyckać kilka razy.
I żadnej mokrej roboty. Bo jak się rozniesie to mogą zmienić rewir.
I dobrze to szło, chociaż było kilku takich, co się stawiali.
Tych to się policjantem nastraszyło.
Kilka razy to on sam przyszedł i osobiście przyłożył narwańcowi.
I wszystko szło dobrze aż się znalazł taki jeden, co nic nie zrozumiał.
Akurat dziadek był ze Szmają. Szczeniaki dali cynk i taki dobrze ubrany żydek zupełnie zdębiał jak go Szmaja zatrzymał.Szmaja uprzejmie zapytał go co niesie, a Żyd mu odburknął, że nie jego sprawa.
No to trzeba mu było przyłożyć kilka razy. A ten hardy!
Że zamelduje na komisariat! Na komisariat ty gnojku?!
No to zadzwonili po swojego policjanta.
Policjant przyszedł. Wylegitymował. A potem kazał ściągnąć portki. No to cię mamy!
Ale w dalszym ciągu grzecznie. Że jak się da, to się puści. A on, że nie ma!
No to jakiś adresik? To się pośle chłopaka, to przyniesie.
Nie. Nie ma żadnego adresu!
I nagle jak nie palnie Szmaję! Aż się wyłożył jak długi.
A policjant za kaburę. To on policjanta w łeb i w nogi!
Ale dziadek był na miejscu. Wyciągnął policjanta pistolet i strzelił do skurczybyka. Pierwszy raz strzelał i trafił, chociaż było ponad 5 metrów!
Szmaja z policjantem się podnieśli i podeszli do tego leżącego.
Jeszcze żył, ale mu z brzucha bebechy było widać. No to co zrobić?
Do Niemców oddać nie można, bo a nuż zacznie śpiewać jak było.
Puścić ? To może przeżyje i jeszcze kogoś napuści.
No to nic innego tylko dobić. I tak zrobili.
I wie Pan co? Jak go obszukali, to on miał schowane 10 „świnek"!
Dziadek jak to opowiadał, to aż go zatykało ze złości.
„Popatrz co za bałwan! Życiem ryzykował za te kawałki złota!
I na dodatek z nas morderców zrobił! Szuja jedna!”
Co? Już Pan idzie?
To dowidzenia! Ja jeszcze zostanę.
Aha! I dzięki za piwo!

Alex Wieseltier

Marzec 2019