Cohen z dwoma spluwami
"Cohen Two Guns": chiński generał, który
wpłynął na wynik głosowania w ONZ
Melissa Steinberg Brodsky
Szesnastoletni żydowski kieszonkowiec z londyńskiego
East Endu został posłany do Kanady, bo jego rodzina nie wiedziała co z nim
zrobić. Ten szczeniak wybijał okna w nocy, żeby jego kumpel szklarz mógł je
rano naprawić. Chłopak trafił do poprawczaka. Był katastrofą i koszmarem dla
rodziców.
Nazywał się Moishe Cohen, znany później jako Morris "Dwie Spluwy"
Cohen.
Moishe urodził się w 1887 roku w Polsce jako Mojżesz Abraham Miałczyn. Dwa lata
później jego rodzina wyemigrowała do londyńskiego East Endu i tam zmieniono mu
nazwisko Morris Abraham Cohen.
Jego życie przypominało raczej film... i to niekoniecznie film o porządnym
człowieku.
Mlody Moishe wylądował w Kanadzie, gdzie nauczył się gry w kości, w karty i
strzelania z rewolweru od kowboja o imieniu Bobby, ale doszedł do wniosku, że
handel nieruchomościami to bardziej szanowany interes niż kieszonkowcy.
Rozwinęła się też w nim silna lojalność wobec chińskich imigrantów pracujących
na kolei. Ludzi z którymi przebywał, których traktowano jak śmieci i którzy przypominali
mu w jakiś sposób Żydów, których znał w Londynie.
Ta lojalność związała go z dr. Sun Jat-Senem, rewolucjonistą, który został
pierwszym prezydentem Chin. Kiedyś dwóch bandytów zaatakowało starszego
Chińczyka w kawiarni, a Moishe się im przeciwstawił. Tym starszym Chińczykiem
był Sun. Ich przyjaźń, która się później nawiązała, zmieniła wszystko.
Moishe został ochroniarzem Suna, dostawcą broni i adiutantem. Negocjował umowy
na dostawę broni z chińskim watażką w języku jidysz, którego ten watażka
nauczył się podczas studiów za granicą.
Moishe awansował do stopnia generała w Armii Nacjonalistycznej, jako pierwszy
Żyd i prawie na pewno pierwszy człowiek Zachodu na takim stanowisku.
W jednej z potyczek w obronie Sun Yat Sena Moishe został postrzelony w prawe
ramię. Moishe uznał, że poleganie na jednej sprawnej ręce to za mało i zaczął
wszędzie nosić dwa pistolety. Jeden w kaburze na ramieniu, drugi na biodrze. Stąd
jego przydomek Morris Two Gun Cohen.
Moishe pozostał w Chinach jako doradca wojskowy następcy Suna, Czang Kaj-Szeka,
a w 1928 roku chiński parlament mianował go generałem z dożywotnią rentą.
Kiedy Japończycy zajęli Hongkong w 1941 roku, Cohen został tam, by posłać
Madame Sun i jej siostrę jednym z ostatnich odlatujących samolotów. Sam został
aresztowany i przewieziony do niesławnego obozu internowania Stanley, gdzie w
ciągu dwóch lat niewoli był wielokrotnie bity i schudł 30 kilogramów. Później
opowiadał ludziom, że w najgorszych momentach, leżąc w tym więzieniu, recytował
Shema Israel, modlitwę, którą pamiętał z dzieciństwa, a która wydawała się
należeć do kogoś zupełnie innego. Moishe przeżył. Wymiana więźniów przez
Czerwony Krzyż pozwoliła mu wyjść na wolność w 1943 roku.
W 1947 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ miała głosować nad tym, czy w ogóle
zezwolić na debatę na temat podziału Palestyny na państwo żydowskie i
arabskie. Rada Bezpieczeństwa składała się z pięciu członków. Jedno weto
zakończyłoby dyskusję, zanim by się ona zaczęła.
Stany Zjednoczone, Związek Radziecki i Francja były za. Wielka Brytania nie
zamierzała zawetować dyskusji. Pozostała Republika Chińska, jak wynikało ze
wszystkich relacji, zamierzała głosować "nie".
Przywódcy syjonistyczni w San Francisco próbowali spotkać się z chińską
delegacją. Zostali odprawieni z kwitkiem. Zrozpaczeni skontaktowali się z
Moishe Cohenem.
Cohen poleciał do San Francisco i spotkał się z generałem Wu Tiechingiem,
szefem chińskiej delegacji ONZ. Cohen nie tylko znał Wu. To on mianował Wu
generałem. Cohen pokazał Wu list Sun Jat-Sena, napisany w 1920 roku, w którym
wyrażał on swoje osobiste poparcie dla sprawy syjonistycznej i odbudowy
żydowskiej ojczyzny.
Chiny wstrzymały się od głosu. Projekt debaty nad podziałem Palestyny
przeszedł, a w 1948 roku narodził się Izrael.
Moishe Cohen zmarł w 1977 roku i został pochowany na cmentarzu żydowskim w
Manchesterze, z nagrobkiem w języku angielskim, hebrajskim i chińskim. Nagrobek
został opłacony przez chiński rząd, a inskrypcję na nagrobku zrobiła Madame
Soong Ching-Ling, wdowa po Sun Jat Senie, ówczesna wiceprzewodnicząca Chińskiej
Republiki Ludowej w Pekinie. Na grobie widnieje napis "Mah Kun",
najbardziej zbliżony do imienia Morrisa Cohena, jakie Chińczycy mogli znaleźć,
a oznaczający "zaciśniętą pięść".
Moishe był nietuzinkowym człowiekiem. Ubarwiał prawdę, kiedy mu to odpowiadało
i uwielbiał dobrą zabawę, Kiedyś rozeszła się plotka, że został stracony w
Chinach, a jego rodzina odprawiła za umarłego shiva. A on pojawił się w
Londynie dwa miesiące później bez żadnego wyjaśnienia.
Z biedy i drobnych przestępstw wyrósł na zamożnego człowieka. Oglądając stare
kroniki filmowe z nim, jako jedynym mieszkańcem Zachodu dumnie kroczącym w
kondukcie pogrzebowym Sun Yat Sena, widzimy człowieka, który dzięki sprytowi,
urokowi i poczuciu humoru osiągnął coś niezwykłego.
Takiego człowieka nie da się go zapomnieć.
Polskie tłumaczenie i kompilacja Alex Wieseltier