Patyk w ręku Boga

30-07-2026

Patyk w ręku Boga
Leah Zakh Aharoni

Kobieta mieszkająca w Halifax, która nie odróżnia Hebronu od Hajfy, próbuje tłumaczyć mi historie Bliskiego Wschodu.
Ona ma na imię Marsha, a jej zdjęcie profilowe pokazuje ją na plaży z psem rasy golden retriever o imieniu Milo. W jej profilu obok zielonej koniczyny widnieje palestyńska flaga.
Marsha nigdy nie była w Izraelu. Ale Marsha ma przyjaciółkę, która była w Palestynie. Przyjaciółka spędziła tydzień w małym stylowym hotelu w Ramallah i opowiedziała jej wszystko, a teraz Marsha tłumaczy mi to wszystko w komentarzu, który liczy 400 nieprzerwanych kropka słów.
Według niej Tel Awiw został zbudowany przez krzyżowców. Ale za to zna na pamięć słowo "apartheid".
"To jest podręcznikowy apartheid" – pisze ona. "Moja przyjaciółka widziała to na własne oczy. Ty jesteś zbyt blisko, żeby to zobaczyć".
Ja mieszkam w Izraelu od 33 lat. Dokonałam aliji, mając 17 lat. Mam siedmioro dzieci, które są tutaj urodzone. Ale najwyraźniej jestem zbyt blisko, żeby to dostrzec.
Za to Marsha z Halifax, która nigdy tu nie była, widzi to wyraźnie. Widzi to przez pryzmat swojej przyjaciółki, która była tam przez tydzień.
Tekstuję do niej: "W którym roku zbudowano ogrodzenie?"
Ona odpowiada trzema akapitami o okupacji, pomijając zupełnie moje pytanie.
Tekstuję do niej: "Co wydarzyło się w latach poprzedzających budowę ogrodzenia?"
Ona odpowiada czterema akapitami o okupacji. Na zadane pytanie nie odpowiada. Jasne, że nie. Bo co ona wie o zamachach bombowych na autobusy i chodzeniu 5 kilometrów na piechotę, bo człowiek boi się wsiąść do autobusu?
W ciągu ostatnich trzech lata miałam 5632 takie konwersacje z Marshą z Halifax, z Seanem z Dublina, z Emmą z Manchesteru i z bardzo szczerą kobietą z Portland, której imienia nie pamiętam. Żadne z nich nie było w Izraelu. Oni wszyscy mają znajomych, którzy byli w Palestynie. To prawdopodobnie ta sama znajoma. Pewnie jest bardzo zajęta w tym stylowym hotelu w Ramallah.
Wpatruję się w mój telefon. Milo, golden retriever, patrzy na mnie ze zdjęcia profilowego Marshy. Milo wygląda na miłego psa. Milo też nigdy nie był w Izraelu. To też łączy Milo i Marsha.
Mam ochotę napisać: Marsha, siedzę na mojej kanapie w Jerozolimie. Mój syn jest na służbie, nie wiem gdzie, ale twoja znajoma prawdopodobnie nazwałaby to "okupacją". Moje biuro jest w trakcie malowania, żebyśmy mogli dostarczyć kolejne 600 paczek dla żołnierzy w tym tygodniu. Proszę, wyjaśnij mi jeszcze raz, czego ja nie widzę wyraźnie.
Ale ja tego piszę.
Gaszę telefon i idę robić kawę. Przy okazji nastawiam wodę na ptitim, perełki pszenicy, które "nieistniejący" Ben Gurion kazał wynaleźć w latach pięćdziesiątych przedsiębiorstwu spożywczemu, żeby "nieistniejący" jemeńscy olim mieli czym karmić swoje dzieci w "nieistniejącym" Izraelu.
Moje, jak najbardziej istniejące, dzieci jedzą je z serem i masłem.
W momencie, kiedy woda zaczyna wrzeć, przychodzi mi do głowy myśl, której nie wypowiadam na głos.
Myśl brzmi: rabin Jehuda Halevi (ten sefardyjski poeta) powiedział kiedyś, że naród żydowski nie wróci w pełni do Ziemi Izraela, dopóki nie zatęskni on za nią tak mocno, jak tylko można za czymkolwiek tęsknić. A tęskni się za czymś tylko wtedy, kiedy ktoś próbuje ci to odebrać.
Więc dziękuję ci, Marsha. Za każdym razem, gdy wpisujesz "apartheid" w wątku komentarzy, Żydówka z diaspory w Pittsburghu czuje ukłucie gniewu w żołądku. Zaczyna szukać faktów i pisze komentarz, by chronić swoją więź z tym krajem. Za każdym razem, gdy to widzi i komentuje, to tęskni za nim coraz bardziej. I za każdym razem, kiedy tęskni coraz bardziej, to przybliżamy się do celu.
Ty Marsha i twoi przyjaciele z ruchu pro-Pali zrobiliście dla syjonizmu więcej w ciągu ostatnich 3 lat niż Agencja Żydowska w ciągu ostatnich 30.
Bóg ma fantastyczne poczucie humoru. Musiał napuścić na nas Marshę, żebyśmy pamiętali, z którym krajem trzymamy.
Nie mówię tego głośno, bo to nie jest coś, co się pisze w komentarzach.
Nalewam sobie kawę i wracam do telefonu.
Marsha zostawiła tam jeszcze trzy komentarze. Ostatni ma 600 słów. Gdzieś w środku napisała wielkimi literami WOLNA PALESTYNA.
Reszty nie czytam.
Tekstuję: Marsha, ucałuj ode mnie Milo. Wygląda na miłego psa.
Zamykam telefon.
Gdzieś w Halifax Marsha jest zdezorientowana. Nie wie, że wykonuje dzieło Boże. Nie wie, że jest ona patykiem w ręku Boga.
To jest wyrafinowane poczucie humoru Boga.

Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier

Share
Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang