Izrael oskarżony
Izrael zostaje oskarżony, a świat dostaje werdykt.
Ella Elisheva
Kandelker Chievitz, Facebook
To było właściwie
trochę surrealistyczne.
Tuż po tym, jak wczoraj obejrzeliśmy z Henrikiem ostatnie odcinki "Faudy", a ja
wciąż odczuwałam wszystkie emocje, które wywołały we mnie odcinki 7 i 8 o 7
października, mój kanał nagle zaczął wypełniać się postami i artykułami o
izraelskim filmie "NAZA".
Dwie
bardzo różne historie. Dwa bardzo różne spojrzenia na Izrael, na wojnę i na to,
co wydarzyło się od 7 października.
Po "Faudzie" wciąż czułam głęboko w sobie emocje związane z 7 października.
Strach. Chaos. Rodziny. Zakładnicy. Masakry. Żołnierze, których nagle wysłano.
Całe społeczeństwo, które w ciągu kilku godzin pogrążono w koszmarze.
A potem otwieram mój kanał i trafiam na dyskusję o izraelskim filmie, który
zagłębia się w temat i stawia Izraelowi bardzo poważne oskarżenia za
prowadzenie wojny w Strefie Gazy, opierając się na zeznaniach izraelskich
żołnierzy i oficerów wywiadu.
Ja
sama tego filmu nie widziałam.
To tutaj muszę powiedzieć.
Dlatego nie będę udawała, że mogę ocenić film jako całość ani określić
prawdziwości poszczególnych zeznań.
Ale czytałam opisy, recenzje i krytyki tego filmu. I jeśli dobrze zrozumiałam,
to jednym z fundamentalnych problemów tego filmu jest to, że niektóre z tych
bardzo poważnych oskarżeń nie są wystarczająco poparte konkretnymi informacjami
o czasie, miejscu i przebiegu wydarzeń, by można je było zweryfikować.
I tu się zatrzymam. Bo tu nie chodzi już o to, czy się jest za, czy przeciwko
Izraelowi.
Tu
chodzi o zupełnie fundamentalną zasadę: Jak bronić się przed poważnym
oskarżeniem, jeśli nie ma się wystarczających informacji, by zbadać, o co
konkretnie się jest oskarżonym?
Jeśli nie dostarcza się informacji niezbędnych do zidentyfikowania
incydentów, to jak Siły Obronne Izraela mają je zbadać?
Jak dziennikarze mają to zweryfikować?
Jak niezależni badacze mają to skontrolować?
I jak ma zareagować Izrael?
To nie oznacza koniecznie, że anonimowi świadkowie kłamią.
Tego oni, oczywiście, nie robią. I mogą istnieć dobre i uzasadnione powody, by
chronić źródła tych informacji.
Ale im poważniejsze jest oskarżenie, tym większe powinno być żądanie
na jego dokumentację, konkretność i weryfikowalność. Co najmniej.
W przeciwnym razie ryzykujemy groteskową sytuację:
Izrael
zostanie oskarżony.
A świat dostanie werdykt.
Ale być może Izrael nie dostanie nawet realnej możliwości zbadania tej
konkretnej sprawy.
A tymczasem oskarżenie krąży po całym świecie.
Pisane są nagłówki. Wycinki są rozdzielane. Publiczność festiwalowa bije brawo.
I tak powstaje kolejna historia o Izraelu.Ale czy ktoś potem stanie na chwilę i zapyta się:
O jakim konkretnym incydencie mówimy?
Kiedy to się wydarzyło?
Gdzie to się wydarzyło?
Jaki był tego cel?
Jakie informacje były wtedy dostępne?
Kto podjął decyzję?
Co się przedtem wydarzyło?
Co wydarzyło się później?
Co pokazują inne dokumenty?
Czy ten incydent można w ogóle zidentyfikować i zbadać?
To nie są nieistotne szczegóły. Na tym polega różnica między oskarżeniem a
śledztwem.
Na
dodatek dochodzi do tego kontekst.
Bo ta wojna nie wydarzyła się w próżni.
Izrael nie obudził się pewnego przypadkowego ranka i zdecydował się na zaczęcie
wojny w Gazie.
Wydarzył się 7 października.
Zostali zamordowani ludzie.
Zgładzono całe rodziny.
Ludzie zostali porwani jako zakładnicy.
Urządzono polowanie na Izraelczyków i zabijano ich we własnych domach.
I cały kraj został pogrążony w wojnie.
To nie jest przypis.
To nie jest "usprawiedliwianie".
I to nie jest coś, co można wyciąć z narracji, jeśli szczerze chce się zrozumieć,
co nastąpiło później
To jest część rzeczywistości.
I
tu właśnie zaczynam myśleć o czymś bardzo fundamentalnym z mojego
wykształcenia.
Niejednokrotnie doświadczaliśmy, jak nieadekwatne jest myślenie liniowe, kiedy
próbujemy zrozumieć ludzkie i społeczne złożone problemy:
Zdarzyło się A.
Dlatego wydarzyło się B.
Tu mamy sprawcę.
A tu mamy ofiarę.
Koniec. Kropka.Ale tak ludzie nie działają.
I z pewnością nie tak funkcjonuje wojna.
My
nauczyliśmy się myśleć systemowo i całościowo:
Co się wydarzyło przedtem?
Co jednocześnie się działo?
W jakiej rzeczywistości znaleźli się ludzie?
Jakie informacje oni posiadali?
Czego się oni obawiali?
Z kim oni walczyli?
Jakie mieli oni alternatywy?
Jakie struktury i wydarzenia z przeszłości wpłynęły na tę sytuację?
I nie mniej ważne:
Jakich informacji nam brakuje?
Dopiero wtedy
możemy zacząć analizować i oceniać działania.
To nie znaczy, że kontekst uniewinnia Izrael.
Jeśli izraelscy żołnierze popełnili przestępstwa, należy to zbadać.
Udokumentować. Zweryfikować.
A osoby odpowiedzialne muszą zostać pociągnięte do odpowiedzialności.
Nie mam żadnego problemu z tym stwierdzeniem.
Mam jednak ogromny problem z analizą, która w praktyce wygląda następująco:
Izrael zbombardował → zginęli cywile → dlatego Izrael chciał zabić cywilów.
Pomiędzy tymi
punktami kryje się cała rzeczywistość, którą każde poważne śledztwo powinno
odkryć.
Jaki był wojskowy cel?
Jakie informacje wywiadowcze były dostępne?
Kto był na miejscu?
Jakie oceny ryzyka przeprowadzono?
Jakie były alternatywy?
Co poszło nie tak?
Czy decyzja była zgodna z prawem?
Czy informacje były prawidłowe?
To jest analiza.
I właśnie w tym
miejscu zaczyna mnie interesować psychologia.
Naprawdę staram się zrozumieć ludzi i ich motywacje.
Wiem, jak różnie my, ludzie, możemy doświadczać tej samej rzeczywistości.
Moje rodzeństwo i ja potrafimy tak różnie opowiedzieć ten sam epizod z
dzieciństwa, że czasami trudno mi go rozpoznać w ich wersji – a oni
prawdopodobnie mogliby powiedzieć dokładnie to samo o mojej.
My, ludzie, nie jesteśmy kamerami.
My patrzymy przez pryzmat naszych doświadczeń, wartości, emocji, traum i
poglądów na życie.
Ja też nie jestem neutralna.
I dlatego też próbuję zadać sobie samej pytanie:
Czego ja nie widzę?
Ale
właśnie dlatego trudno zrozumieć tę formę izraelskiej samokrytyki, gdzie
spojrzenie jest tak intensywnie skierowane do wewnątrz, że jest ryzyko, ze
reszta rzeczywistości zniknie.
Bo gdzie jest Hamas?
Gdzie jest 7 października?
Gdzie są zakładnicy?
Gdzie są rakiety?
Gdzie są straty żołnierzy?
Gdzie są ich lęki i traumy?
Gdzie jest konkretna militarna rzeczywistość, w której działali?
W pewnym momencie zdrowy samokrytycyzm może przerodzić się w moralne tunelowe
widzenie.
A w swojej skrajnej formie w coś, co niemal przypomina moralne samobiczowanie.
"Ja nie jestem taki jak oni".
"Ja automatycznie nie bronię swojego kraju".
"Ja mam odwagę powiedzieć światu, co Izrael zrobił".
W porządku.
Możliwość krytykowania Izraela powinna istnieć .
ALE
SAMOKRYTYKA NIE STAJE SIĘ AUTOMATYCZNIE PRAWDĄ.
SAMOOSKARZANIE NIE STAJE SIĘ AUTOMATYCZNIE MORALNĄ WYŻSZOŚCIĄ.
A badanie własnego
społeczeństwa przez lupę nie czyni człowieka bardziej moralnym, jeśli
jednocześnie wyrzuca się kluczowe elementy rzeczywistości, w której te
działania miały miejsce.
Kontekst
nie jest usprawiedliwieniem.
Kontekst jest warunkiem koniecznym do zrozumienia.
Ja mogę opłakiwać niewinne palestyńskie dzieci, a jednocześnie bronić prawa
Izraela do istnienia i obrony swoich obywateli.
Ja mogę żądać, aby izraelscy żołnierze przestrzegali prawa, a jednocześnie
domagać się, aby odpowiedzialność Hamasu nie została wymazana z historii.
Ja mogę krytykować Izrael, kiedy Izrael na to zasługuje, nie godząc się na to,
że Izrael jest raz po raz umieszczany na światowej lawie oskarżonych.
A przede wszystkim ja mogę domagać się czegoś bardzo fundamentalnego:
Jeśli się oskarża jakiś kraj o poważne zbrodnie, to te oskarżenia powinny być
zbadane i zweryfikowane.
Izrael powinien być pociągnięty do odpowiedzialności za to, co Izrael
faktycznie robi.
Ale Izrael nie może być osądzany na podstawie oskarżeń, których ten kraj nie
dostanie realnej możliwości zidentyfikować, zbadać i wyjaśnić.
To nie jest żądanie specjalnego traktowania dla Izraela. To jest żądanie tych
samych standardów intelektualnych i moralnych, których powinniśmy wymagać od
wszystkich.
Więc tak, ja wciąż próbuję zrozumieć.
Ja próbuję również zadać sobie samej pytanie:
Co oni widzą, czego ja nie widzę?
Chciałabym jednak, by ludzie, którzy tak ochoczo kierują kamerę na Izrael,
zadali sobie odwrotne pytanie:
Czego nie widzimy, bo postanowiliśmy nie kierować na to naszej kamery?
Bo czasami największe zniekształcenie niekoniecznie leży w tym, co jest
opowiadane.
Ono może leżeć w tym wszystkim, co zostaje pominięte.
I być może to jest właśnie to, co najbardziej mnie wkurza:
Izrael
zostaje oskarżony. Świat dostaje werdykt.
Ale gdzie podziała się możliwość Izraela na zbadanie tej całej sprawy?
Polskie tłumaczenie z duńskiego Alex Wieseltier