Państwo palestynskie?
Jak według Palestyńczyków powinno wyglądać państwo
palestyńskie?
Seth Mandel, Kwiecień 2026
W mediach
społecznościowych toczy się dziś ożywiona debata na temat tego, czy Izrael
uniknąłby międzynarodowego potępienia, gdyby po prostu nadal ofiarowywał
Palestyńczykom państwowość, nawet po odrzuceniu tych ofert przez obecnych i byłych
palestyńskich przywódców.
W centrum tej internetowej debaty znalazło się stwierdzenie, że Izrael i/lub
komentatorzy proizraelscy powinni naszkicować zakończenie konfliktu, które
zapewni Palestyńczykom samostanowienie. Komentarze na ten temat wciąż się pojawiają.
Nawet gdybyśmy zobaczyli Benjamina Netanjahu sugerującego, że podział
Jerozolimy mógłby być nawet brany pod uwagę jako element rozwiązania kończącego
konflikt, to nie sądzę, by rozsądne było formułowanie tego problemu w ten
sposób.
Ale nawet gdybyśmy to zrobili i nawet gdyby Izrael powtórzył swoje sugerowane
końcowe etapy, co by to dało?
Wiemy, jakie rozwiązania Izraelczycy w przeszłości proponowali lub akceptowali
jako porozumienia o statusie ostatecznym. Parametry z czasów Clintona są
publiczne, podobnie jak szczegółowa mapa, którą premier Ehud Olmert w 2008 roku
przedstawił prezydentowi Autonomii Palestyńskiej Mahmudowi Abbasowi, która była
sporządzona po długich, osobistych negocjacjach między dwoma przywódcami.
Mamy zatem wiele dowodów na to, że przez wiele lat Izrael zaakceptowałby
rozwiązanie dwupaństwowe. Nie mamy jednak żadnego dowodu na to, że palestyńscy
przywódcy zaakceptowaliby takie rozwiązanie.
Oto radykalna koncepcja: należy poprosić palestyńskich przywódców o zmianę tego
stanu rzeczy. O złożenie oferty. O przedstawienie akceptowalnej mapy. Jeszcze
lepiej byłoby, gdyby Palestyńczycy zgłosili gotowość zakończenia konfliktu, o
ile spełnione zostaną konkretne i wyszczególnione warunki.
Na razie nie wiemy, czy Palestyńczycy byliby skłonni zakończyć konflikt, nawet
gdyby przestali odrzucać propozycję utworzenia państwa. Te dwie kwestie są ze
sobą powiązane: palestyńscy przywódcy najprawdopodobniej nigdy nie rozważali
zaakceptowania propozycji utworzenia dwóch państw właśnie dlatego, że
oczekiwano by od nich, że uznają ją za rozwiązanie konfliktu.
Izraelczycy to rozumieją i to tłumaczy ich wahanie do dalszego oferowana
Palestyńczykom państwa. Izraelczycy chcą zakończenia konfliktu, a Palestyńczycy
nie chcą składać takich obietnic.
7 października uświadomił to nie tylko Izraelczykom, ale i całemu światu. Zbyt
duża część palestyńskiej opinii publicznej wydawała się być podzielona nie co
do tego, czy 7 października był dobry, czy zły, ale czy był dobry, czy też był
oszustwem.
Reakcją "pro-palestyńskiego" przemysłu na całym świecie było poparcie Hamasu
lub, co najmniej, karanie jedynie państwa żydowskiego.
Co gorsza, ataki z 7 października miały na celu storpedowanie negocjacji
zmierzających do szerokiego pokoju arabsko-izraelskiego, który obejmowałby
drogę do państwa palestyńskiego. Jednej z dwóch palestyńskich frakcji udało się
sabotować te rozmowy, sabotując w ten sposób drogę do państwowości.
Przerzucenie odpowiedzialności na Izrael byłoby zatem zrozumiałe tylko dla
kogoś, kto urodził się wczoraj.
Palestyńczycy, gdyby chcieli, mogliby przerwać swój nieprzerwany schemat
odrzucania.
I powinni to zrobić. Mahmud Abbas powinien jak najszybciej wygłosić
przemówienie, i wyraźnie oświadczyć, że Palestyńczycy są gotowi uznać konflikt
za rozwiązany, jeśli uzyskają niepodległość w drodze negocjacji z Izraelem. W
tym samym przemówieniu Abbas powinien zrobić to, co zrobił Olmert, i pokazać
mapę rozwiązania dwupaństwowego, opartą na wcześniejszych negocjacjach.
Gdyby Palestyńczycy naprawdę chcieli przycisnąć Bibiego do muru, to by to
zrobili.
Ciężar kontroferty spoczywałby wtedy na Izraelu, tak jak Abbas powinien był zrobić
w 2007 roku, gdyby negocjował w dobrej wierze.
Izraelczycy mają skrupulatnie nakreślone mapy "końcowej rozgrywki". Pora by
Palestyńczycy zrobili to samo. O ile taka mapa u nich istnieje…
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier