AGATA

9 - AGATA

Kochana Elżuniu. Córeczko Moja.
Mnie już nie będzie na świecie jak będziesz czytać ten list. Nawet nie wiem, czy go w ogóle przeczytasz, bo nie wiem, czy go notariuszowi zostawię.
Elżuniu. Ty byłaś zawsze naszą ostoją i dumą naszą. Tak samo, jak Twój starszy Duduś. Jak on dostał profesurę na uniwersytecie, to się dziwiłaś, dlaczego my z Matką chichotaliśmy. Ale dla nas było śmieszne, że akurat na takim uniwersytecie. Ale postanowiliśmy, że profesora to nie można już nazywać Dudusiem, tylko własnym imieniem.
Pewnie się zdziwiłaś jak Dziadek i Babcia umarli, to dom był zapisany nie na mnie tylko na Ciebie. Wiem, że miałaś zawsze scysje z Matką, ale to ona powiedziała Dziadkowi, że tylko tak będzie w porządku.
Teraz to on już jest zupełnie twój. A był nim zawsze. Nawet więcej niż to sobie możesz wyobrazić.
Dziadek dostał go od Gaulow jak im kazali wynosić się do getta. Rejentalnie.
Dziadek i Babcia zakazali, a i Matka mówiła po co budzić wilka.
Co się stało to się nie odstanie.
Jak Gaulów krewny przyjechał kilka lat temu, to mu daliśmy tylko tę mezuzę, co kiedyś była na drzwiach u Gaulow. Ale nic więcej nie powiedzieliśmy.
Ja kiedyś nawet poszedłem się spowiadać do księdza Musiała, co Ciebie chrzcił.
On powiedział, że to sprawa miedzy mną a Bogiem.
Ale jak Matka umarła to się zdecydowałem.
Zawsze wiedziałaś, że byłaś mojej siostry Agaty, co to ją zastrzelili przy getcie przez pomyłkę. Tego nigdyśmy przed Tobą nie ukrywali.
Wychowaliśmy Ciebie od małego i zawsze byłaś naszą córunią.
Nawet jeżeli Matka była dla Ciebie ostra, to tylko z żałości.
Ja chciałbym Ci opowiedzieć o Agacie, Twojej Mamie.
Ona zawsze była trzepnięta. Ona miała w szkole tylko jedną przyjaciółkę. Tę Gienię od Gaulów. Takie były przyjaciółki, że albo Gienia u nas spała, albo Agata u Gaulow dzionkami z Gienią przesiadywała. Nawet byliśmy trochę na nią źli, bo zaczęła mówić do nas po żydowsku.
Gaulowie nie byli za bardzo religijni, Trzymali te ichnie święta i szabat, ale bez takich tam wygibasów. A Agatę traktowali jak drugą córkę. Aż ludzie w kolo się dziwili i mówili, że Agata to pewnie jakiś podmieniec.
No ale dziewczyny pokończyły szkoły i Gienię właśnie wydali za mąż jak Niemcy przyszli.
Jak Gaulowie przenieśli się do getta, to na początku nie było tak srogo i ona tam Gienię często odwiedzała. Gienia na początku też do nas zaglądała, ale jak zaszła w ciążę to przestała. Potem się zrobiło gorzej, bo nawet przepustki przestali wydawać. A Gienia jak urodziła, to ją posłali na jakieś roboty. Ona jeszcze słaba była i gestapowiec tak się na nią zezłościł, że ją pobił do nieprzytomności. To ona leżała prawie nieprzytomna, a to niemowlę było bez opieki, bo starych Gaulow już wywieźli. To jak Agata tam się do getta prześliznęła, to dziecko zabrała do nas.
Mieliśmy to dziecko prawie sześć miesięcy jak się to nieszczęście przytrafiło. Gieni nie zrobiło się lepiej i poprosiła Agatę, że chce swoje dziecko jeszcze raz przed śmiercią zobaczyć. No i ta głupia się zgodziła. I przez piwnice do tego getta z dzieckiem poszła.
A jak wychodziła z powrotem przez tę dziurę, to akurat patrol ją nakrył. Wiem, bo Gieni mąż, co ją odprowadzał, jakoś przesłał do nas list z getta. Szucmani myśleli, że jakaś Żydówka chce uciec z getta i do niej strzelali.
Nie umarła nieboga od razu. Jak ten policjant do niej podszedł, to mu powiedziała, że jak ma Boga w sercu, to jej dziecko ma odstawic do nas.
I on przyszedł z tym dzieckiem i zaraz sobie poszedł.
To dziecko to Ty. Dlatego nigdy nie mogliśmy Tobie powiedzieć kto był Twój ojciec.
Po tym liście to już nic od niego ani od Gieni nie słyszeliśmy.
A getto zlikwidowali. Pełno tam było trupów. Resztę chyba do Treblinki powieźli.
Elżuniu kochana. To ja się w ten sposób z Panem Bogiem rozliczyłem.
Niech Bóg ma Ciebie w swojej opiece.
Twój Ojciec. Jan.