HAMENTASZEN

2020-03-10

HAMENTASZEN
Znowu Purim. Na przebierańca jestem trochę za stary. I latać z grzechotkami to mi się tez nie chce. Jakby tu, nie będąc religijnym Żydem, trzymać tę żydowską tradycję? Co jest takie specyficzne dla tego święta? Już wiem!
Michał posłał mi właśnie na Messenger dobrze mi znany "Cud Purimowy". A co oni tam na ten Purim przygotowali? Hamentaszen! Dlaczego to się nazywa uszka Hamana, chociaż "taszen" po żydowsku znaczy "kieszenie"? Nie wiem. Zresztą co za różnica? Kto z naszych polskich przyjaciół zna dzisiaj żydowski? Nieważne.
Na Chanukę zrobiłem latkies i racuszki, więc czemu się nie pokusić o zrobienie hamentaszen? Czemu nie spróbować zrobić według przepisu, który znalazłem w Chabad Lubawicz i podałem na Forum?
Okie dokie! Jakie składniki? 4 szklanki maki, 4 jajka, ¾ szklanki cukru, i...
Zaraz, zaraz. Czy ja mam robić hamentaszen dla pułku wojska? Odpada!
To może jakiś inny przepis?
Jest! Malka Kafka. 50 g zimnego masła, 125 g maki pszennej, szczypta soli, ¼ szklanki cukru pudru, 1-2 żółtka, 1 szklanka daktyli...OK. Ujdzie w tłoku.
No to jedziemy. "Mąkę przesiej z cukrem i z solą". Zrobione! "Dodaj kawałki masła i przesiekaj składniki". Że co proszę? Nożem w tej cholernej misce dziabać kawałki masła? Bo przecież mąkę i cukier nie będę siekał? To już lepiej wgnieść ręką? Aha! "Dodaj żółtko". I co? Znowu dziabać!? Co dalej? Jest. "Szybko zagnieć ciasto". Cholera! Co się dzieje? Nie chce się ugniatać! Aha! Zapomniałem dodać wody! "Uformuj ciasto w kulę". Nie wygląda najlepiej, ale coś w rodzaju kuli jest. "Rozpłaszcz na dysk i zawiń w folię spożywczą". To ciasto nie wygląda za dobrze. A ten dysk...Dobra. Zawijamy. "Odłóż do lodówki na minimum 30 minut". Odłożone.
Co teraz? "Daktyle przełóż do rondelka, dodaj 3-4 łyżki wody" Aha! Szklanka daktyli siup do rondelka. Imbiru, cholera nie mam. Kandyzowana skorka pomarańczowa? Skąd? Mam jakieś skorki z pomarańczy. Dobrze. Posiekamy toto w drobny maczek i do rondelka! "Gotuj na małym ogniu, mieszając, aż owoce się rozpadną i nabiorą konsystencji konfitur". No niby cos się pichci. I daktyle się rozlatują pod naciskiem łyżki.
Z powrotem do ciasta. "Ciasto wyjmij z lodówki, rozwałkuj na grubość 2-3 mm". Gdzie wałek? Nie ma! No tak. Do latkies i racuszków nie potrzebowałeś, to i nie sprawdziłeś, czy jest w kuchni! Ale co za sztuka! Zamiast wałkować, można rozbić! Tylko że konsystencja ciasta trochę nie taka. Może za mało tego żółtka? I dlaczego wyrzuciłem białko? Byłoby łatwiej. I trochę tych hamentaszen będzie maławo...
"Wykrawaj kółka o średnicy ok. 6 cm". Czym? Dobra. Szklanka się tez nada.
Tylko to ciasto...Te kółka trzymają się na słowo honoru.
"Na środek każdego placuszka nałóż łyżeczkę nadzienia". Trochę trudno, bo konsystencja tych daktyli jest jakaś dziwna.
"Zbierz do środka brzegi ciasta tak, by uformować trójkątną sakiewkę"
Znowu problemy z tym ciastem, ale trójkąty wyglądają jako tako.
"Uformowane ciasteczka układaj na blaszce wyłożonej pergaminem. Piecz w piekarniku nagranym do 180 stopni Celsjusza przez ok. 20 minut, aż ciasteczka się zazłocą". Położone, wsadzone.
Po 20 minutach. Na takie zezłocone to one nie wyglądają, ale się stale trzymają kupy.
Pora na spożycie. Moja lepsza polowa zadowolona, bo przyszła na gotowe.
A tu siurpryza! Prawie sobie zęby połamała! Te cholerne daktyle były z pestkami! Całe szczęście, że nie próbowała przegryźć na sile. Bo by mnie to kosztowało nową protezę! Ale da się zjeść!
Na drugi raz nie będę się bawił w ważenie maki, tylko wezmę półtora szklanki mąki. I wrzucę i białko i żółtko. I dodam proszku do pieczenia. A zamiast daktyli wezmę śliwki. Tylko bez pestek.
A Wam życzę wesołego Purim!

Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode
Lav din egen hjemmeside gratis!