BRONEK I ANIELKA

2020-08-11

BRONEK I ANIELKA

BRONEK
Co się tak patrzysz? Krzyżyka nie widziałeś? Tak. Tak! Ja wiem, że ty wiesz. I co z tego? Tego faceta, o którym ty chcesz mówić, to już dawno nie ma. I praktycznie go nigdy nie było. Szkoła? Dawne dzieje i nieprawda. Kto mnie tam tak naprawdę znał? Ci, z którymi rozmawiałeś, nigdy moimi przyjaciółmi nie byli. Doskonale sobie mogę wyobrazić, co o mnie mogli powiedzieć. Co oni zresztą mogli mieć ze mną wspólnego? Ja zawsze byłem w ich oczach jakiś niedorobiony. Nawet najbliżsi nie mogli tego ukryć. A gdzie w tym moja wina? Że nie byłem taki lotny jak inni? Że nie śmiałem się od razu ze wszystkich dowcipów? Że miałem problemy w nawiązywaniu znajomości? Że wszystkie dziewczyny z "mojego" kręgu odpisały mnie na straty i robiły głupie miny, jak próbowałem z nimi nawiązać kontakt? Nawet jedna z nich powiedziała mi wprost, że jestem obleśny. A kto mnie miał nauczyć, jak się mówi do dziewczyn? Te koleżanki, które unikały mnie jak ognia? Czy ja naprawdę byłem taki do niczego? Studia skończyłem i w swoim fachu jestem dobry.
Anielka? Nie powiem, że jedyna kobieta, co się na mnie poznała. Ale jedna z niewielu, co nie kręciły na mnie nosem. Dla niej zawsze byłem ktoś. Przy niej zawsze czułem się normalnym człowiekiem. Nie to, co z tymi, co im się wydawało, że są w lidze wyżej ode mnie.
Fakt, że mój związek z Anielką wymagał pewnego dostosowania się. Nie tyle ze strony Anielki, bo ona po pewnym czasie postawiła sprawę jasno. Jej samej moje żydowskie pochodzenie nie przeszkadzało. Ale jej rodzina była katolicka. A to miało duże znaczenie. Szczególnie na wsi, skąd pochodziła. Rozmawialiśmy na ten temat wiele razy. Jej rodzina nie była wcale mną zachwycona. Nawet bez zaglądania w papiery można się domyślić, kto ja jestem. Ale Anielka się zaparła i przekonała rodzinę. A dla mnie to, że miałem się ochrzcić i zostać katolikiem nie stanowiło żadnego problemu. Zresztą, pomimo mojego pochodzenia, to jaki ja byłem Żyd? Ani ojciec, ani matka nie byli religijni. Więc w zasadzie nawet nie zmieniłem religii, tylko się do jakiejś zapisałem. Ano tak! Zapisałem się. Oficjalnie zostałem ochrzczony i chodziłem na naukę religii. To chodzenie co niedzielę do kościoła też mi nie przeszkadzało. Nawet się nauczyłem śpiewać bez zbytniego fałszowania. No i po jakimś czasie cała wieś się przyzwyczaiła, że ma przechrztę w parafii. Szczególnie, że ten przechrzta był doktorem. I to jedynym w okolicy!
Oczywiście moi rodzice nie byli zachwyceni. Ale mnie to ani ziębiło, ani grzało. Bo niby co? Czy ja byłem gorszy od mojej siostry, która się związała z 20 lat starszym od siebie prykiem? To taką rzecz oni mogli przełknąć, ale tego, że ja związałem się z praktykującą katoliczką to nie? Fakt, że zmieniłem także nazwisko. Ale to już była moja sprawa. A to, że dzieci zostały ochrzczone i są też praktykującymi katolikami, to tylko normalne następstwo rzeczy.
Że co? Dlaczego się znalazłem na Reunionie w Izraelu? Trochę przypadek, trochę to, że siostra tam też przyjechała. No i chciałem zobaczyć trochę znajomych twarzy. Ale w Izraelu byliśmy, bo pojechaliśmy do Ziemi Świętej. Tak, tak. To jest przecież kolebka chrześcijaństwa! I na spotkanie naszej klasy też przyjechałem. Razem z Anielką. Po tych wszystkich latach to nawet było przyjemnie porozmawiać. Po tylu latach niewidzenia to ludzie jakby się oswoili. Może dlatego, że to było krótko?
Czy ja jestem rzeczywiście wierzącym katolikiem? A co to ma do rzeczy? Dzieci ochrzczone, święta obchodzimy jak trzeba, chodzę do kościoła, daję na tacę, modlitwy odmawiam. Czego jeszcze można wymagać?
Czy kocham Anielkę? Co za pytanie! Żyjemy jak Pan Bóg przykazał. Na baby nie chodziłem. Pensji nie przepijałem. Dbałem o dom, kocham moje dzieci. Teraz mamy dwa wnuki. Anielka dostaje wszystko, co trzeba. Więc jestem chyba dobrym mężem. Nie?

ANIELKA
To pan zna Bronka? Nigdy o panu nie wspomniał. To co pan chce wiedzieć? Jak się poznaliśmy? To już tak dawno temu. Jak przyjechałam do miasta to czułam się trochę zagubiona. No i napatoczył się Bronek. Zawsze taki uczynny. Na początku to spotykaliśmy się zupełnie przypadkowo. Ja tam do tego znaczenia nie przywiązywałam. Ale potem, to tak jakby coś się zmieniło. On tam żaden piękny mężczyzna nigdy nie był. Ale ja też żadną pięknością nigdy nie byłam. No i nie miałam takiej odwagi, co ci z miasta. Im jakby łatwiej było się wysłowić i dostać co chcieli. A ja czułam się jak ta ostatnia w kolejce. Człowiek stoi i czeka na swoją kolej. A jak już dojdzie, to może już nie ma tego, za czym się stało. A Bronek to umiał. Niby taki nijaki. Ale dla mnie to wszystko potrafił. To wtedy zaczęłam na niego patrzyć innymi oczami. Ja to proszę pana z katolickiej rodziny, ale jakoś z Bronkiem to... No wie pan. To już tyle lat temu, to nawet się nie czerwienię. A potem to wszystko na poważnie. I wtedy to przyszło. No bo ja katoliczka, a on Żyd. Jak pojechałam do rodziny na wieś, to najpierw poszłam do naszego księdza proboszcza. On mnie znal od dziecka. To on mnie przecież chrzcił. A ja miałam do niego zaufanie. I mu wszystko wyznałam na spowiedzi. I potem go się zapytałam co mam robić. On powiedział, że musi to przemyśleć. Nasz proboszcz był człowiek starej daty. I dobrze obeznany w piśmie świętym. Jak się z nim rozmawiało, to sypał z Biblii jak z rękawa. To on mnie się zapytał, czy Bronka naprawdę kocham. A ja się zapytałam go co to jest miłość. Bo to, co czułam do Bronka, to nie była taka miłość, co to w książkach można znaleźć. Żadne takie tam omdlenia na dźwięk jego głosu czy na jego widok. Owszem. Było mi przyjemnie go słuchać. Nawet jak mówił o tym, co widział w telewizji. I było mi z nim dobrze, bo czułam się jakaś taka specjalna. Ta rozmowa z księdzem proboszczem to była dosyć trudna. Ale w końcu mu wytłumaczyłam, że jesteśmy z Bronkiem dla siebie stworzeni. Ksiądz proboszcz nie był za bardzo przekonany. To pierwsze zauroczenie, powiedział, to może szybko przejść. Szczególnie że trzeba myśleć o przyszłości. Czyli nie tylko o nas, ale także o innych. O tym, co z rodziną Bronka, o mojej rodzinie, naszym przyszłym potomstwie i problemie religii. I pierwsze co było, to pytanie, czy Bronek jest praktykującym Żydem. Na szczęście nie był. To drugie to było czy jest gotów dla mnie się przechrzcić. Tego nie byłam pewna, ale zapytałam się księdza czy jak będzie, czy to będzie w porządku. Proboszcz powiedział, że najpierw muszę być tego pewna. Pojechałam z powrotem cała roztrzęsiona. A Bronek się tylko uśmiał. Powiedział, że dla mnie to by nawet został Hotentotem, choć nie bardzo wiedziałam, o co mu chodziło. Jemu to w ogóle to szybko poszło. Ale dla mnie to była bardzo poważna sprawa. Nie żadne tam podśmiewanie się. Z religią w mojej rodzinie nie robiło się żartów. Ale Bronek powiedział, że on to też weźmie sobie do serca. I dopiero po tych wszystkich dyskusjach porozmawiałam z moją matką. Całe szczęście, że miałam najpierw te rozmowy z proboszczem, bo inaczej to nie wiem co by się stało. Pomogło również, że Bronek był na ostatnim roku studiów medycznych. No bo mieć prawdziwego doktora w rodzinie...
No tak. Trochę było kłopotów z tym jego ochrzczeniem. Bo ksiądz proboszcz zażyczył sobie przeprowadzić to osobiście. Żeby nie było żadnego oszukaństwa. Ja to dokładnie Bronkowi wytłumaczyłam i na szczęście wszystko poszło jak trzeba. Na ślub kościelny to nawet rodzice Bronka przyjechali. Ale za dużo kontaktów to z nimi nie mieliśmy. Bronek to nawet postanowił zmienić nazwisko, chociaż jego własne aż takie żydowskie nie było. Ale chyba dobrze zrobił, bo w wiosce to przez długi czas się na nas w kościele patrzyli jak na jakichś rarogów. No i dzieciom było łatwiej.
Czy dzieci wiedzą o Bronka pochodzeniu? Nie wiem. Chyba nie, bo nigdy o tym nie mówiliśmy. A nawet jeśli ktoś im o tym bąknął, to żadne z nich nam tego nie powiedziało. Zresztą to już tak dawno temu.
A Bronek to jakby zawsze był katolikiem. Czasami to nawet bardziej niż inni.
Jak nam się żyje? Ano dobrze. Nie. Niczego nie żałuję. Lepszego męża nigdy bym nie znalazła. Czy go kocham? Tyle lat z nim przeżyłam. Może i czasami bywało rożnie. Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Ale chyba tak.

Alex Wieseltier
Sierpień 2020