Żydowskie Walentynki
Żydowskie Walentynki
Melissa Steinberg Brodsky
Należę do mojego
ukochanego... אֲנִי לְדוֹדִי וְדוֹדִי לִי
Ani L'dodi V'dodi Li
"Należę do mojego ukochanego, a mój ukochany jest mój".
Te słowa są wyryte na złotych obrączkach ślubnych i zapisane w ketubie (umowa
przedmałżeńska w judaizmie), ale ich puls jest o wiele starszy niż one obydwa.
One pochodzą z Szir HaShirim, Pieśni nad Pieśniami, gdzie miłość nie jest
pośpieszna ani skryta. Jest opowiadana w gajach i niesiona własnym oddechem.
To jest obopólne przymierze.
W świecie, który może wydawać się twardy, judaizm zawsze chronił miłość jako
coś świętego. Nie coś kruchego. Nie coś ulotnego. Ale coś świętego.
Na długo przed współczesnymi Walentynkami obchodziliśmy Tu be-Aw – nasz
starożytny dzień radości.
Wyobraź sobie jerozolimskie córy wchodzące do winnic ubrane na biało. To nie
były jakieś wyszukane ubiory ani symbole statusu. To były pożyczone szaty, by
nikt nie wiedział, kto tu jest księżniczką, a kto żebraczką. By nikt nie czuł
się zażenowany, a miłość mogła narodzić się bez ciężaru porównywania.
W tych winnicach miłość nie była transakcją. Ona była początkiem. Była
obietnicą.
Stara tradycja głosi, że Tu be-Aw był również wielkim dniem sadzenia. Był to
ostatni dzień roku, w którym można było posadzić nowe drzewo w ziemi, by było
one "koszerne" na nadchodzący rok. Jest w tym coś niesamowicie poetyckiego:
tego samego dnia, w którym szukaliśmy miłości, zapewnialiśmy również przyszłość
naszych zbiorów. Zapuszczaliśmy korzenie.
Miłość nigdy nie była tylko romansem. To była kontynuacja. To spokojna odwaga,
by budować dom, marzyć o ślubach i wychowywać dzieci… nawet w tak niepewnych
czasach. To nić, która łączy winnice w starożytnej Judei z dzisiejszymi naszymi
domami na całym świecie.
Ani L'dodi V'dodi Li. Wybierać siebie nawzajem. Wybrać radość. Wybrać
utrzymywanie naszej historii przy życiu.
W świecie pełnym zgiełku ten wybór może być najpiękniejszym z wszystkiego co
czynimy.
Szczęśliwych Walentynek.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier