Antyizraelska kolacja

14-08-2026

Antyizraelska kolacja
Nachum Kaplan

Wiedziałem już, że wieczór będzie mało przyjemny, kiedy gospodyni opisała przyjęcie jako "bezpieczną przestrzeń do trudnych rozmów".
Nic co się zdarzyło po tych słowach nie było dobre.
Bezpieczna przestrzeń do trudnych rozmów to zazwyczaj przestrzeń, w której każdy może swobodnie wyrazić dokładnie tę samą opinię, pod warunkiem, że używa nieco innego słownictwa terapeutycznego. Różnice zdań są tak mile widziane, jak wegetarianie są witani na grillu: teoretycznie ciepło, ale bez zamiaru pocieszania.
Kolacja odbyła się w apartamencie z widokiem na miasto. Meble były skandynawskie, sprzyjające oświetlenie, a książki ułożono nie alfabetycznie, lecz moralnie.
Palestyńsko-amerykański krytyk akademicki i literacki leżał obok francuskiego psychiatry i filozofa politycznego. Amerykańska filozofka opierała się o obszerny tom poświęcony dekolonizacji architektury. Było kilka książek o Izraelu – żadna nie napisana przez Izraelczyków, historyków, analityków wojskowych, Arabów, Hebrajczyków ani nikogo, kto ostatnio obarczył się chronologią regionu.
Mieszkanie należało do Olivera i Beatrice, którzy zaprosili 12 osób na, jak to określili, "wieczór jedzenia, przyjaźni i niezbędnej rozmowy". Później uświadomiłem sobie, że zostałem włączony do tej niezbędnej rozmowy jako ten, który potrzebuje "edukacji".
Beatrice powitała mnie w drzwiach z miną osoby witającej niedawno zrehabilitowanego ekstremistę. "Cieszymy się, że przyszedłeś" – powiedziała, dotykając mojego ramienia. "Martwiliśmy się, że możesz czuć się nieswojo".
"Bywałem na weselach rodzinnych" – odpowiedziałem. "Wiec i to przeżyję".
Pozostali goście zgromadzili się już wokół ogromnej ławy. Trzymali kieliszki szampana i cicho, uroczyście rozmawiali o cierpieniu w miejscach, których nigdy nie odwiedzą.
Był tam Julian, prawnik międzynarodowy, który specjalizował się w umowach handlowego najmu, ale niedawno wyrobił sobie zdecydowane poglądy na temat prawa konfliktów zbrojnych. Nadia pracowała w brandingu i przedstawiała siebie jako gawędziarkę. Marcus był producentem filmów dokumentalnych, których nigdy nie zrealizowano. Eleanor wykładała literaturę postkolonialną i doprowadziła do perfekcji akademicką sztukę przekształcania przymiotników w oskarżenia. Simon pracował w finansach i uważał się za politycznie odważnego, ponieważ kiedyś skrytykował kapitalizm na dorocznym spotkaniu Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii.
Był tam również Theo, chirurg, który nic nie wiedział o Izraelu, ale z kliniczną pewnością siebie uważał że go zna.
Zostałem przedstawiony gościom. "To nasz przyjaciel, który popiera Izrael", oznajmiła Beatrice. Delikatnie ją poprawiłem, że nie jestem "pro-izraelski", ale jestem prawdziwym Izraelczykiem, co wywołało głośny szmer.
To było osobliwe przedstawienie. Nikt inny nie został przedstawiony poprzez kraj, którego miał bronić. Nie było "To nasz przyjaciel, który popiera Francję" ani "Poznajcie naszego kontrowersyjnego zwolennika Nowej Zelandii".
Najwyraźniej Izrael przestał być państwem. Był zaburzeniem osobowości, i to nie na pograniczu.
"Bardzo odważnie z twojej strony, że przyszedłeś" – powiedziała Eleanor.
"Dlaczego?"
"Cóż", odpowiedziała Eleanor rozglądając się po Sali, "podejrzewam, że możesz być w mniejszości".
"Mniejszości są święte", powiedziałem, "Jestem pewien, że ​​będę chroniony".
Pierwsze danie podano na talerzach, które wyglądały na ręcznie robione, ponieważ zostały wykonane kosztownym systemem, udającym niedoskonałość. Była na nich jakaś sprasowana konstrukcja z buraka, posmarowana czymś przepraszającym.
Oliver uniósł kieliszek: "Za szczerą rozmowę", a za nim wszyscy to powtórzyli za nim. Wtedy powinienem był wyjść.
Przez pierwsze 10 minut rozmowa była powściągliwa. Rozmawialiśmy o szkołach, cenach nieruchomości, sztucznej inteligencji i o tym, czy miasto straciło duszę.
Potem Nadia ostrożnie położyła widelec obok talerza i westchnęła: "Po prostu nie rozumiem, jak ktokolwiek może jeszcze bronić Izraela".
I to było to. Nie do końca podniesione, ale uwolnione. W sali zapadła cisza. Głowy zwróciły się w moją stronę z łagodnym oczekiwaniem, niczym ludzie czekający na zwierzę laboratoryjne, które wykona znajomą sztuczkę.
"Czego pani nie rozumie?"- zapytałem.
"Wszystkiego" – odpowiedziała.
To przynajmniej było szczere.
"Okupacji. Apartheidu. Ludobójstwa. Kolonializmu".
Cztery oskarżenia, wygłoszone z rytmiczną pewnością siebie niczym karta win.
"To są różne zarzuty" – powiedziałem.
"Naprawdę?"
"Tak. Słowa zachowują odrębne znaczenia nawet w kontekście Izraela".
Julian uśmiechnął się i powiedział: "Myślę, że Nadia ma na myśli, że cała struktura jest nie do obrony".
"Jaka struktura?"
"Struktura ucisku".
"Czy mógłbyś być bardziej konkretny?"
Odchylił się do tyłu. Spodziewał się moralnego poddania, a nie dalszych pytań.
"Okupacja Palestyny".
"Którego terytorium?"
Zapadła cisza.
"Palestyna".
"Tak, to powiedziałeś. Ale które terytorium?"
"Terytoria palestyńskie".
"Gaza?"
"Oczywiście Gaza".
"Izrael wycofał wszystkich żołnierzy i cywilów z Gazy w 2005 roku".
"To nie oznacza końca okupacji".
"Co oznaczałoby koniec okupacji?"
"Wolność".
To była doskonała odpowiedź, ponieważ nie miała żadnej treści, a zatem nie dało się jej obalić.
"Izrael wycofał swoje wojsko, zlikwidował osiedla, wypędził własnych obywateli z domów i pozostawił Gazę pod kontrolą Palestyńczyków. Wkrótce potem Hamas przejął władzę, wymordował swoich palestyńskich rywali i przekształcił terytorium w bazę zbrojną. Na którym etapie tej sekwencji znajduje się kolonialna okupacja Izraela?"
Eleanor opuściła kieliszek wina. "Ujmujesz to w niezwykle wybiórczy sposób".
"Używam dat".
"Daty mogą być również ideologiczne".
To było dla mnie nowe. Nie zdawałem sobie sprawy, że kalendarz został skolonizowany.
Buraki zostały uprzątnięte. Beatrice interweniowała z gładkością kogoś, kto zapobiega kłótni o dziedziczenie. "Myślę, że prawdy są różne".
"Mogą być różne perspektywy", powiedziałem, "ale nie ma różnych dat".
Marcus skinął głową ze współczuciem, jakbym popełnił rażący błąd. "To brzmi bardzo po zachodniemu".
"Przekonanie, że wydarzenia następowały w określonej kolejności?"
"Obsesja na punkcie liniowości".
"Historia często jest liniowa, Marcus. Jedno wydarzenie się zdarza, a potem kolejne. Nawet filmy dokumentalne zazwyczaj szanują tę konwencję".
Marcu uśmiechnął się krzywo.
Podano drugie danie: okoń morski na czymś zielonym i politycznie zrównoważonym.
Theo, który do tej pory milczał, odchrząknął: "Z pewnością sedno sprawy polega na tym, że Izrael został stworzony przez Europejczyków na ziemi arabskiej".
Spojrzałem na niego. "Którą część tego zdania chciałbyś najpierw przeanalizować?"
"To po prostu fakt historyczny".
"Nie, to ubrany slogan".
Theo zamrugał.
"Żydzi, którzy założyli Izrael, byli uchodźcami i rdzennymi mieszkańcami powracającymi do ojczyzny swoich przodków. Wielu z nich już tam mieszkało. Inni przybyli z Europy, ponieważ Europa przez wieki ich prześladowała, a następnie próbowała ich eksterminować. Po utworzeniu Izraela setki tysięcy Żydów zostało wypędzonych lub uciekło z krajów arabskich i muzułmańskich. Dziś znaczna część izraelskich Żydów wywodzi się ze społeczności z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej".
Theo zmarszczył brwi. "Ale syjonizm był europejskim ruchem kolonialnym".
"Ruchy kolonialne zazwyczaj mają kraj macierzysty".
"Tak, Wielką Brytanię".
"Wielka Brytania walczyła z syjonistami, ograniczyła imigrację Żydów podczas Holokaustu i ostatecznie opuściła kraj z powodu żydowskiego powstania. Izrael nie został ustanowiony jako kolonia brytyjska".
"Ale Wielka Brytania to umożliwiła".
"Tak samo jak umożliwiła powstanie Jordanii. Ale Jordanią wydajesz się być mniej poruszony".
"To co innego".
Naturalnie. Wszystko jest inne, kiedy w grę wchodzą Żydzi.
Simon wtrącił się do rozmowy: "Ale przecież zgadzasz się, że Palestyńczykom skradziono ziemię w 1948 roku".
"Niektórzy Palestyńczycy stracili domy podczas wojny. Podobnie jak niektórzy Żydzi, na przykład te 850 000 wypędzonych z państw arabskich".
"Wojna, którą rozpoczął kto? Izrael".
"Nie. Izrael ogłosił niepodległość po zaakceptowaniu podziału. To armie arabskie dokonały inwazji. Przywódcy Palestyny ​​i arabscy odrzucili podział i wybrali wojnę".
"Ponieważ podział był niesprawiedliwy".
"To jest punkt widzenia. Ale to nie zmienia faktu kto rozpoczął wojnę".
"Jesteś pedantyczny".
"Ja podkreślam różnicę między napaścią a byciem napadniętym. Cywilizacje czasami uznawały to rozróżnienie za przydatne".
Nadia pokręciła głową.
"Dlatego te rozmowy są niemożliwe. Ciągle uciekasz do faktów".
Wpatrywałem się w nią. To wciąż jeden z najwspanialszych zarzutów, jakie kiedykolwiek mi postawiono.
"Przepraszam" – powiedziałem. "Źle zrozumiałam cel dyskusji. Myślałem, że rozmawiamy o historii, a nie o selekcji potwierdzeń".
Beatrice zaśmiała się trochę za głośno. "Jeszcze wina?"
"Tak", powiedziałam. "Przynieś całą butelkę".
Rytm wieczoru stał się już jasny. Ktoś będzie rzucał miażdżące oskarżenie. Ja będę pytał, co mają na myśli. Oni będą obrażeni pytaniem. Ja będę podawał fakty. Oni będą oskarżali fakty o brak kontekstu. Potem będą zmieniali swoje pierwotne twierdzenie na inne, równie obszerne. To było jak walka z mgłą, tyle że ta mgła miała podyplomowe stopnie z zakresu gadatliwości.
Eleanor pochyliła się do przodu. "Czy dostrzegasz przynajmniej nierównowagę sił?"
"Tak".
Eleanor wyglądała na zaskoczoną. "Izrael jest znacznie silniejszy niż Hamas".
"Zgadza się, ale to nie mówi nam, która strona ma rację moralną".
"Ale to mówi nam, kto ma siłę".
"Tak, ale nie mówi, czy ta siła jest używana defensywnie, czy agresywnie".
"Ale problemem jest siła".
"Nie, problemem jest postępowanie. Duży mężczyzna zaatakowany przez małego mężczyznę z nożem nie musi moralnie przegrać".
"Ta metafora jest groteskowa".
"Hamas napadł izraelskie społeczności, mordował cywilów, porywał rodziny i strzelał rakietami. Podniosłaś kwestię nierównowagi sił. A ja wyjaśniam, dlaczego porównywanie sił nie decyduje o statusie moralnym".
"Ty usprawiedliwiasz nieproporcjonalną przemoc".
"A jak miałaby wyglądać proporcjonalna przemoc?"
Eleanor otworzyła usta, ale potem zamilkła. Uratował ją Julian. "Prawo międzynarodowe wymaga proporcjonalności".
"Tak. Ale proporcjonalność nie oznacza dopasowania liczby ofiar. Chodzi o to, czy przewidywane straty wśród ludności cywilnej są nadmierne w stosunku do oczekiwanej korzyści militarnej wynikającej z konkretnego działania".
Julian zesztywniał. "Jako prawnik międzynarodowy, zdaję sobie z tego sprawę". On nie był prawnikiem międzynarodowym w tym sensie. On negocjował tylko umowy wynajmu biur.
"To dlaczego pozwoliłeś Eleanor użyć tego prawa niewłaściwie?"
Julian uśmiechnął się z wymuszoną cierpliwością człowieka, któremu się sprzeciwiono w obecności atrakcyjnych osób. "Szerszy konsensus prawny jest jasny".
"Jaki konsensus prawny?"
"Społeczność międzynarodowa".
"A kto to jest?"
"Organizacja Narodów Zjednoczonych, organizacje praw człowieka, znawcy prawa".
"To rządy o sprzecznych interesach, to aktywiści z różnymi modelami finansowania, to dyktatury z prawem głosowania, to znawcy, którzy się ze sobą nie zgadzają, i instytucje, które odkryły niewyczerpaną administracyjna fascynację małym państwem żydowskim".
"Organizacji Narodów Zjednoczonych nie można ignorować".
"J mogę zignorować Libię oceniającą prawa człowieka, Iran pouczający kobiety i autorytarne reżimy wydające większością głosów osądy moralne. Bloki wyborcze nie stają się autorytetami etycznymi poprzez powtarzanie kłamstw".
"To niewiarygodnie cyniczne".
"Nie. Cynizm to udawanie, że skład instytucji nie ma wpływu na jej osądy".
Okoń morski wystygł. Beatrice też. Oliver spróbował zmienić temat: "Widział ktoś nową wystawę Rothko?"

"Uważam, że Rothko jest kolonialny", powiedział Marcus.

Nie byłem pewien, czy żartuje. Wytchnienie trwało niecałe trzy minuty. Theo powrócił do Gazy.

"Nawet jeśli wszystko, co mówisz, jest prawdą, czego nie przyznaję, jak możesz usprawiedliwić liczbę zabitych cywilów?"

"Ja nie świętuję śmierci cywilów".

"Nie o to mi chodziło".

"Nie, pytanie zostało sformułowane tak, by zasugerować, że śmierć cywilów dowodzi braku usprawiedliwienia. Ona tego nie dowodzi. Śmierć cywilów jest tragiczna. Może być wynikiem bezprawnego postępowania, legalnego postępowania, taktyki wroga, wojskowego błędu lub kombinacji tych wszystkich czterech aspektów".

"To brzmi jak wykręt".

"To jest przeciwieństwo wykrętu. To odmowa traktowania każdej śmierci jako dowodu na poparcie konkluzji, z która wyszedłeś przed kolacją".

Głos Nadii stal się cichy. "Myślę, że ty straciłeś kontakt ze swoim człowieczeństwem". Powiedziała to kobieta, która spędziła wieczór na szufladkowaniu Izraelczyków do geopolitycznej abstrakcji, a Palestyńczyków do dekoracyjnych ofiar.

"Moje człowieczeństwo jest nienaruszone", powiedziałem, "Po prostu nie jest ono zarezerwowane wyłącznie dla ludzi, których twoje otoczenie uznało za modnych".
Nadia skrzywiła się. "To takie niesprawiedliwe".
"Tak. Wyobraź sobie być niesprawiedliwie ocenianym przez kogoś, kto nic o tobie nie wie. To bardzo przygnębiające".
Beatrice położyła dłoń na ramieniu Nadii. Stół rozdzielił się emocjonalnie, choć nie intelektualnie. Byłem ja i była zbiorowy organizm złożony z bielizny, oburzenia i dziedzicznych sreber. Podano deser. Było to zdekonstruowane tiramisu, co wydawało się trafnym wyborem. Wieczór został również zdekonstruowany, choć w przeciwieństwie do tiramisu, nic nie zyskał się w tym procesie.
Simon nabierając pełną łyżkę tiramisu powiedział: "Myślę, że rozwiązaniem jest po prostu zawieszenie broni".
"Które zawieszenie broni?"
"Trwałe zawieszenie broni".
"Z Hamasem pozostającym w stanie uzbrojenia?"
"Zawieszenie broni musi się przecież gdzieś zacząć".
"Takie zawieszenie broni zaczęło się wiele razy. Hamas złamał wszystkie zawieszenia broni, dozbrajał się w ich trakcie i wykorzystywał przerwy, by przygotować się do kolejnego ataku".
"Więc twoja odpowiedź brzmi: wojna bez końca?"
"Nie. Moja odpowiedź brzmi: wojna się skończy, kiedy agresor nie jest już w stanie jej prowadzić lub uzna, że jej koszt jest nie do zniesienia".
"To barbarzyństwo".
"Tak kończą się zazwyczaj wojny".
"Nie, wojny kończą się dialogiem".
"Niektóre kończą się tak. Inne kończą się Berlinem, Hiroszima lub załamaniem się potencjału militarnego jednej ze stron. Historia to nie warsztat do rozwiązywania konfliktów".
Eleanor powoli pokręciła głową. "Ten język zwycięstwa i porażki jest bardzo niebezpieczny".
"Tak samo jak przegrywanie wojen z ludźmi, którzy chcą cię zabić".
"Ty wszystko sprowadzasz do kwestii bezpieczeństwa".
"Tak, bo zabici ludzie mają ograniczone możliwości rozwoju moralnego".
Julian położył obie dłonie na stole. "Właśnie na tym polega problem syjonizmu. On stawia bezpieczeństwo Żydów ponad prawa Palestyńczyków".
"Nie. Syjonizm utrzymuje, że Żydzi potrzebują suwerenności politycznej w ojczyźnie swoich przodków, bo historia wielokrotnie pokazała fatalne konsekwencje powierzania bezpieczeństwa Żydów dobrej woli innych ludzi".
"To brzmi etnonacjonalistycznie".
"Tak samo jak palestyńskie żądania samostanowienia narodowego. Ale ty jedno nazywasz wyzwoleniem, a drugie faszyzmem".
"Palestyńczycy są uciskani".
"Ucisk nie czyni każde żądanie polityczne prawnie uzasadnionym, każda taktykę dozwoloną, lub każde historyczne roszczenie słusznym".
"Ty masz na wszystko odpowiedź".
Ta skarga brzmiała niemal dziecinnie.
"Tak", odpowiedziałem. "Ja dużo czytałem na ten temat".
Właśnie w tym momencie wieczór zatracił w końcu pozory dyskusji.

Nadia oskarżyła Izrael o pinkwashing. Marcus powiedział, że hummus został kulturowo zawłaszczony. Eleanor stwierdziła, że ​​hebrajski stał się narzędziem broni. Theo zastanawiał się, czy żydowska trauma stała się "formą dziedzicznej agresji". Simon powiedział, że Izrael powinien po prostu zaufać społeczności międzynarodowej. Julian nazwał Hamas "fenomenem oporu". Beatrice stwierdziła, że ​​obie strony muszą słuchać kobiet. Oliver otworzył kolejną butelkę.
Głupota nie była już podawana w pojedynczych porcjach. Stała się degustacyjnym menu.
Spróbowałem, po raz ostatni, przywrócić porządek. "Hamas to nie system klimatyczny", powiedziałem, "To organizacja z przywódcami, doktryną, finansowaniem, uzbrojeniem, celami strategicznymi i dzielnością".
"Działanie pod okupacją jest skomplikowane", odpowiedziała Eleanor.
"Wszystko staje się skomplikowane w momencie, kiedy Palestyńczycy powinni zostać pociągnięci za cokolwiek do odpowiedzialności".
"To jest rasizm".
"Nie, rasizmem jest traktowanie dorosłych jako moralnie upośledzone dzieci, ponieważ pociąganie do odpowiedzialności wydaje się wam się estetycznie niekomfortowe".
Przy stole zapadła cisza. Dotarliśmy do fazy bezceremonialności.
Powiedziałem: "Wy twierdzicie, że popieracie Palestyńczyków, ale odmawiacie oczekiwania czegokolwiek od palestyńskich przywódców. Żadnego kompromisu. Żadnego umiaru. Żadnych demokratycznych standardów. Żadnej ochrony ludności cywilnej. Żadnego porzucenia ambicji eliminacyjnych. Niczego. Wy rezerwujecie wszelkie moralne działania dla Izraela, wyłączając z tego tematu jego wrogów, a potem nazywacie to współczuciem".
Twarz Eleanor zesztywniała. "Ty celowo przeinaczasz nasze słowa".
"Nie, ja słucham was od dwóch godzin. Wy wiecie o tym konflikcie mniej niż nic. Nie wiecie nic wojnach, o granicach, o propozycjach, o wycofaniach, o ideologii, o wewnętrznych podziałach, o terminologii prawniczej ani o chronologii. A mimo to każdy z was wypowiada się z trybunalską pewnością siebie".
"To jest obraźliwe", powiedział Theo.
"I takie to miało być".
Beatrice cicho westchnęła. Ja złamałem podstawową zasadę elitarnej rozmowy przy kolacji: można być ignorantem, złośliwym, świętoszkowatym lub absurdalnym, ale nigdy nie wolno być na tyle niegrzecznym, by to zauważyć.
Oliver próbował interweniować. "Zachowujmy się kulturalnie".
"My zachowywaliśmy się kulturalnie", powiedziałem, "W tym tkwi problem. Ta grzeczność pozwoliła nonsensom udawać prawdę przez cały wieczór".
Julian prychnął. "Więc każdy, kto się z tobą nie zgadza, jest ignorantem?"
"Nie. Wielu oświeconych ludzi się ze mną nie zgadza. Ale żaden z nich nie siedzi przy tym stole".
Tiramisu stało się nagle niezwykle interesujące dla wszystkich.
Obróciłem się do Juliana. "Ty powołujesz się na prawo międzynarodowe, nie wyjaśniając poprawnie zasady proporcjonalności".
Do Theo: "Ty nazywasz Izrael europejską kolonią, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że większość izraelskich Żydów nie jest potomkami kolonialnych Europejczyków".
Do Simona: "Ty radzisz zaufać międzynarodowemu systemowi, którego gwarancje wielokrotnie okazywały się bezwartościowe, kiedy Żydzi byli zagrożeni".
Do Marcusa: "Ty uważasz, że historia jest nieliniowa, bo raz kiedyś obejrzałeś film eksperymentalny".
Wyglądał na autentycznie zranionego.
Do Nadii: "Ty uważasz, że intensywność emocjonalna zastępuje wiedzę".
I do Eleanor: "A ty traktujesz każdy fakt, który komplikuje twój światopogląd, jako formę gwałtu".
Beatrice wstała. "Myślę, że to już zaszło za daleko".
"Ja też tak myślę".
Położyłem serwetkę na stole. "Ale zanim odejdę, wyjaśnijmy sobie, co się tu wydarzyło. Zaprosiłaś jednego gościa o poglądach pro-izraelskich do pokoju pełnego ludzi o podobnych poglądach politycznych i nazwałaś to dialogiem. Przedstawiłaś mnie, nawiązując do moich poglądów, a potem potraktowałaś mnie jako moralnie podejrzanego za ich wyznawanie.
Wygłaszaliście oskarżenia, których nie potrafiliście zdefiniować, cytowaliście historię, której nie znaliście, powoływaliście się na prawa, których nie potrafiliście wyjaśnić i obrażaliście się za każdym razem, kiedy proszono was o dowody".
Nikt się nie odezwał. "Nie jesteście odważnymi dysydentami. Jesteście lokalnym oddziałem międzynarodowego konsensusu, który powstał z nagłówków gazet, z modnych przyjęć i upajającej przyjemności potępiania Żydów za to, że przetrwali w niewłaściwy sposób".
"To oburzające", powiedziała Beatrice.
"Nie. Oburzające było to, że Theo zasugerował, że żydowska trauma wywołuje agresję, siedząc pod obrazem, który jego rodzina prawdopodobnie kupiła od uchodźcy".
Theo spojrzał w stronę obrazu. Nie miałem pojęcia, skąd on się tam wziął, ale w tym momencie akuratność stała się dla wszystkich mniej ważna, więc postanowiłem się przyłączyć.
Simon również wstał. "Ty wpadłeś w histerię".
"W histerię? Ja jestem tu najspokojniejszą osobą. Ja po prostu nie ukrywam już wiadomości przed ludźmi, którzy uważają oponowanie za przestępstwo popełnione z nienawiści".
"Ty potwierdzasz każdy stereotyp o proizraelskich ludziach", powiedziała Nadia.
"Ty masz na myśli Żydów? Jaki stereotyp? Że w końcu tracimy cierpliwość po wysłuchaniu pouczeń od ludzie, którzy odkryli Bliski Wschód sześć miesięcy temu?"
"Jesteś niemożliwy".
"Nie. Ja jestem uciążliwy. Na tym polega różnica."
Wziąłem marynarkę. Ludzie patrzyli na mnie z osłupiałą niechęcią arystokratów, którzy właśnie odkryli, że lokaj potrafi czytać. W drzwiach Oliver po raz ostatni spróbował wielkoduszności: "Przykro mi, że nie czułeś się wysłuchany".
"Ja zostałem dokładnie wysłuchany. Dlatego wszyscy są podenerwowani".
"Może po prostu będziemy musieli się zgodzić, że się nie zgadzamy".
"Nie. Ty będziesz musiał się zgodzić, że zaczniesz czytać".
On skrzyżował ręce. "Czy naprawdę uważasz, że jesteś tutaj jedyną osobą, która rozumie ten problem?"
"Nie", powiedziałem, "Ja myślę, że jestem tutaj jedyną osobą, która podjęła ten wulgarny wysiłek jego zrozumienia".
Beatrice otworzyła drzwi. Rozmowa, jak to ona powiedziała, stała się niebezpieczna. Podziękowałem jej za posiłek.
Na zewnątrz nocne powietrze było chłodne i cudownie wolne od moralizatorskiego słownictwa. Szedłem do domu, rozmyślając nad dziwnym ciężarem bycia "pro-izraelskim" w kulturalnym towarzystwie.
Od jednej strony oczekuje się przybycia z dowodami, historią, niuansami, empatią, wiedzą wojskową, precyzją prawną i szczegółową alternatywną strategią na każdy możliwy sposób działania. A druga strona musi jedynie przybyć z przymiotnikami: kolonialny, ludobójczy, apartheid, brutalny.
Każde słowo jest kładzione na stół niczym poker królewski. Nie potrzeba definicji. Nie potrzeba chronologii. Nie ma świadomości sprzecznych twierdzeń. Samo oskarżenie jest traktowane jako dowód, podczas gdy każda odpowiedź jest dowodem bezduszności.
Ignorancja byłaby mniej irytująca, gdyby towarzyszyła jej pokora. Jednak ignorancja wśród wykształconych rzadko występuje samodzielnie. Ona przynosi status, słownictwo i pewność przynależności do moralnej większości. Jej posiadaczom nie tylko brakuje wiedzy. Oni uważają wiedzę za cos podejrzanego, zwłaszcza gdy zakłóca ona emocjonalną jasność ich wniosków.
Następnego ranka otrzymałem trzy wiadomości. Beatrice powiedziała, że ​​"trzyma dla mnie miejsce", ale potrzebuje czasu, by przerzuć moją agresję. Nadia powiedziała, że ​​ma nadzieję, że pewnego dnia odzyskam kontakt z moja wrażliwością. Julian przysłał artykuł felietonisty, który nigdy nie był w Izraelu.
Odpisałem tylko Beatrice, dziękując jej ponownie za kolację i przepraszając za swój ton. Ze był niepotrzebnie tak powściągliwy.

Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier

https://www.futureofjewish.com/p/i-went-to-an-anti-israel-dinner-party?  

Share
Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode Cookies
Lav din egen hjemmeside gratis! Dette websted blev lavet med Webnode. Opret dit eget gratis i dag! Kom i gang