Najniebezpieczniejszy antysemityzm
Najniebezpieczniejszy antysemityzm to ten, w który sami
Żydzi wierzą
Raphael
Shore, 27 lipca 2026 r. / JNS
Dzisiaj istnieją dwa rodzaje Żydów.
Nie ortodoksyjni i nieortodoksyjni. Nie izraelscy i ci w diasporze. Nie
religijni i świeccy. Nie lewicowi i prawicowi. Nie nowocześni i ci wciąż żyjący
przeszłością.
Są Żydzi, którzy rozpoznają tę obsesję, i są Żydzi, którzy biorą to oskarżenie
na siebie.
Ci, którzy rozpoznają tę obsesję, rozumieją, że Izrael, jak każdy kraj, może
popełniać błędy. Rządy mogą prowadzić złą politykę. Przywódcy mogą zawodzić.
Armie działające w niemożliwych warunkach mogą popełniać błędy. Każda polityka
Izraela jest przedmiotem debaty. Ale nic z tego nie wyjaśnia niezwykłej
globalnej obsesji na punkcie państwa żydowskiego. Nie wyjaśnia podwójnych
standardów, demonizacji, historycznych inwersji, gloryfikowania morderców
Żydów, obojętności na cierpienie Żydów ani przeistaczania Izraela w
największego zbrodniarza współczesnego świata.
Ta druga grupa może w pełni zdawać sobie sprawę, że antysemityzm jest realny,
irracjonalny i narastający. Mogą oni przyznać, że wielu wrogów Izraela kieruje
się nienawiścią, zmową lub fanatyzmem. Ale na pewnym poziomie biorą oni na
siebie część oskarżenia, akceptując, że przynajmniej część tego, co mówią
oskarżyciele, uzasadnia tę nienawiść, a działania Izraela przyczyniają się do
tworzenia, nasilenia lub usprawiedliwienia części tej wrogości.
Oni mogą nie akceptować w pełni tego oskarżenia i mogą odrzucać jego
najbardziej skrajne formy. Ale nadal pozostają przynajmniej częściowo
przekonani, że wrogość ma swoje korzenie w osadnikach, w okupacji, w Benjaminie
Netanjahu, w religijnym syjonizmie, w prowadzeniu wojny lub w braku
wystarczających ustępstw Izraela wobec wrogów. Oni nadal mają nadzieję, że jeśli
Izrael zmieni swoją postawę, to przynajmniej część tej wrogości osłabnie.
To częściowe samooskarżanie ma znaczenie. Jeśli akceptujemy, że nasze działania
są istotną przyczyną obsesji, to zaczynamy kształtować żydowską politykę,
edukację i tożsamość wokół tego oskarżenia.
Ten sposób myślenia nie jest nowy. Wybór między uznaniem antysemityzmu za
obsesję a akceptacją oskarżania Żydów przewijał się przez całą naszą historię.
To on ukształtował sposób, w jaki Żydzi reagowali na prześladowania, ten
sposób, w jaki żydowscy przywódcy prowadzili politykę, oraz sposób, w jaki
zwykli Żydzi pojmowali siebie i swoje miejsce na świecie.
To pozostaje również definiującym pytaniem żydowskim naszych czasów. A ja chcę
tu jasno przedstawić swoją argumentację: Żydzi, którzy przyjmują na siebie to
oskarżenie, dali się oszukać. Oni mylą język używany do uzasadnienia nienawiści
z jej rzeczywistą przyczyną. Oni akceptują antysemickie wyjaśnienie
antysemityzmu i reorganizują żydowską politykę, tożsamość i zachowania wokół
tego wyjaśnienia.
To nie jest jakieś drobne nieporozumienie. To jest jeden z najpoważniejszych
żydowskich błędów naszego pokolenia.
Uważam za tragicznie to, że większość Żydów w diasporze, podobnie jak część
izraelskiego establishmentu politycznego, intelektualnego i kulturalnego,
ciągle tkwi w tej iluzji. Całe izraelskie społeczeństwo zostało jednak w
ostatnich latach brutalnie przebudzone. Coraz więcej Izraelczyków dostrzega
teraz coś więcej niż samo oskarżenie i dostrzega głębszą obsesję, która za nim
stoi.
To, czy dostrzegamy wyraźnie nienawiść, czy też przyjmujemy na siebie jej
wyjaśnienie, będzie miało wpływ na naszą politykę, na naszą edukację, na nasze
przywództwo społeczne, na nasze relacje z Izraelem i ostatecznie na naszą
zdolność do zabezpieczenia żydowskiej przyszłości.
W całej historii oskarżenia przeciwko Żydom generalnie dzieliły się na dwie
kategorie.
Pierwsza kategoria zawiera twierdzenia tak irracjonalne, że Żydzi natychmiast
rozpoznają je jako przejawy nienawiści: Żydzi zatruwali studnie i spowodowali
Czarną Zarazę. Żydzi mordowali chrześcijańskie dzieci dla ich krwi. Żydzi
zabili Boga. Żydzi potajemnie kontrolują rządy, banki i media. Żydzi stworzyli
kapitalizm, by wyzyskiwać biednych, i stworzyli komunizm, by zniszczyć
kapitalizm.
Kiedy Żydzi słyszeli te oskarżenia, nie organizowali komisji, które zbadałyby,
czy oni rzeczywiście zatruwają studnie. Oni rozumieli, że oskarżenia mówią
więcej o oskarżycielu, niż o oskarżonym. Problemem nie było zachowanie Żydów.
Problemem była nienawiść do Żydów.
Druga kategoria jest o wiele bardziej niebezpieczna, ponieważ pojawia się pod
płaszczykiem rozsądnej krytyki. To nie brzmi jak oszczerstwo krwi. To brzmi
konstruktywnie, postępowo, a nawet współczująco. To sugeruje, że przynajmniej
część wrogości wobec Żydów może być zrozumiałą reakcją na coś, co Żydzi
zrobili.
Być może Żydzi są znienawidzeni, ponieważ w dalszym ciągu się separują. Być
może dlatego, że ich religia i zwyczaje oddzielają ich od sąsiadów. Być może
dlatego, że nie mają własnego kraju i żyją jak permanentni outsiderzy. Być może
dlatego, że są zbyt, nacjonalistyczni. Być może dlatego, że ich państwo jest
zbyt potężne, zbyt agresywne lub zbyt niechętne do kompromisów.
Te oskarżenia oferują Żydom coś emocjonalnie nieodpartego: sprawczość. Jeśli są
one choć częściowo prawdziwe, to być może zmiana jakiegoś aspektu naszego
zachowania mogłaby zmniejszyć przynajmniej część tej wrogości. Przekonanie, że
nasze działania przyczyniają się do problemu, jest bolesne, ale też
pocieszające. Jeśli jesteśmy częściowo odpowiedzialni, to być może posiadamy
jakąś możność, by to rozwiązać. Bo alternatywa jest o wiele bardziej
przerażająca: że nienawiść może nie jest ani racjonalna, ani proporcjonalna,
ani reaktywna z powodu naszego zachowania. Że przede wszystkim jest spowodowana przez tych,
którzy nas nienawidzą.
W obliczu takiej możliwości Żydzi często woleli dać oskarżeniom przynajmniej
częściową wiarygodność. Lepiej wierzyć, że zmiana samych siebie może zmniejszyć
nienawiść, niż przyznać, że na tę nienawiść nie mamy rozwiązania.
Wraz z emancypacją ta nadzieja przybrała konkretną formę: gdyby Żyda udało się
zmienić, to być może nienawiść by zniknęła. Próbowaliśmy tego lekarstwa już
trzy razy – na samym Żydzie, na sytuacji Żydów i na żydowskim państwie. Każda
próba była szczera. Żadna z nich nie wyjaśniła, a tym bardziej nie wyleczyła
tej obsesji.
Zmiana samego Żyda.
Wraz z emancypacją europejskie społeczeństwo wmówiło Żydom, że problemem jest
ich odmienność: strój, kult, społeczna odrębności i opór przed staniem się zwykłymi
Niemcami lub Francuzami. Gdyby Żydzi porzucili te różnice i w pełni włączyli
się w otaczającą kulturę, to bariery upadłyby, a nienawiść osłabła. Wielu Żydów
w to uwierzyło i by to udowodnić przekształciło swoje życie żydowskie
przyjmując język i kulturę otoczenia; przebudowując synagogi, by przypominały
kościoły; porzucając lub modyfikując tradycyjne praktyki; a w niektórych
przypadkach całkowicie się nawracając. Wielu stało się bardziej niemieckimi niż
Niemcy, bardziej francuskimi niż Francuzi.
To nie zadziałało. Nazizm nie przejmował się tym, czy Żyd uczęszczał do
synagogi, czy nawrócił się na chrześcijaństwo, czy walczył po stronie Niemiec w
I wojnie światowej. Naziści rozwiali złudzenie, że Żydzi, stając się mniej
żydowskimi, mogą uciec przed antysemityzmem. Reformy, asymilacja i konwersja
mogły przekształcić żydowskie życie religijne i kulturalne, ale zawiodły jako
rozwiązania problemu nienawiści do Żydów.
Obietnica była fałszywa. Żydzi się zmienili, a nienawiść pozostała.Zmiana sytuacji Żydów.
Syjonizm wyłonił się zarówno z porażki asymilacji, jak i jako nowe rozwiązanie
problemu nienawiści do Żydów. Ojciec założyciel nowoczesnego syjonizmu, Theodor
Herzl, dostrzegł, że nawet silnie zasymilowani Żydzi pozostają obiektami
podejrzeń. Sprawa Dreyfusa dowiodła, że wykształcenie, patriotyzm i służba
wojskowa nie gwarantują akceptacji. Kiedy Europę ogarnął nacjonalizm, a narody
definiowały się poprzez język, terytorium i suwerenność, Żydzi wydawali się
wyjątkiem: rozproszeni, bezpaństwowi i pozbawieni normalnej ochrony, jaką daje
naród. Wielu syjonistów doszło do wniosku, że ten nienormalny stan pomagał
wyjaśnić utrzymujący się antysemityzm i że odpowiedzią jest odbudowa narodu
żydowskiego jako narodu wśród narodów.
Syjonizm odniósł spektakularny sukces jako ruch odnowy narodowej. Dał Żydom
ojczyznę, schronienie, władzę, godność i możliwość obrony. Ale zawiódł jako
rozwiązanie problemu nienawiści do Żydów. Utworzenie państwa żydowskiego nie
sprawiło, że świat zaczął traktować Żydów jak normalny naród, a samo państwo
stało się nowym przedmiotem starej obsesji.
Żydzi byli kiedyś potępiani za bezpaństwowość. Teraz są potępiani za posiadanie
państwa. Kiedyś byli pogardzani za słabość. Teraz są pogardzani za siłę.
Syjonizm odmienił sytuację Żydów, ale nie wyleczył antysemityzmu.
Zmiana
postepowania Izraela.
Dzisiaj
oferuje się nam trzecią wersję tej samej obietnicy. Jak nam powiedziano, świat
nie nienawidzi Żydów,. Świat po prostu sprzeciwia się polityce Izraela. Chodzi
o osadnictwo. Chodzi o Netanjahu. Chodzi o okupację, o Gazę, o działania
militarne, o brak państwa palestyńskiego i niechęć Izraela do podjęcia
kolejnego ryzyka dla pokoju.
I znowu wielu Żydów, przynajmniej częściowo, wzięło do siebie to oskarżenie.
Oni są w stanie uznać, że antysemityzm jest realny i że wielu wrogów Izraela
kieruje się nienawiścią. Doszli jednak do wniosku, że działania Izraela
przyczyniają się do generowania lub nasilenia tej wrogości wybuchającej na
uniwersytetach, w instytucjach międzynarodowych, w życiu kulturalnym, sztuce,
mediach społecznościowych i na ulicach zachodnich miast.
Jednak skala i charakter tych reakcji mówią co innego. Krytykowanie to nie jest
obsesja. Spór polityczny to nie demonizacja. Troska o ludność cywilną to nie
jest gloryfikacja terrorystów.
Ale poparcie praw Palestyńczyków nie wymaga negowania żydowskiej historii, ani
usprawiedliwiania mordowania Żydów, ani traktowania jedynego na świecie państwa
żydowskiego jako wyjątkowo nielegalnego.
Izrael można krytykować, kiedy krytyka jest uzasadniona, ale błędy Izraela nie
tłumaczą tej obsesji. Postepowanie Izraela może powodować inwektywy. Ale nie
wyjaśnia tej obsesji.
Także sam Netanjahu nie jest faktycznym źródłem wrogości, choć niektórzy Żydzi
chcieliby wierzyć, że, po jego odejściu, bardziej umiarkowany rząd naprawi
stosunki z Palestyńczykami i przywróci Izraelowi pozycję na świecie.
Lewicowy premier będzie musiał się zmierzyć z tą samą rzeczywistością. Żaden odpowiedzialny izraelski przywódca nie
może się zgodzić na podział Jerozolimy, ani zaakceptować w pełni suwerennego
państwa palestyńskiego z jego własną armią, ani zezwolić na "prawo powrotu",
które wyeliminowałoby żydowską większość w Izraelu.
W momencie, kiedy ten przywódca odmówi popełnienia narodowego samobójstwa,
zostanie on również potępiony jako przeszkoda dla pokoju, lub cos gorszego.
Imię premiera może się zmienić. Ale to samo oskarżenie po prostu połączy się z
kolejnym.
U podstaw instytucjonalnego przejawu tego błędu leży przekonanie, że
antysemityzm jest zasadniczo problemem przekazu.
Postępowanie ma znaczenie. Przekaz ma znaczenie. Izrael z pewnością potrzebuje
umiejętnej komunikacji. Jednak wyobrażanie sobie, że lepsze postępowanie lub lepszy przekaz mogą
odwrócić obsesyjną nienawiść, oznacza mylenie tego, co nienawiść teraz
wykorzystuje, z tym, co tą nienawiść wywołuje. Bo oskarżenia dostosowuje się do
dostępnych materiałów. One nie zaczyna się od dowodów i nie prowadzą do konkluzji. One zaczynają
się od konkluzji i szukają dowodów na ich poparcie.
Żydzi zmienili sposób mówienia, ubierania się, oddawania czci Bogu, głosowania,
integracji i samoobrony, ale antysemityzm przetrwał wszelkie te przystosowania.
Największym błędem nie jest zła komunikacja. Jest nim przekonanie, że właściwy
żydowski ton, postawa lub zachowanie sprawią, że osoby trawione nienawiścią do
Żydów, z niej zrezygnują.
Zmienił się język. Zmieniło się oskarżenie. Ale nienawiść pozostała.
Uznanie obsesji nie oznacza wierzenie w słuszność każdej decyzji Izraela ani w
to, że każdy krytyk to antysemita. Izrael należy krytykować, kiedy krytyka jest
uzasadniona. Prawdziwe pytanie brzmi, czy zachowanie Izraela wyjaśnia niezwykły
gniew moralny skierowany przeciwko niemu? Czy Izrael jest oceniany według tych
samych standardów, co inne narody? Czy żydowskie ofiary spotykają się z takim
samym współczuciem jak inne? Czy otwarte wezwania do zniszczenia Izraela są
traktowane poważnie, czy też zawsze jako wytłumaczalne? Dlaczego każdy konflikt
staje się referendum w sprawie prawa Izraela do istnienia, w sposób w jaki
nigdy nie stosowano w innych wojnach?
Dysproporcje, podwójne standardy, demonizacja, negowanie żydowskiej historii i
obsesyjne skupianie się na Izraelu nie są przypadkowe. Ujawniają one naturę tej
wrogości.
Proces pokojowy zaoferował Żydom inną wersję tej samej obietnicy: jeśli Izrael
się wycofa, uzna aspiracje Palestyńczyków, przekaże terytorium i zademonstruje
swoje zaangażowanie w rozwiązanie dwupaństwowe, to konflikt i wrogość zmniejszą
się.
Izrael podjął ogromne ryzyko, dążąc do spełnienia tej nadziei. Oslo miało promować
pokój. Wycofanie się z Gazy miało pokazać, że terytorialne wycofanie zmniejszy
konflikt. Zamiast tego Gaza stała się bazą wypadową do ataku, którego celem
było zniszczenie Izraela.
Powiedziano nam, że jeśli to nie zadziała, to świat
z pewnością zrozumie naszą potrzebę samoobrony. Zamiast tego Izrael został
oskarżony o ludobójstwo za to, że się bronił.
Dziesiątki lat po Oslo znaczna część palestyńskiego społeczeństwa wciąż neguje
żydowską historię, gloryfikuje terrorystów i dąży do zastąpienia Izraela,
zamiast żyć obok niego. Jednak to odrzucenie jest wciąż traktowane jako
frustracja, terroryzm jako desperacja, a sprzeciw wobec żydowskiej suwerenności
tylko jako spór o granice.
Wielu Żydów, którzy przejęli na siebie część oskarżenia, nadal wierzy, że
kolejne ustępstwo, wycofanie się lub demonstracja dobrej woli rozwiąże problem,
kieruje się nie tyle nielojalnością, co pocieszającym przekonaniem, że w ten
sposób zachowujemy kontrolę nad sytuacja. Jeśli nasza polityka wywołuje
wrogość, to możemy ją zmienić. Jeśli powoduje ją nasz przywódca, to możemy go
zastąpić. Jeśli powodują ją osiedla, to możemy je usunąć.
Ale co można zrobić, jeśli ten konflikt jest głębszy i nie dotyczy wielkości
państwa żydowskiego, a jego faktycznego istnienia? Akceptacja tej możliwości
nie kończy ani zabiegów dyplomatycznych ani debaty na ten temat. Ta akceptacja
pozwala polityce opierać się na realiach sytuacji, a nie na pobożnych
życzeniach.
Rozdział pomiędzy tymi, którzy dostrzegają te obsesję, a tymi, którzy przejęli
na siebie oskarżenie, nie jest abstrakcyjnym sporem filozoficznym. Ten rozdział
wpływa on na izraelską politykę zagraniczną i strategię militarną. Wpływa na
to, czy żydowscy przywódcy reagują na antysemityzm ufnością w siebie, czy też przeprosinami. Ten rozdział zadecyduje
o tym, czy szkoły żydowskie będą uczyć dzieci rozumienia historii żydowskiej,
czy też postrzegania tożsamości żydowskiej przez pryzmat oskarżeń ze strony
innych. Ten rozdział będzie kształtował, czy młodzi Żydzi będą przybywali na
kampusy gotowi do obrony, czy już z góry zawstydzeni więzią z Izraelem, której
zrzeczenia się będą żądać od nich wrogowie. I wpłynie na to, czy Żydzi będą postrzegali
syjonizm jako niezwykły akt odrodzenia narodowego, czy jako zażenowanie
wymagające ciągłego moralnego uzasadnienia.
I z czasem może on doprowadzić do asymilacji, Bo jeśli tożsamość żydowska jest
przedstawiana przede wszystkim jako źródło konfliktów, oskarżeń i dyskomfortu
moralnego, to wielu młodych Żydów po prostu z niej zrezygnuje. Tak już się
dzieje.
Społeczność, która przejmuje na siebie oskarżenie, będzie organizować swoje
życie wokół uspokajania oskarżyciela. Będzie ona nieustannie poszukiwać
żydowskich zachowań, które rzekomo powodują lub nasilają ta nienawiść. Będzie
naciskać na Izrael, by szedł na dalsze ustępstwa. Będzie naciskać na Stany
Zjednoczone, by zmniejszyły lub wycofały swoje poparcie. Będzie traktować
poparcie dla państwa żydowskiego jako coś, co należy stale oceniać lub za co
należy przepraszać.
Takie społeczeństwo wyjdzie z założenia, że bezpieczeństwo polega na stawaniu
się bardziej akceptowalnym, bardziej ustępliwym i mniej kłopotliwym.
Rezultat takiego zachowania to nie tylko zła polityka. To bedzie pokolenie
Żydów, które uczy się, że najbezpieczniejszym sposobem na życie jako Żyd jest
bycie mniej związanym z żydostwem, mniej widocznym i mniej żydowskim.
Społeczność, która rozpoznaje tę obsesję, nadal może uczciwie się nad sobą
zastanowić. Może debatować nad polityką, korygować błędy i domagać się
moralnego przywództwa. Ale nie będzie ona mylić samokrytyki z samooskarżeniem. Ta
społeczność nie zaakceptuje antysemickiego wyjaśnienia antysemityzmu.
Najniebezpieczniejsze oskarżenia antysemickie nie są te, które są najbardziej
absurdalne. To są te, które brzmią wystarczająco wiarygodnie, by Żydzi mogli je
choćby częściowo wziąć na siebie.
Za każdym razem propozycja była taka sama: zmień to, a nienawiść zniknie.
Emancypacja wymagała od Żydów zatarcia swojej odrębności. Ta obietnica
akceptacji zakończyła się Holokaustem, który pochłonął zarówno zasymilowanych,
jak i niezasymilowanych Żydów.
To syjonizm przywrócił żydowską suwerenność, a Izrael stał się nowym
piorunochronem.
Teraz wmawia się nam, że to wina polityki Izraela. Po Oslo, po wycofaniu się i
wszelkich próbach kompromisu, Izrael jest oskarżany o ludobójstwo, kolonializm
i bycie największym na świecie gwałcicielem praw człowieka.
Ile razy tak proponowane wyjaśnienie musi zawieść, zanim zrozumiemy, że nie
uwzględnia ono tej obsesji?
W dzisiejszych czasach istnieją dwa rodzaje Żydów: ci, którzy rozpoznają tę
obsesję, i ci, którzy przyjmują na siebie to oskarżenie. Rozpoznanie tej obsesji
nie oznacza odejście od samooceny ani wejście w defensywę. To oznacza uplasowanie
odpowiedzialności tam, gdzie jest jej miejsce, zanim zdecydujemy, co, jeśli w
ogóle, wymaga naprawy z naszej strony.
Przyszłość żydowskiej polityki, edukacji, tożsamości i poczucia własnej
wartości będzie zależała od tego, do której grupy zdecydujemy się dołączyć.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier
https://www.jns.org/opinion/raphael-shore/the-most-dangerous-antisemitism-is-the-kind-jews-believe