(5) DIADIA ŚTIOPA

(5) DIADIA ŚTIOPA

W telewizji znowu coś o ochronie środowiska.
Konferencja w Peru po raz nie wiadomo który ma przygotować rezolucję, która może będzie uchwalona rok później.
Przy okazji migawka z Sao Paulo gdzie sytuacja z zasobami wody zaczyna być krytyczna. Poziom w rezerwuarze wodnym jest 10 metrów poniżej normalnego.
Tam, gdzie wody brakuje, dowozi się ją samochodowymi cysternami.
Ponoć bardzo kosztowne.

Dostawa wody to dla ciebie nie nowina. Pamiętasz to jeszcze z Rosji.
Diadia (wujek) Stiopa wodowoz. Upamiętniony w jednym z filmów radzieckich.
"Udiwitielnyj wopros!
pocziemu ja wodowoz?

szto bez wody
I nie tudy i nie siudy!"

Wtedy w Rosji problemem był brak wodociągów.
A diada Stiopa był wyposażony w wóz, konia i zbiornik z wodą.

Rosja to kraj twojego wczesnego dzieciństwa.
Pamiętasz prelekcję z przeźroczami z twojej wycieczki do Sojuza?
Pokazywałeś tam też przeźrocza z grobowca Tamerlana w Samarkandzie.
Grobowiec był zamknięty od góry jakimś podłużnym, zielonym kamieniem (malachit?).
Radzieccy naukowcy postanowili zbadać zawartość grobowca.
Miejscowi bardzo odradzali.
Według legendy ruszenie tego zielonego kamienia zawsze było związane z wielkimi nieszczęściami. Naukowcy się oczywiście nie przejęli starymi zabobonami i grobowiec otworzyli.
Stało to się 15 czerwca 1941 roku.
Już tydzień później, 22 czerwca, zdarzyły się dwa nieszczęścia.
Niemcy napadły na Związek Radziecki i... ty przyszedłeś na świat!
Co pamiętasz jeszcze z tych pierwszych lat spędzonych w Sojuzie?
Oprócz diadi Stiopy? Niewiele.
Rodzice nigdy o tym nie opowiadali.
Jakby ten czas i to, co tam przeżyli, nie istniało.
Niewiele wiesz o ich ucieczce z Polski do Sojuza.
Jeszcze mniej o tym, gdzie żyli i co robili.

Urodziłeś się w Symferopolu na Krymie.
Z tego powodu czułeś się zawsze jak pół Rosjanina.
Nie bardzo mogłeś zrozumieć, dlaczego Krym nagle należy do Ukrainy.
I w przeciwieństwie do większości świata zachodniego zaakceptowałeś zupełnie bezboleśnie rosyjską aneksję Krymu.
Z Krymu nic nie pamiętasz.
Ojca z tego okresu też nie pamiętasz.
Wzięli go do "trudowoj armii" (armia pracy), gdy miałeś półtora roku.
Podróży do Łyśwy także nie pamiętasz.
Czy to w trakcie tej podróży matka cię zgubiła?
Pociąg został zaatakowany przez niemieckie samoloty i wszyscy zaczęli uciekać, żeby się ukryć w pobliskim lesie. Matka uciekała, trzymając w rękach ciebie zawiniętego w kocyk. Gdy dobiegła do skraju lasu, w kocyku nic nie było! Zawróciła i zaczęła biec z powrotem. Ludzie krzyczeli: "Kuda bieżysz? Dura!" (Gdzie biegniesz?. Głupia!) A ona biegła przez pole, żeby znaleźć swoją zgubę. Leżałeś podobno goły w bruździe i wymachiwałeś nóżkami. Wygląda na to, że na tym polu (i w tym czasie) zgubiono tylko jedno maleńkie dziecko, bo byłeś do matki bardzo podobny.
Czy to w Łyświe oddany zostałeś do tygodniowego "jasli" (żłobek/przedszkole)?
Wujek Misza powiedział ci kiedyś, że często musiał twoją mamę sztorcować, bo nie odbierała ciebie z jasli w każdą niedzielę.
Jaka ona musiała być młoda i spragniona życia.
Tobie to chyba nie zaszkodziło, bo i tak nic z tego okresu nie pamiętasz.
Może tylko piosenki śpiewane niedzielnymi wieczorami, gdy byłeś z mamą:
"Wychodiła na bierieg Katiusza...", "Papa pojechał na front wojewat'...", "O Stalinie mudrom, rodnom i lubimom. O Stalinie mudrom my piesni pajom..."
Chyba jeszcze masz gdzieś to zdjęcie z jasli, razem z dwudziestką innych dzieci, gdzie mogłeś poznać siebie tylko z powodu trzymanego w ręku misia.

Z Rosji masz jeszcze dwa zdjęcia. Pierwsze w mundurku marynarskim. Masz tam chyba trzy latka, ale gdzie i kto to zdjęcie zrobił, nie masz pojęcia.
To drugie pamiętasz, bo rodzice zostawili ciebie u fotografa na czas wywołania i wysuszenia odbitek i ... może trochę dłużej. Widziałeś zdjęcia suszące się w łazience na sznurze od bielizny i bardzo się bałeś tego świniaka, którego fotograf tam trzymał.
To mniej więcej w tym czasie dostałeś od ojca pierwsze i jedyne w życiu lanie.
Z waszego mieszkania w Łyświe pamiętasz tylko "gromkogoworitiel" (głośnik), który był włączony 24 godziny na dobę i małe krzesełko z okrągłym wycięciem na nocnik.
No i ten drewniany "sunduk" (kufer), który ojciec pomalował pewnego dnia czerwoną farbą. Następnego dnia zostałeś jak zwykle sam w domu, bo rodzice poszli z rana do pracy. Obok sunduka znalazłeś pędzel i resztki czerwonej farby. No i spróbowałeś trochę pomalować.
Pierwszy raz widziałeś rozeźlonego tatę, któremu pomalowanie białej framugi drzwi wejściowych resztkami czerwonej farby wcale nie przypadło do gustu, o czym boleśnie się dowiedział twój tyłek.
Ostatnie wspomnienie z tego czasu to podróż pociągiem do Polski. Tylko z mamą.
Tata się zmył kilka dni przed wyjazdem i odnalazł was tuż przed wjazdem pociągu na teren Polski. Okazało się, że jego szef zwędził trochę części żelaznych z magazynu, gdzie tata był magazynierem. Części zostały zużyte na wózek dziecięcy, ale w tym czasie odpowiedzialny za magazyn mógł pójść pod ścianę za mniej. Mimo to mama miała do niego pretensje, że zostawił jej na głowie wszystkie sprawy związane z wyjazdem i gdyby nie pomoc wujka Miszy to byście nigdy z Sojuza się nie wydostali.

Potem byłeś w Sojuzie jeszcze dwa razy, ale tylko jako turysta.
Pierwszy raz pod koniec lat sześćdziesiątych na wycieczce Moskwa-Taszkient-Buchara-Samarkanda.
Diadi Stiopy nie widziałeś.
Za to widziałeś panią tramwajarkę, która była bardzo uprzejma dla was "obcokrajowców", tylko po to, żeby zaraz potem zbluzgać od ostatnich pasażera, który pomylił drzwi wyjściowe z wejściowymi.
I kierowcę waszego autobusu w Moskwie, który zatrzymał autobus i szedł z powrotem do tego miejsca (100 metrów), gdzie milicjant dał ręką znak zatrzymania się.
I tłum czekających na krajowe połączenie lotnicze z Szeremietiewa, gdzie ludzie spali pokotem na marmurowej posadzce lotniska z butami pod głową (żeby nikt nie ukradł).
I ten jarmark w Taszkiencie gdzie rzeczy, które w Polsce wyrzucono by na śmietnik, szły jak gorące bułki. Tam też trzasnąłeś to przeźrocze z "diedką", którego ubranie trzymało się na ciele tylko dzięki agrafkom.
Biuro podróży pochrzaniło trochę w terminach lotów i wasz samolot z Buchary do Samarkandy poleciał dzień wcześniej bez was. Z tego powodu miałeś okazję przeżyć niekończącą się jazdę ruskim pociągiem do Samarkandy i długie, niezrozumiałe postoje pociągu w polu. Niektórzy żartowali, że w trakcie tych postoi pomocnik palacza chodził po pociągu i zbierał na opał do lokomotywy.
Wróciłeś do Polski podniesiony na duchu. Znajomi rodziców właśnie wrócili z wycieczki po Szwecji chorzy. Nie fizycznie, ale z powodu różnicy w standardzie życia. Powiedziałeś im że wybrali zły kierunek. Wycieczka do Sojuza wykurowałaby ich od razu.
Nie wszystko z tej wycieczki do Sojuza było negatywne i nieciekawe.
Poszukiwanie jakiejś knajpy w Moskwie, bo bar w hotelu "Rossija"zamykali o jedenastej wieczór. I pomoc milicjanta w jej znalezieniu i zaskoczenie z powodu faktu, że za trunki trzeba było płacić w dolarach!
Koniak pity o piątej nad ranem w barze hotelowym w Taszkiencie, bo w Polsce dopiero jedenasta wieczór. Znajoma para z wycieczki, która Taszkientu w ogóle nie widziała, bo wpadła przez pomyłkę na lokalne wesele. Przez te trzy dni pobytu przywożono ich samochodem z wesela do hotelu późną nocą i odbierano z powrotem na wesele wczesnym rankiem. Bardzo gościnnie, ale trochę męcząco.
Pobyt w Bucharze i pełno piasku w oczach, w nosie, w ustach i w pidżamie po nocy przespanej w hotelu.
Lokalni chłopcy patrzący wygłodniałymi oczami na polskie blondynki.
Wasza cena (50 kopiejek od kilograma), choć tylko pomyślana jako żart, wydawała im się za niska.
Normalna cena za narzeczoną była 3000 rubli! Jak porównałeś to z tymi 50 rublami, które jeden z tych chłopaków zarabiał miesięcznie w fabryce, to jego szanse na ożenek wyglądały raczej miernie.
Zaskoczenie faktem, że muzułmańskie wielożeństwo kwitnie nieoficjalnie w południowych republikach. Oczywiście tylko dla tych, których na to stać.
Przedział z 6 miejscami do spania na twardych ławkach w prawdziwym ruskim pociągu.
Rozdanie pościeli i "babuszka" roznosząca po przedziałach "kipiatok" (gorącą wodę na herbatę).
No i Samarkanda.
Spotkaliście tam jakieś dziewczyny i jedna z nich zaprosiła was do domu.
Pierwszy raz widziałeś dom, w którym wszystkie okna wychodziły na wewnętrzne podwórze. Przyjęła was matka dziewczyny i zostaliście poczęstowani zieloną herbatą.
Prowadziliście przyjemną konwersację, siedząc na dywanie.
Jeden z twoich kolegów oczu nie mógł oderwać od tej młodej dziewczyny.
Zażartowaliście, że on chciałby się z nią ożenić, ale matka całkiem poważnie powiedziała, że to w ogóle nie wchodzi w rachubę.
"Zacziem?" (dlaczego?) "A wyby waszu dziewoczku mogli oddat'?"
Wy: "Konieszno!" Ona: "A my nie możem".
Jeden z twoich kolegów:" A jesliby mogli, to kotoromu z nas by oddała?"
Matka popatrzyła na was i wskazała na ciebie.
Byłeś wtedy opalony i miałeś na sobie białe spodnie, białą koszulę, białe tenisówki i..."tubitejkę" na głowie.: "Jemuby dała". "A zacziem?" "A potomu szto on takoj na jewrieja pochożyj!"

Dwa lata później byłeś w Soczi w pionierskim ośrodku wypoczynkowym.
Nie obyło się oczywiście bez obowiązkowego "szkolenia".
Mieliście dobry ubaw z tego Afrykańczyka, który próbował nieudolną ruszczyzną opowiedzieć wam o bezeceństwach kapitalistycznych na czarnym lądzie.
Ale wycieczka nad jezioro Rica autobusem, którego połowa wisiała nad przepaścią na większości górskich zakrętów, słońce, lazurowe niebo i wspaniała plaża Morza Czarnego wynagradzała to z nawiązką.
To nic, że silne reflektory przeczesywały teren nadmorski i że plaża była zamknięta przez całą noc, bo Morze Czarne to granica, choć do tureckiego wybrzeża jest 400 kilometrów!
Plaży pilnował także strażnik. Też diadia Stiopa, ale nie ten sam.
Oprócz pensji strażnika miał on małą rentę inwalidzką za rękę utraconą w trakcie II wojny światowej. Z dumą opowiedział wam, że na ostatniej konferencji weteranów wojennych jeden z generałów zgłosił wniosek o wystąpienie do Rady Najwyższej ZSRR z prośbą o zlikwidowanie takich rent, bo to za duże obciążenie finansowe dla ojczyzny!
"Zawsze niech będzie słońce...
Zawsze niech będzie niebo..."
Ale czy zawsze będzie Diadia Stiopa?

December 2014
Alex Adelist

Published in „Plotkies”