FAJGA

2020-05-16

FAJGA

Witek? To ty? Cholera! Prędzej bym się śmierci spodziewał!
Co tak stoisz? Zachodźże, zachodź! O Jezu! Tyle lat! No teraz to poznaję! Ale z tą łysiną to trudno. Gdzie się podział ten mały Żydek z tą czarną czupryną, której żaden grzebień nie mógł dać rady? Czy to ten sam Witek, z którym kradliśmy jabłka w ogrodzie Maliniaków? Pamiętam, że najpierw to ci gębę wykrzywiało, a potem to zżarłeś je wszystkie. Nawet te z robakami. Gdzie ten skubaniec, co wymyślał najprzeróżniejsze psikusy, a ja dostawałem za to lanie od matki?
Pamiętasz, jak zwędziłeś ojcu butelkę domowej śliwowicy i tak żeśmy się popili, że gdyby nie ja, to byś zleciał z tego poddasza na zbity pysk i nie byłoby co potem zbierać? Ile mieliśmy wtedy lat? Chodziliśmy wtedy chyba do drugiej klasy. Nie pamiętasz? A pamiętasz, jak podglądaliśmy tą rudą Helkę z pierwszego piętra, jak się gziła z fryzjerem? Taki byleś czerwony jak burak. A ja Ci wmawiałem, że to dla mnie nie pierwszyzna i że też już to próbowałem! A ty głupi w to wierzyłeś i zazdrościłeś! Dobre kumple byliśmy. Nie? Ten Franek spod jedynki to czasami wydziwiał, dlaczego ja z tobą latam. Że niby ty Żyd a ja Polak. A dla mnie ty byleś kumpel i tyle. Nawet za bardzo nie wiedziałem co to Żyd, chociaż ojciec to zawsze na nich jechał. Mama to też ciebie lubiła. A to dużo, bo innych to ona nie bardzo. Ale mówiła, że Witek to swój chłopak. Nie to, co ten Natan, co się musiał wszystkim pochwalić. Jak dostali lodówkę, to od razu poleciał na klatkę schodową i opowiadał każdemu, czy ktoś chciał słuchać, czy nie. A ja widziałem u was taką samą lodówkę, a ty nigdy się tym nie chwaliłeś. Natan to zadzierał nosa, bo jego ojciec był kierownikiem konsumu. A ty nigdy się nie chwaliłeś, co twoja matka robi.
Pamiętasz, jak bywałeś u nas całymi dniami, bo twoja mama nie miała cię z kim zostawić? Moja mama mówiła, że ma teraz dwóch synów. Jednego blondyna, drugiego bruneta. Ale trudno poznać kto jest kto, bo brudni jednakowo! Pamiętam, że nie poszedłeś do pierwszej klasy ze mną. A w drugiej to znowu byliśmy razem. Twoja matka musiała odebrać cię od Żydów, bo podobno tłukłeś inne dzieci. Potem znowu byliśmy razem. Pamiętasz, jak chodziliśmy na zamek? I paliliśmy papierosy w baszcie? Pamiętasz Nowaka, co nas tam złapał? To były czasy!
Ale my tu gadamy o suchym pysku. Siadaj. Zaraz coś przyniosę. To trzeba opić.
Witek. Przestań! Ile to lat żeśmy się nie widzieli? I kielonka nie chcesz? Oj tam za stary!. Ja wiem, że ty ani Polak, ani katolik, ale zapomniałeś cholero jak żeśmy za młodu kirzyli? Pamiętasz, jak cię odwiedziłem w akademiku, a ty potem mówiłeś, że więcej w życiu już nie będziesz pił kolorowej, bo jak schodziłeś do stołówki po chleb, to ci się ilość schodów nie zgodziła i krzyż cię bolał przez cały miesiąc?
No to zdrówko! I na drugą nogę! E! Co tam! Raz się żyje!
A ty pewnie mnie już więcej nie odwiedzisz. Stare dziady jesteśmy i bliżej dołka niż stołka.
Ile to już lat? A i przed wyjazdem tośmy się też nie widzieli. Jak skończyliśmy siódmą klasę i wyście się wyprowadzili, to się nam drogi rozeszły. Ty poszedłeś do liceum a potem na studia, a ja skończyłem to niby technikum gastronomiczne. A jak już skończyłeś studia, to się w ogóle urwało. Tak. Tak. Ja wiem, że mnie zapraszałeś, a ja się wykręcałem. Matka mówiła mi, że nie ma po co. Co Ty! Nie dlatego! Tylko że ty byleś wtedy wielki pan inżynier, a ja z tym niby technikum. Wiesz przecież, że ja nigdy książkowy nie byłem. Z tymi cholernymi literkami to zawsze miałem kłopot. Pamiętasz, jak mi ściągi na klasówkach z polskiego podrzucałeś? Z gramatyką to zawsze miałem trudności. Ojciec to mówił, że gramatykę to chyba Żydzi wymyślili, żeby Polacy mieli trudności z czytaniem i pisaniem.
Pamiętasz go? On już dawno nie żyje. On był dużo starszy od mamy. On nie tylko ciebie nie lubił. On nie znosił wszystkich Żydów. Jak długo pamiętam, to zawsze na Żydów jechał. "Żydzi to, Żydzi tamto" Nie było tego złego, czemu by oni nie byli winni. Nawet kiedyś powiedział, że wielka szkoda, że Hitler swojej roboty nie dokończył. Bo teraz ta zaraza, co została, to się w Bezpiece ulokowała i nic tylko morduje polskich patriotów.
Nie bardzo rozumiałem, dlaczego taki był cięty na Żydów. Bo wiedziałem z opowiadań, że się wychował w miasteczku, gdzie było pełno Żydów. I mieszkali drzwi w drzwi z Żydami.
I że to była taka sama biedota, co oni. I chodził do szkoły z Żydami. I podobno miał żydowskich kolegów.
Dopiero mama opowiedziała mi, co się zdarzyło. Kiedyś, jak mu po pijaku na zwierzenia się zebrało, to jej opowiedział całą tą historię. A jak otrzeźwiał to jej powiedział, ze jak kiedykolwiek o tym piśnie, to ją zatłucze na śmierć. Wyobraź sobie, że jak ojciec chodził do szkoły, to się zakochał w takiej Fajdze! Gówniarz był. Ale mu nie przeszło. I wygląda na to, że ta cała Fajga to na niego też miała oko. Ojciec mieszkał z rodzicami w oficynie na czwartym piętrze, a Fajga z rodzicami we frontowej kamienicy, gdzie mieli połowę piętra. Dziani tacy byli. Ale ojciec był uparty. I wygląd miał. I jak chciał, to mógł być bardzo szarmancki. Jak skończył szkolę, to dostał się za czeladnika i ścibił każdy grosz. A potem to Fajgę zapraszał. Najpierw na lody. Potem do kina. A jak już byli prawie dorośli to nawet do teatru. I taki był zmyślny, że nawet się wkręcił do Grinbauma, starego Fajgi. Najpierw niby o jakieś książki. Coś niby o astronomii. Wyobraź sobie! Ojciec i astronomia! A on dyskutował to z ojcem Fajgi, bo się jakoś dowiedział, że Grinbaum ma hysia na temat astronomii! Ojciec wydal kupę pieniędzy na te książki. Byleby mieć dojście do tej Fajgi. Grinbaum był zaimponowany. Taki młody szajgec, a zajmuje się astronomią! Wyglądało na to, że ojca nawet polubił i często go zapraszał, bo ojciec był jedyny, z którym ten Żyd mógł dyskutować o ciałach niebieskich! I tak przy okazji ojciec zaczął z Grinbaumem mówić o możliwości konwersji. Że niby chce się przerobić na Żyda. A jak Grinbaum zapytał się go, co on wie o judaizmie, to ojciec powiedział, że zna i Stary i Nowy Testament. Ojciec myślał, że to wystarczy. I tu się przeliczył. Bo Grinbaum posłał ojca do rabina. Jak rabin go wziął w obroty, to się okazało, że wiedza ojca jest niedostateczna. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było, że kazali mu udowodnić, że wie, jaka jest różnica między judaizmem i chrześcijaństwem, i że wie dlaczego wybiera judaizm. To było oczywiście za trudne dla ojca. A jak się zapytali wprost, dlaczego on chce przejść na judaizm, to on się wygadał, że przez Fajgę, bo wtedy miałby szansę się z nią ożenić! Dla rabina było jasne, że tu nie chodzi o prawdziwą wiarę. I powiedział ojcu, że w takim przypadku żadna konwersja nie może wchodzić w rachubę. I co gorsza. Powiedział o tym Grinbaumowi! Zrobiła się straszna granda. Grinbaum zaprosił ojca na rozmowę i powiedział, że o tym nie może być w ogóle mowy! Że to jest obraza boska. Że jego córka może wyjść tylko za Żyda! I że uważa ich znajomość za zakończoną! Ojciec się też strasznie wkurzył! To on chce się własnej wiary wyrzec i ożenić się z Żydówką, a oni, zamiast się cieszyć z jeszcze jednego wierzącego, uważają to za obrazę? Grinbaum powiedział, że nie ma co się tak podniecać i że mogą tę sprawę załatwić jak ludzie. Co znaczy jak ludzie? Znaczy ile ojciec chce, żeby się odczepić od Fajgi! To mojego ojca poniosło! Fajga go kocha i on kocha Fajgę, a tu jakiś Żyd chce przeliczyć to na pieniądze?! Jak tak, to Fajga ma już 18 lat i oni to zrobią bez przyzwolenia! I trzasnął drzwiami i poszedł. Następnego dnia Fajgi już w tym mieście nie było! Posłali ją gdzieś do krewnych. Po roku dowiedział się, że Fajgę wydali za jakiego starego, bogatego Żyda.
Tuż przed wojną Fajga z mężem wróciła do miasteczka. On się chciał z nią skontaktować, ale ona tak jakby nie była chętna. Weszli Niemcy i po jakimś czasie kazali wszystkim Żydom wynosić się do getta. Grinbaumy i Fajga z mężem i dzieckiem, które się właśnie urodziło, też przenieśli się do getta. W miasteczku było wiadomo co się w tym getcie dzieje. Tych młodych to Niemcy zagnali do roboty w szopach.
I wtedy ojciec postanowił spróbować szczęścia jeszcze raz. Miał koleżkę, który był w granatowej policji i pilnował przy jednej bramie. Ten koleżka miał spółkę z jednym z Judenratu i przymykał oczy na kontrabandę i tych co od czasu do czasu wychodzili z getta. To przez tego koleżkę dowiedział się, w którym szopie pracuje Fajga i posłał jej liścik. I tak się znowu spotkali. Okazało się, że Fajga dlatego była tak niechętna, bo Grinbaum tego dnia, kiedy miał rozmowę z ojcem, zawołał ją do salonu, wyłożył na stół 1000 złotych i powiedział, że tyle Fajga była mojemu ojcu warta! I żeby oszczędzić jej wstydu on załatwił, że ona pojedzie natychmiast do wujka Moryca. Ojciec powiedział jej, że to wierutne kłamstwo, że jej nigdy nie zapomniał. I że ją w dalszym ciągu kocha. I jeżeli ona go też kocha, to on ją zabierze z getta i ukryje przed Niemcami. Fajga powiedziała, że musi mieć czas do namysłu. Spotkali się następnego dnia. Fajga powiedziała, że rozmawiała w tajemnicy ze swoją matką, a ta jej odradzała i twierdziła, że nie wierzy w tą całą miłość. I że mojemu ojcu ta miłość może szybko przejść i zostawi Fajgę na pastwę losu. Ale Fajga chce uciec z getta, pod warunkiem, że ojciec zajmie się także jej dzieckiem i jej rodzicami. Ojciec powiedział, że ukrywanie Fajgi rodziny nie wchodzi w ogóle w rachubę. Samo zorganizowanie ukrywania Fajgi w istniejących warunkach to szaleństwo, na które on się decyduje, bo ją kocha. Po długiej dyskusji Fajga powiedziała, że rezygnuje z rodziców, ale ucieknie, jak będzie mogła ze sobą zabrać swoje dziecko! Ojciec chciał tylko Fajgę. Na cholerę mu był potrzebny obcy bękart? Przecież krzyki takiego mogą być słyszane na kilometr! Jak w takich warunkach utrzymać w tajemnicy chowanie Żydówki z dzieckiem? I tak to Fajdze naświetlił. Ale Fajga powiedziała, że dziecka nie zostawi. Że woli umrzeć, niż zostawić własne dziecko na pewną śmierć. Żadne z nich nie chciało zmienić zdania. W końcu ojciec powiedział, że przy tej bramie wyjściowej, co stoją jest okienko. Że Fajga ma do wyboru. Albo dziecko i pewną śmierć, albo jego i życie. I jeżeli Fajga zmieni zdanie, to niech postawi w tym okienku doniczkę. To on załatwi jej wyjście z getta, bo już zblatował swojego koleżkę. Ojciec przyszedł następnego dnia. Doniczki nie było. I następnego dnia też doniczki nie było. I następnego dnia. I następnego dnia. W getcie zaczęły się wywózki. I głód. A ojciec chodził patrzeć, czy jest doniczka w tym okienku. Ciągle miał nadzieję. Aż wszystkich wywieźli i w getcie zostały tylko niepogrzebane trupy. I wtedy zrozumiał. Że Fajga bardziej kochała dziecko, które miała od niekochanego męża. Że Fajga wybrała śmierć jako Żydówka, zamiast życie z nim. Że Żydom śmierć była bliższa niż on, goj.
Od tego czasu znienawidził wszystkich Żydów.
Wiesz co? Pójdę chyba po zakąskę.

Alex Wieseltier
Kwiecień 2020