Ojciec Izraela wyrzekł się syjonizmu
Dzień, w którym Ojciec Izraela wyrzekł się syjonizmu
Whole Story Institute, 7 Maja 2026 r.
Jedną z ironii
współczesnego ruchu nienawiści antysyjonistycznej jest jego obsesja na punkcie
słów "syjonista" i "syjonizm", które próbuje się odseparować od słowa "Żyd".
Ironią jest to, że sam ojciec Izraela – Dawid Ben Gurion – ostentacyjnie
przestał nazywać siebie syjonistą i podkreślał, że syjonistami są tylko Żydzi
poza Izraelem.
Ten mało doceniany punkt zwrotny opierał się na rozróżnieniach, które mają
znaczenie dzisiaj, kiedy diaspora zmaga się z próbami oddzielenia jej od swoich
braci i sióstr w Izraelu.
Brzmi to jak paradoks, niemal jak historyczna zagadka: jak Dawid Ben Gurion,
główny architekt państwa Izrael, człowiek, który odczytał Deklarację
Niepodległości pod portretem Teodora Herzla, mógł spędzić swoje późniejsze
lata, deklarując, że nie jest syjonistą i że sam ruch syjonistyczny praktycznie
umarł?
Aby to zrozumieć, musimy przyjrzeć się dokładnie ramom przejścia od istnienia
praktyki duchowej (wygnanie) do stworzenia suwerennej tarczy (państwowości).
Kiedy Ben Gurion powiedział: "Nie jestem syjonistą", nie odrzucił on żydowskiego
prawa do ziemi. Ben Gurion dokonał bezwzględnego, filozoficznego zwrotu
oświadczając, że słowo "syjonizm" zostało zawłaszczone przez Żydów z diaspory,
którzy pragnęli emocjonalnego komfortu istnienia tożsamości bez brania na
siebie fizycznego ciężaru suwerenności.
Oto anatomia ostatecznej prowokacji Ben Guriona: Doktryna Mamlakhtiyut.
Przed 1948 rokiem Światowa Organizacja Syjonistyczna (WZO) była oczekującą
władzą. Kupowała ziemię, finansowała milicje i próbowała wpływać na imperia.
Była rusztowaniem niezbędnym do budowy państwa.
Ale gdy w 1948 roku ogłoszono powstanie Państwa Izrael, Ben Gurion przyjął
filozofię zwaną Mamlakhtiyut, zwykle tłumaczoną jako "etatyzm" (koncepcja
zakładająca podporządkowanie jednostkowych i grupowych interesów społeczeństwa
interesowi państwa).
Ben Gurion wierzył, że suwerenne państwo musi teraz sprawować absolutną
supremację nad wszystkimi przed państwowymi milicjami, frakcjami politycznymi i
organizacjami diaspory. W ramach tej filozofii zwalczał i rozwiązywał dysydenckie
milicje, takie jak Irgun Leumi i Gang Sterna, ale ten proces poszedł o wiele
dalej.
Dla Ben Guriona Państwo Izrael było domem, a organizacja syjonistyczna była
rusztowaniem. Po wzniesieniu domu rusztowanie stało się nie tylko niepotrzebne,
ale wręcz szpetnym zagrożeniem dla całości konstrukcji.
Gdy przywódcy diaspory próbowali dyktować politykę Izraela z Nowego Jorku lub
Londynu, bo byli przecież "przywódcami syjonistycznymi", to Ben Gurion się temu
sprzeciwił. Ben Gurion argumentował, że nie można siedzieć na wygnaniu, w
bezpiecznej odległości od egzystencjalnego zagrożenia ze strony sąsiadów, i
twierdzić, że jest się partnerem w obronie suwerenności Izraela.
Ben Gurion powiedział kierownictwu Światowej Organizacji Syjonistyczne (WZO),
że są oni historycznym anachronizmem. Jego zdaniem, nazywanie siebie w latach
50, "syjonistą", z jednoczesną odmową życia pod prawem izraelskim i służenia w
izraelskiej armii, oznaczało sprowadzenie największej rewolucji w historii
Żydów do mało znacznego projektu dobroczynnego.
Ben Gurion pogardzał "syjonizmem książeczki czekowej", który stal się celem
jego najbardziej zjadliwej krytyki. Ben Gurion patrzył na amerykańskich Żydów,
którzy z dumą nosili etykietę "syjonistów", i czuł do nich głęboką,
ideologiczną odrazę.
Dla Ben-Guriona syjonizm nie był przedsięwzięciem filantropijnym ani sympatią
polityczną. Syjonizm był dla niego fizycznym imperatywem. Ben Gurion stworzył
brutalną, binarną miarę: dla niego syjonizm oznaczał aliję (imigrację do Izraela). Jeśli nie dokonasz
aliji, nie jesteś syjonistą. Możesz być "przyjacielem Izraela" lub "Żydem
pro-izraelskim", ale syjonistą nie jesteś.
Ben Gurion argumentował, że Żydzi z diaspory traktowali Izrael jak
psychologiczny talizman. Byli gotowi wypisywać czeki na sadzenie drzew, ale
sami nie chcieli ich sadzić. Oni chcieli utrzymać swoje wygodne, zasymilowane
życie na Zachodzie, powierzając jednocześnie swoją praktyczna tożsamość
narażonym na śmierć na Bliskim Wschodzie Izraelczykom. Ben Gurion uznał to za
abdykację z podstawowej tezy syjonistycznej: że żydowskie życie na wygnaniu
jest ostatecznie skazane na zagładę, a prawdziwe bezpieczeństwo i żydowski
rozkwit mogą nastąpić jedynie poprzez suwerenne samostanowienie.
Jego pogląd na wygodny "syjonizm" diaspory – syjonizm z książeczką czekową
Nowego Jorku lub Los Angeles, który chce mieć wszystko na raz, w dużej mierze
wyjaśnia rozłam, który obserwujemy obecnie w amerykańskiej społeczności
żydowskiej.
Ben Gurion dokonał przemiany z "syjonisty" na "Izraelczyka" i pokazał
wszystkim, że jest to zarówno głębokie, jak i trwałe.
Kim więc zwał sam siebie Ben Gurion, jeśli nie syjonistą?
On nazywał siebie Żydem i nazywał siebie Izraelczykiem.
W jego mniemaniu "syjonista" był kimś w okresie przejściowym: tęskniącym za
ojczyzną, orędującym z ojczyzną, zmierzającym ku ojczyźnie. Ale kiedy już tu
przybyłeś, kiedy chwyciłeś za karabin, by bronić granic, płaciłeś podatki
hebrajskojęzycznemu rządowi i budowałeś drogi przez pustynię Negew, to już przeszedłeś
przez syjonizm. Stałeś się kimś dojrzałym i, jak to czuł Ben Gurion, o wiele
głębszym: rdzennym Hebrajczykiem zamieszkującym suwerenne państwo.
Praktyka suwerenności kryjąca się za Tarczą Suwerenności państwa Izrael
wymusiła zespolenie ducha i ziemi w narodzie żydowskim Eretz Israela.
Prowokacja Ben-Guriona wobec "syjonistów" wydaje się całkowicie uzasadniona.
Przez dwa tysiące lat naród żydowski przetrwał dzięki istniejącej praktyce
duchowej, niosącej w swoich tekstach ducha ziemi, żyjąc w jej obrębie w
modlitwach i prawach.
Syjonizm był ruchem politycznym, którego celem było przeniesienie tego ducha z
powrotem na fizyczną ziemię, z której się wywodził i do której musiał powrócić.
Po 1948 roku Ben Gurion uświadomił sobie, że "syjonistyczna" diaspora stara się
utrzymać te dwie rzeczy w separacji. Ta diaspora chciała, by Izraelczycy byli
na tej ziemi, podczas gdy diaspora bezpiecznie uzurpowała sobie prawo do patosu
na przedmieściach amerykańskich miast.
Odrzucenie przez Ben Guriona etykiety "syjonista" było jego sposobem na
zatrzaśnięcie drzwi dla tej wygodnej dwoistości. Ben Gurion powiedział
żydowskiemu światu: "Czas tęsknoty minął. Tarcza Suwerenności została wykuta.
Nie możecie twierdzić, że jesteście budowniczymi narodu, jeśli odmawiacie życia
w jego murach".
Mówiąc: "Nie jestem syjonistą", domagał się on, by naród żydowski przestał
działać jako ruch polityczny czy "religijny", ale zaczął działać jak naród.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier
https://ghrosenb.substack.com/p/the-day-the-father-of-israel-renounced