Historia, która się nie zdarzyła

19-05-2026

Historia, która się nie zdarzyła

Cześć Stefan,
Nie pisałem do ciebie, bo mi się twój mail gdzieś zapodział. Wiem, że chociaż wyjechałeś z naszego miasteczka i zacząłeś studiować, to w dalszym ciągu jesteś zainteresowany co się w nim dzieje.
Nasza paczka trochę się rozleciała. Oprócz ciebie wyjechali również Aśka i Stasiek. Ona pojechała studiować polonistykę do Poznania, a on pojechał do Szczecina i dostał się na wydział elektryczny. Reszta została tutaj.
Jak, oprócz pracy, udzielam się w Domu Kultury. Trochę gramy, mamy własną stronę internetowa i tam promujemy światowe hity. Ostatnio zaczęliśmy również puszczać na żywo i można powiedzieć, że stałem się "sławny" wśród naszego pokolenia, bo mnie czasami zupełnie nieznani zaczepiają na ulicy.
Z tego wszystkiego wybrano mnie do jury konkursu piosenki, który odbył się w zeszłym tygodniu w naszym Domu Kultury.
Ten konkurs piosenki to nowość naszego miasteczka. Pamiętasz pana Szamkołowicza, który uczył nas śpiewu? On już poszedł na emeryturę, ale w dalszym ciągu udziela się w Domu Kultury i siedzi w Radzie Miejskiej. To on przeforsował tam przyznanie funduszów na kulturę i finansowanie tego konkursu piosenki.
Szamkołowicz wpadł na pomysł żeby ramy tego konkursu przypominały ramy konkursu Eurowizji. Że piosenki na konkursie będzie oceniać nie tylko jury, ale także wszyscy inni mieszkańcy miasteczka. Glosowanie mieszkańców oczywiście na specjalnie otwartej w tym celu stronie internetowej. Wszystkim się ten pomysł spodobał. Poczuliśmy się w mieście jakbyśmy byli wielką metropolią. Jury, tak jak w Eurowizji miało się składać z siedmiu osób, a ja trafiłem do jury, bo miałem reprezentować tych miedzy 18 i 25 rokiem życia.
Zasada konkursu była, że piosenka ma być związana w jakimś stopniu z naszym miasteczkiem i miała być utworem nowym i dotychczas niepublikowanym. Była mała poruta, bo Rada Miejska uzurpowała sobie prawo oceny i akceptacji zgłoszonych piosenek. Propozycja sprawdzania umiejętności śpiewaczych kandydatów upadla, bo radni stwierdzili, że sami wykonawcy nie narażaliby się na pośmiewisko, gdyby nie byli pewni swoich umiejętności.
Na szczęście jury wybrano w drodze glosowania na Internecie, chociaż i z tym był trochę kłopot, bo nasze pokolenie było najbardziej aktywne i gdyby to od nas zależało, to w jury nie znalazłby się żaden wapniak powyżej 25 lat. Na koniec uzgodniono, że do dwójki młodych (gdzie ja się znalazłem) dokooptowane zostanie pięć osób, które albo miały jakiś dorobek muzyczny, albo były z ten czy inny sposób związane z muzyką lub kulturą, a ostateczny skład jury ustaliła rada Domu Kultury.
Ustalono również, że piosenki będą zgłaszane przez instytucje, które oprócz sponsorowania wykonawców, miały być odpowiedzialne za wstępną selekcję przydatności piosenki do konkursu. No i zaczęła się polka, by chętnych było wielu, a instytucji, które miały ochotę finansować, niewiele.
Mimo to zgłoszono do konkursu 15 piosenek. Żeby było śmieszniej, miejscowy "Hakoah", ta żydowska organizacja sportowa, która nie miała tylu członków, żeby sklecić piłkarską jedenastkę, też zgłosiła piosenkę na konkurs. Piosenka miała tytuł "Stanka" i była o tej cygańskiej dziewczynie, co zginęła w pożarze cygańskiego obozowiska obok naszego miasteczka.
Miał ją śpiewać Jonatan Szer. Tak. Nasz Jońka. Ten którego w podstawówce, po tym jak ksiądz Dobrzyński opowiedział nam o Jonaszu i wielorybie, nazywaliśmy przez jakiś czas Lewiatanem.
Jońka zawsze wyrywał się do śpiewania, więc niby w tym, że chce brać udział w konkursie, nie było nic dziwnego. Ale nie wszystkim się to podobało. Wszyscy wiedzieli, że Jońka jest Żyd. On sam nikomu nie wadził. Nie obchodzi się z tym swoim żydowstwem. Chyba to, że był aktywny w Hakoah, ale pingpongista to on był mierny.
Ale wiesz. Jońka Żyd. No i to, co piszą o Gazie. I podniosły się głosy, że jego powinno się wykluczyć z konkursu. Rada Miejska, na zamkniętym zebraniu, nie przyjęła wniosku o zdyskwalifikowanie piosenki. Podobno zabrakło jednego głosu. To jeszcze bardziej wzburzyło publikę.
Ale ochrona na występie w Domu Kultury stanęła na wysokości zadania i do żadnych ekscesów nie doszło.
No i tu zaczyna się historia, która chciałem ci opowiedzieć.
Po wysłuchaniu konkursowych piosenek zebrało się nasze jury, żeby wybrać dziesięciu finalistów.
Tak jak w Eurowizji mieliśmy im dać im punkty od 1 do 12. Te punkty miały być dodane do punktów danych przez mieszkańców miasteczka na Internecie, a zwycięzcą miała zostać piosenka, która dostała łącznie największą ilość punktów.
Po tym, jak całe jury znalazło się w zamkniętym pomieszczeniu, Szamkołowicz powiedział, że ma dla nas propozycję. Żeby każdy z nas zrobił nie jedną, a dwie listy ocen piosenek konkursowych. Pierwszą, tak jakbyśmy tę listę zrobili na podstawie atmosfery na Internecie i w miasteczku, a drugą tak, jakbyśmy żadnych rozmów na ten temat nie słyszeli i oceniali piosenki tylko pod względem walorów muzycznych. Nie wiem czemu, ale ta propozycja nas rozśmieszyła. I być może dlatego wszyscy ją zaakceptowali. Szczególnie, że Szamkołowicz zaproponował, że zrobione przez każdego z nas listy będą anonimowe. Tak, że nikt nie będzie wiedział, kto jaką listę zrobił.
Ja, robiąc te dwie listy, ze zdziwieniem zauważyłem, że są one bardzo różne. Na pierwszej liście "Stanki" nie było. Na mojej drugiej liście "Stanka" dostała 8 punktów!
Jak porównaliśmy wspólnie nasze dwie listy, to wynik był taki sam u wszystkich innych członków jury. Według wyników naszej pierwszej listy, "Stanka" weszłaby tam może na dziesiątym miejscu, a może i nie. Na liście drugiej "Stanka" była zwycięzcą"!
Muszę przyznać, że w tym momencie zrobiło mi się głupio. Taka duża różnica? I wyglądało na to, że większość członków jury miało tak samo. Szamkołowicz popatrzył na nas i powiedział, że teraz mamy podjąć decyzję. Albo zadowolić tłum, albo ocenić to, co było celem konkursu, czyli same piosenki.
Odpowiedzią było milczenie jurorów. Muszę przyznać, że ja sam, nawet po zrobieniu listy numer dwa, traktowałem ją w dalszym ciągu jako dobry dowcip. A tu postawiono mnie przed dylematem!
Szamkołowicz to zauważył i zaproponował, że zrobimy tajne glosowanie którą z list wybierzemy jako nasz wspólny werdykt. Każdy z nas dostał dwie kartki. Na jednej był numer 1, lista politycznie poprawna, na drugiej był numer 2, lista oceny muzyki i tekstu.
Nie powiem ci jaką kartkę wrzuciłem, ale po otworzeniu skrzynki znajdowały się w niej dwie kartki z numerem 1 i pięć kartek z numerem 2. Jury wybrało piosenkę "Stanka".
Werdykt jury został ogłoszony, a poł godziny później przyszedł internetowy werdykt miasteczka. Po złożeniu punktów jury i mieszkańców miasteczka, "Stanka" wylądowała na trzecim miejscu.
Za to nazajutrz się zaczęło. Moja strona Facebooku była przeładowana hejtami. Nie będę powtarzał czym mnie tam nazwano. Niektórzy moi koledzy nie chcą ze mną rozmawiać, a w pracy szef powiedział, że, co prawda, nie będzie się wtrącał do tego, co robię poza pracą, ale powinienem się zastanowić jak to może wpłynąć na wyniki mojej pracy w zakładzie.
Jak idę ulica, to mam wrażenie, że ludzie patrzą na mnie, jak na jakiegoś odmieńca. Nawet moja własna siostra powiedziała, że pewnie brakuje mi jednej klepki. Z innymi jurorami nie rozmawiałem. Nawet boję się z nimi spotkać, bo co będzie jak nas zobaczą razem. Jakbym wiedział, że tak będzie, to by pewnie się na propozycję Szamkołowicza nie zgodził.
I sam jestem na siebie zły. Nie dlatego, ze głosowałem jak głosowałem, ale dlatego, że jestem tak podatny na nacisk głupiego motłochu.
Kończę już, bo się zaraz cały rozmamłam.
Twój Gienek. 

Share
Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang