Jeśli sytuacja w Gazie to „ludobójstwo”, to czym było Tokio?
Jeśli sytuacja w Gazie to "ludobójstwo", to czym
było Tokio?
Micha Danzig, 15 października 2026 r. / JNS
W listopadzie 1944 roku
amerykańskie bombowce B-29 rozpoczęły naloty na Japonię zgodnie z
podręcznikowymi zasadami: w dzień, z dużej wysokości, celując w konkretne
fabryki przy użyciu najbardziej zaawansowanego systemu precyzyjnego namierzania
celów w tamtym czasie.
Próby te zakończyły się niepowodzeniem. Na wysokości 30 000 stóp (ok. 9000
metrów) silne prądy powietrzne znosiły bomby daleko od wyznaczonych punktów, a
chmury zasłaniały cele. Zakłady produkujące silniki lotnicze Nakajima, położone
niedaleko Tokio, były wielokrotnie bombardowane, jednak bez większego efektu.
Na początku 1945 roku generał Haywood Hansell został odwołany ze stanowiska, a
jego następca, generał Curtis LeMay, stanął przed problemem, którego nie dało
się rozwiązać za pomocą precyzyjnych uderzeń.
Japonia rozproszyła znaczną część swojej produkcji wojennej na terenie miast.
Części do samolotów, silniki oraz broń wytwarzano w małych warsztatach i domach
prywatnych, wkomponowanych w tkankę dzielnic mieszkalnych. W praktyce to
właśnie te dzielnice pełniły funkcję fabryk wojskowych.
Rozwiązaniem przyjętym przez LeMaya był ogień. W nocy 9 marca 1945 roku blisko
300 bombowców B-29 nadleciało na niskim pułapie, pod osłoną ciemności,
zrzucając na Tokio około 1665 ton bomb zapalających z napalmem. Spłonęło
wówczas około 40 kilometrów kwadratowych miasta, a w ciągu jednej nocy zginęło
od 80 000 do 100 000 ludzi. Podobny los spotkał ponad 60 innych japońskich
miast.
W świetle dzisiejszych standardów Konwencji Genewskich, operacja "Meetinghouse"
zostałaby uznana co najmniej za potencjalną zbrodnię wojenną. Protokół
dodatkowy I z 1977 roku do Konwencji Genewskich zakazuje ataków traktujących
całe miasto jako cel wojskowy. Ewentualna linia obrony sądowej opierałaby się
na fakcie, że japońskie władze świadomie przekształciły te miasta w zasoby wojskowe.
Mimo to niemal nikt nie nazywa bombardowań Japonii "ludobójstwem" – i słusznie.
Ludobójstwo wymaga bowiem zamiaru zniszczenia grupy narodowej, etnicznej,
rasowej lub religijnej "jako takiej".
Ameryka dążyła do całkowitego pokonania reżimu, który mordował miliony cywilów
w całej Azji, dokonał masakry w Nankinie, stosował na skalę przemysłową system
niewolnictwa seksualnego oraz przeprowadzał eksperymenty na ludziach w ramach
działalności Jednostki 731 – reżimu, którego okrucieństwo dorównywało zbrodniom
nazistów.
Po ataku na Pearl Harbor wielu Amerykanów wypowiadało rasistowskie opinie na
temat Japończyków. Na jednym z billboardów pojawiło się nawet hasło admirała
Williama Halseya: "Zabijajcie Japsów, zabijajcie Japsów, zabijajcie jeszcze
więcej Japsów". Jednak najdobitniejszy dowód na to, jakie były rzeczywiste
intencje USA, pojawił się po kapitulacji Japonii. Ameryka okupowała ten kraj,
nadała mu demokratyczną konstytucję, zapewniła żywność jego mieszkańcom i
zainwestowała ogromne środki w jego odbudowę. Państwo, którego celem byłaby
zagłada narodu japońskiego, z pewnością nie poświęciłoby siedmiu lat na jego
odbudowę.
A teraz spójrzmy na Strefę Gazy.
Przez 16 lat, począwszy od przejęcia kontroli nad Strefą Gazy w 2007 roku,
Hamas, w sposób w pełni zamierzony, postępował tak, jak Japonia w obliczu
przegrywanej wojny.
Organizacja ta wbudowała swoje struktury wojskowe w tkankę cywilną i pod nią.
Wykopano około 600 kilometrów tuneli biegnących pod domami, szkołami, meczetami
i szpitalami. Wyrzutnie rakiet umieszczano w pobliżu placów zabaw i szkół
prowadzonych przez ONZ, centra dowodzenia ulokowano pod szpitalem Asz-Szifa, a
szyby tuneli drążono nawet wewnątrz dziecięcych sypialni. Cement i rury, które
miały służyć do budowy domów, wykorzystano do tworzenia fortyfikacji.
Co więcej, wykazując się pogardą wobec własnego społeczeństwa, niespotykaną u
większości innych reżimów, Hamas odmówił cywilom w Strefie Gazy dostępu do
schronów, które dla siebie zbudował. Gdy Siły Obronne Izraela (IDF) wzywały
mieszkańców Strefy Gazy do opuszczenia stref walk, Hamas nakazywał im
pozostanie na miejscu.
Jeśli dylemat generała LeMaya polegał na tym, że fabryki znajdowały się
wewnątrz dzielnic mieszkalnych, to sytuacja Izraela była jeszcze trudniejsza. W
Strefie Gazy zaplecze wojskowe Hamasu oraz jego infrastruktura znajdowały się
pod dzielnicami mieszkalnymi i wewnątrz nich, a terroryści byli ubrani tak
samo, jak cywilni mieszkańcy.
Odpowiedź Izraela była przeciwieństwem podejścia LeMaya. Zamiast ognia, Izrael zastosował
precyzyjną amunicję. Zamiast elementu zaskoczenia, ostrzegał ludność cywilną
przed atakami za pomocą ulotek, wiadomości tekstowych i telefonów oraz stworzył
korytarze ewakuacyjne.
Izrael wstrzymywał działania zbrojne, aby umożliwić szczepienie dzieci w
Strefie Gazy przeciwko polio. Dostarczał żywność i leki na teren objęty
walkami. Wysyłał swoich żołnierzy do tuneli i wąskich uliczek, godząc się na
straty, których żadna armia w 1945 roku nie zaakceptowałaby w imię ochrony
cywilów po stronie wroga.
Liczby mówią same za siebie. Po dwóch latach wojny łączna liczba ofiar w
Strefie Gazy, według danych samego Hamasu, wliczając w to bojowników, wynosi
około 70 tysięcy.
To mniej, niż zginęło w Tokio w ciągu jednej nocy.
Dane tamtejszego ministerstwa zdrowia wskazują, że wśród zabitych zdecydowanie
przeważają mężczyźni w wieku zdolnym do walki – co jest przeciwieństwem
skutków, jakie przynoszą bombardowania prowadzone bez rozróżniania celów.
Cierpienie mieszkańców Strefy Gazy jest faktem. Jednak prawo międzynarodowe jasno
określa, kto ponosi odpowiedzialność w sytuacji, gdy jedna ze stron ukrywa
swoją machinę wojenną wśród ludności cywilnej. Protokół dodatkowy I zakazuje
wykorzystywania cywilów jako "żywych tarcz" dla celów wojskowych i nakłada na
każdą ze stron obowiązek utrzymywania obiektów wojskowych z dala od terenów
zamieszkanych – na tyle, na ile jest to możliwe.
Hamas przez 16 lat robił dokładnie odwrotnie.
Zgodnie z tym samym traktatem, obecność cywilów nie czyni celu wojskowego
nietykalnym. Gdyby tak było, każda grupa terrorystyczna czy reżim mogłyby
wygrać każdą wojnę, po prostu ukrywając się wśród własnej ludności.
To prowadzi nas do kwestii podwójnych standardów.
Ameryka zrównała z ziemią dziesiątki japońskich miast, a mimo to – słusznie –
pamiętana jest jako naród, który pokonał potworny reżim, a następnie pomógł
jego obywatelom zbudować wolny i zamożny kraj, stając się ich sojusznikiem.
Izrael musiał zmierzyć się z bardziej zakorzenioną wersją tego samego problemu;
wybrał znacznie większą powściągliwość, a mimo to jest oskarżany o
"ludobójstwo" – czy to na kampusach uniwersyteckich, w nowojorskim ratuszu, czy
w raportach ONZ.
Jeden z takich raportów sporządziła komisja pod przewodnictwem Navi Pillay –
osoby, której Komitet Noblowski przyznał w tym tygodniu Pokojową Nagrodę Nobla
za jej rzekome oddanie prawu międzynarodowemu. Oddanie to najwyraźniej nie
obejmuje jednak wymogu wykazania zamiaru, jaki przewidują przepisy prawa.
Zarzut "ludobójstwa" stawiany Izraelowi nie wytrzymuje tej samej próby, która
oczyszcza z zarzutów Amerykę. Deklarowanymi celami wojennymi Izraela było
zniszczenie Hamasu i sprowadzenie zakładników do domu, a nie zniszczenie
Palestyńczyków "jako takich". Hamas mógł zakończyć wojnę w dowolnym momencie po
7 października, uwalniając zakładników i składając broń. Oferty państwowości
przedstawione przez Izrael w latach 2000, 2001 i 2008 dowodzą jego gotowości do
kompromisu, gdy uznaje on, że palestyńscy przywódcy są gotowi na zawarcie
porozumienia.
Z roku 1945 płynie jeszcze jedna lekcja: Japonia stała się wolnym i pokojowym
narodem dopiero po tym, jak jej militarystyczny reżim został całkowicie
pokonany, rozbrojony i zastąpiony, a w szkołach przestano uczyć dzieci, by
oddawały życie za cesarza. Nikt nie postulował pozostawienia u władzy japońskich
rządzących, by mogli ponownie się zbroić. Gaza zasługuje na taką samą szansę, a
droga do niej może rozpocząć się jedynie tak, jak miało to miejsce w przypadku
Japonii.
Zniszczone budynki nigdy nie były równoznaczne z ludobójstwem. Odpowiedzialność
za ruiny ponosi reżim, który przekształca swoje miasta w infrastrukturę
wojskową. Było to prawdą w przypadku Tokio i jest prawdą w przypadku Gazy.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier
https://www.jns.org/opinion/micha-danzig/if-gaza-is-genocide-what-was-tokyo?