Izrael musi szukać sojuszy

28-06-2026

Patrząc na śmierć Zachodu, Izrael musi szukać sojuszy w Azji.
Robert Besser, Czerwiec 2026, Israel National News

Rozproszeni po całym świecie Żydzi przetrwali śmierć setek cywilizacji w ciągu ostatnich 3500 lat, a teraz wygląda na to, że jesteśmy świadkami końca cywilizacji zachodniej.
Dlatego ważne jest, by Izrael szukał sojuszy wojskowych gdzie indziej, ponieważ Europa i Stany Zjednoczone, odrzucając fundamentalne zachodnie wartości, które uczyniły je potęgami, popełniają samobójstwo.
W istocie, Izrael może nie mieć w najbliższej przyszłości innego wyjścia, jak dzielić się technologiami wojskowymi, a także sprzedażą i produkcją broni z Indiami, Koreą Południową, Japonią, Tajwanem, Singapurem, Tajlandią, Wietnamem i innymi krajami azjatyckimi.
Prawdę mówiąc, mogliśmy otrzymać niepokojący wgląd w przyszłość Izraela w obliczu szybko słabnącego Zachodu, kiedy Jerozolima ogłosiła 3 maja historyczny zakup w Stanach Zjednoczonych 50 myśliwców F-35 oraz 25 F-15.
Super dobrą wiadomością było dodanie 75 myśliwców do Sił Powietrznych Izraela.
Złą wiadomością jest to, że izraelscy planiści wojskowi musieli dążyć do tej największej w historii sprzedaży samolotów, bo Izrael uważa, że ​​Biały Dom Trumpa może być ostatnią administracją USA gotową sprzedać Izraelowi tak znaczną ilość broni. Stąd konieczność natychmiastowego działania.
Niestety, nie ma lepszego dowodu na rozpad sojuszu z Ameryką niż wydarzenia, które miały miejsce w kwietniu tego roku w Stanach Zjednoczonych.
Po raz pierwszy miało to miejsce 18 kwietnia, kiedy Kamala Harris, była wiceprezydent USA i kandydatka Demokratów na prezydenta w 2022 roku, ogłosiła swoje odcięcie od Izraela i Żydów.
Przemawiając na zgromadzeniu Demokratów, Harris powiedziała: "Trump wdał się w wojnę – i został w nią wciągnięty przez Bibiego Netanjahu. Powiedzmy sobie jasno – (wojnę), której Amerykanie nie chcieli. Jedną z wielu konsekwencji jest wzrost cen benzyny".
W jej oświadczeniu znalazło się stwierdzenie, że Demokraci podtrzymują lewicowe, antysemickie stereotypy, jakoby Żydzi wywołali wojnę z Iranem i manipulowali Amerykanami, a teraz Żydzi wykrwawiają Amerykanów wysokimi cenami benzyny.
W niedawnej przeszłości wszyscy wzdrygaliśmy się, obserwując beznadziejnie upośledzoną umysłowo Harris. Jeśli chodzi o jej najnowsze idiotyzmy dotyczące Izraela, to oczywiście odczytanie oświadczenia napisanego przez kogoś innego i, prawdę mówiąc, nie wiedząc, że ​​to, co powiedziała, było antysemickie.
Możecie być pewni, że Kamala Harris nie potrafi ani poprawnie napisać, ani zdefiniować słowa "antysemicki" i bez wątpienia musiała wielokrotnie ćwiczyć, zanim nauczyła się wymawiać czterosylabowe słowo, takie jak Netanjahu. Bo wiecie, Kamala to dziewczyna typu raczej dwusylabowego.
Przyznaję, że nie uważam Kamali za antysemitkę. Jest ona po prostu zbyt głupia, żeby zrozumieć implikacje swoich słów.
Niestety dla Izraela, o wiele ważniejsze wydarzenie miało miejsce 15 kwietnia, kiedy to 40 z 47 demokratycznych senatorów USA zagłosowało przeciwko sprzedaży Izraelowi buldożerów za sumę 295 milionów dolarów.
Przewodził tej akcji żydowski antysemita, senator Bernie Sanders. Sanders dzieli z Harris zamiłowanie do popisywania się głupotą. Dla Harris głupota to dążenie intelektualne. Dla Sandersa głupota jest częścią jego dwubitowej gry, która uczyniła z niego milionera-socjalistę.
Kiedy jego rezolucja o zablokowaniu buldożerów dla Izraela nie została przyjęta, Sanders powiedział o Żydach: "Oczywiste jest, że Demokraci zaczynają słuchać przeciętnego Amerykanina, który ma już dość wydawania miliardów dolarów na wspieranie straszliwych wojen Netanjahu, podczas kiedy ludzi w naszym kraju nie stać ani na mieszkanie, ani na opiekę zdrowotną".
Od początku wojny z Iranem widzieliśmy, jak amerykańscy Demokraci i demokratyczne media pracują w nadgodzinach, by, zgodnie z religią lewicy w Ameryce i Europie, przedstawić Iran jako zwycięzcę. Ci lewicowcy muszą bowiem kłaniać się swojemu przebudzonemu bóstwu i bez przerwy, 24 godziny na dobę, oczerniać Donalda Trumpa.
Tak samo jest z globalną post chrześcijańską lewicą, która również wykazała religijny obowiązek oczerniania Benjamina Netanjahu i Izraela.
I przed takim właśnie światem stoi dziś Izrael i wszyscy Żydzi. Dlatego tak ważne jest dla Izraela znalezienie nowych sojuszników, b w styczniu 2029 roku zaprzysiężony zostanie nowy prezydent Stanów Zjednoczonych i to nie będzie Donald Trump.
Jeśli następny prezydent będzie Demokratą, to będzie on bardzo ciężko pracował, by szybko obalić wszystko, co popierał Trump – i z radością przywróci tradycyjne parytety Żydów w środowisku akademickim, biznesie i administracji. Co więcej, prezydent Demokrata powróci do stalinowskich przepisów DEI i ponownie przyjmie lewicowy, totalitarny obłęd, taki jak to, że mężczyźni mogą być kobietami.
I oczywiście, każdy Demokrata w Białym Domu zechce skończyć z amerykańskim poparciem dla Izraela.
Jeśli w styczniu 2029 roku w Białym Domu ponownie zasiądzie Republikanin, to historia pokazała, że ​​będzie on naciskany przez republikański establishment, by zdystansować się od większości spraw Trumpa, włączając w to jego poparcie dla Izraela.
Przywiązując konia Izraela do wozu Trumpa, coraz bardziej wątpimy w to, czy w przyszłości będziemy mieli przyjaciela w Białym Domu, a nawet w większości Kongresu.
Oczywiście, nawet gdyby Trump nie został prezydentem w 2016 i 2024 roku, antysemicka lewica w Ameryce nadal dążyłaby do zniszczenia Izraela.
Bo tak jak my, Żydzi, nie kłanialibyśmy się królom średniowiecznej Europy, ani morderczemu Kościołowi Europy, ani oczywiście nie Stalinowi, tak Żydzi XXI wieku nie kłaniają się lewicowej religii "przebudzonego świata", która wypełniła duchową pustkę post chrześcijańskiego Zachodu.
A za grzech niekłaniania się swojej religii "przebudzonego świata", lewica pragnie śmierci Żydów.
Co więc ma zrobić Izrael, kiedy zbliżają się kolejne wybory prezydenckie w USA?
Mówiąc wprost, Izrael musi działać szybko, by opuścić rozpadającą się orbitę amerykańską i szukać nowych sojuszników.
W ciągu całej naszej historii współczesny Izrael miał ważnych sojuszników, ale zawsze na krótki okres czasu.
Rzeźnik Józef Stalin w 1948 roku udostępnił Izraelowi broń i bazy lotnicze w komunistycznej Czechosłowacji dla transportu samolotów dla Izraela.
Po Stalinie głównym dostawcą broni dla Izraela stali się Francuzi, co w decydującym stopniu umożliwiło Izraelowi zakup myśliwców Mirage. Trwało to do czasu, kiedy nienawidzący Żydów Charles de Gaulle położył kres sprzedaży broni Izraelowi tuż przed wojną sześciodniową w 1967 roku. (DeGaulle: "Żydzi, dotychczas rozproszeni po świecie i którzy pozostali takimi, jakimi zawsze byli, innymi słowy, narodem elitarnym, pewnym siebie i dominującym, kiedy tylko znowu się zbiorą na ziemiach swojej dawnej świetności, mogą przekształcić się w płomienną, zwycięską ambicję głosów poruszających serca przez dziewiętnaście długich wieków: W przyszłym roku w Jerozolimie").
Premier Izraela Levi Eshkol po raz pierwszy spotkał się z prezydentem USA Lyndonem Johnsonem w styczniu 1968 roku. Eshkolowi udało się zakupić amerykańskie samoloty myśliwskie, mające dorównać tym samolotom, które Rosjanie dostarczali wówczas Arabom, bo Rosjanie szybko zaczęli uzupełniać sprzęt wojskowy Arabowie stracili w wojnie z 1967 roku.
Nadszedł czas wojny Jom Kipur w 1973 roku, a sekretarz stanu USA Henry Kissinger zrozumiał możliwości, jakie stworzyła wojna Jom Kipur, i wmanewrował Stany Zjednoczone do pozycji głównego dostawcy broni i dla Arabów i dla Izraela.
I tym jednym ruchem Kissinger zdołał wypędzić Rosjan z Bliskiego Wschodu, zyskując jednocześnie decydujący wpływ na każdy kraj, do którego USA dostarczały broń.
W przeciwieństwie do Nixona i Kissingera, w ostatnich latach Biały Dom obsadzany był przez osoby określane mianem "lewicowych małp kapitulacji". Ci pracownicy Obamy i Bidena, podobnie jak europejscy lewicowcy, uważają, że wojna nie posiada uzasadnionego celu, a kiedy wybuchnie, to musi być natychmiast zakończona, niezależnie od amerykańskich interesów narodowych.
Po 7 października izraelscy przywódcy patrzyli, jak Biały Dom Obamy i Bidena spowalnia dostawy uzbrojenia do Izraela, aby zademonstrować swój lewicowy sprzeciw wobec prowadzenia przez Izrael jakiejkolwiek wojny, włączając w to wojnę obronną i egzystencjalną.
Z powodu gwałtownych wahań politycznych, których byliśmy świadkami w ostatnich rządach USA, Jerozolima, podobnie jak wiele stolic na całym świecie, nie postrzega już Ameryki jako wiarygodnego sojusznika. Widzieliśmy, jak nowi amerykańscy prezydenci szybko unieważniają zobowiązania podjęte przez poprzedni Biały Dom, niewiarygodnie lekceważąc to, co leży w interesie narodowym Ameryki.
Aby przypomnieć nam o roli, jaką niebiosa nadal odgrywają w odrodzeniu Izraela, właśnie w chwili, gdy Izrael stał się krajem "przekraczającym granice" wśród samobójczych lewicowych krajów Zachodu, zwłaszcza tych szybko islamizujących się państw w Europie, nadchodzi czas rozkwitu Azji.
Właśnie wtedy, kiedy Izrael może zostać odcięty od amerykańskich myśliwców, powstaje zaawansowany południowokoreański myśliwiec KF-21 i japoński myśliwiec F-X.
Właśnie wtedy, kiedy Izrael nie może już kupować amerykańskich rakiet, prezentowane są zaawansowane rakiety indyjskie.
Właśnie w momencie rozpadania się Zachodu, Azja wysuwa się na czoło, oferując wojskową wiedzę, intelekt i, co najważniejsze, kapitał.
Równie ważne dla Izraela jest to, że dzisiejsze kraje azjatyckie podzielają nasze żydowskie wartości bardziej niż rozpadający się Zachód. W przeciwieństwie do samobójczego Zachodu, kraje azjatyckie wierzą w siebie. Wierzą w historię swoich narodów i, w przeciwieństwie do Europejczyków, wierzą w edukację i ciężką pracę.
Wierzą również, że trwałe rodziny są podstawą ich społecznych sukcesów.
Co najważniejsze, kraje azjatyckie wierzą w siebie na tyle, by trzymać swoje granice zamknięte dla egzystencjalnych zagrożeń ze strony muzułmańskich i afrykańskich migrantów.
Odsuwając się od Zachodu, musimy pamiętać, że większość dawnego porządku zachodniego już się rozpadła. W raporcie z zeszłego tygodnia można wręcz wyczytać, że Europa w ostatnich latach patrzyła bezczynnie na najazd około 30–60 milionów migrantów, głównie z krajów islamskich i afrykańskich.
Co więcej, niegdyś potężne armie i floty wojenne krajów takich jak Anglia i Francja już nie istnieją. Oznacza to, że stały się one równie nieistotne dla interesów światowych, jak wojownicy Zulusów.
Starając się zrozumieć to, co widzimy jako upadek Zachodu, nie możemy zapominać, że Imperium Rzymskie przetrwało 503 lata, a Imperium Brytyjskie zaledwie 290 lat, co przypomina nam, że żadne imperium nie trwa wiecznie.
Bezpieczeństwo Izraela wymaga sojuszy z krajami opartymi na solidnych, wspólnych zasadach, a nie na burzliwych wahaniach politycznych szokująco nieoświeconego Baracka Obamy czy wiecznie kapryśnego Donalda Trumpa.
Wiele lat temu Benjamin Netanjahu powiedział, że jeśli Izrael odniesie sukces finansowy, będzie innowacyjny i utrzyma silne siły zbrojne, to świat zwróci się do nas.
I miał rację.
Podziękujmy więc Wszechmogącemu za sojusze, które Izrael stworzył w ciągu pierwszych 78 lat swojego istnienia, i bądźmy bardzo, bardzo sprytni, kiedy Żydzi po raz kolejny będą nawigować w nowym porządku świata, tym razem pod przewodnictwem Indii, Japonii, Korei Południowej, Singapuru i innych obiecujących azjatyckich potęg.

Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier

https://www.israelnationalnews.com/news/428417 

Share
Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang