Żydowskie kolana
Żydowskie kolana już nie trzęsą
Mitch Schneider, Luty 2026
Jest pokolenie
amerykańskich Żydów, które już się nie tłumaczy. Nie przepraszają, zanim
zabiorą głos. Nie udowadniają swojej lojalności. Nie cofają się, gdy ktoś
próbuje zamienić ich prawa obywatelskie w debatę na temat polityki
zagranicznej. Przychodzą, by powiedzieć to, co trzeba, a gdy ktoś próbuje ich
wytrącić z równowagi, nie cofają się.
W zeszły poniedziałek jeden z nich wszedł do sali obrad w Waszyngtonie i
pokazał całemu krajowi, jak to wygląda. Jak brzmi moralna jasność, gdy nie jest
prezentowana przed kamerami, lecz wygłoszona wprost, przed władzą, przez 27-latka,
który przyszedł, aby mówić o Ameryce i odmówił mówienia o czymkolwiek innym.
Ten młody człowiek, Alexander (Shabbos) Kestenbaum, który niedawno uzyskał
dyplom w Harvard Divinity School, wniósł pierwszy pozew przeciwko
Uniwersytetowi Harvarda w imieniu żydowskich studentów, dając precedens prawny
dla siedmiu podobnych pozwów w Stanach Zjednoczonych.
W zeszły poniedziałek Kestenbaum stanął przed Komisją Wolności Religijnej
Białego Domu. Posiedzenie odbyło się w
Muzeum Biblii w Waszyngtonie. Obok Kestenbauma zasiedli miedzy innymi rabin Ari
Berman, rektor Yeshiva University, i Yitzy Frankel, główny powód w sprawie o
prawa obywatelskie przeciwko Uniwersytetowi Kalifornijskiemu. Przebyli tam oni,
by zeznawać na temat tego, co dzieje się z amerykańskimi studentami na
amerykańskich kampusach.
Kestenbaum podziękował Komisji za rozpoczęcie czegoś, co poprzednia
administracja odmówiła przeprowadzić, a następnie wskazał na powody dlaczego to
ma znaczenie wykraczające poza granice jednej społeczności.
Kastenbaum mówił o studentach Uniwersytetu Stanowego Oklahomy skandujących
hasła przeciwko mormonom i o dewastacji szkoły katolickiej w Long Beach w
Kalifornii.
Kastenbaum powiedział, że studiując w Harwardzie, siedział prawdopodobnie z
przyszłym kongresmenem, senatorem, a nawet prezydentem Stanów Zjednoczonych. Bo
te instytucje rzekomo kształcą kolejne pokolenie amerykańskich przywódców. Ale jeśli
przyszli amerykańscy decydenci, przyszli sędziowie i ławnicy, przyszli autorzy
książek, są uczeni nienawiści do cywilizacji Zachodu, do swojego kraju i do
innych ludzi ze względu na ich tożsamość religijną, to nie jest to już tylko
kwestia antysemityzmu. To uderza w samo sedno amerykańskiej demokracji. I to prowadzi
nas niestety do Uniwersytetu Harvarda.
Kilka dni po 7 października zamaskowany student stanął przed tysiącem studentów
i profesorów Harvardu i nazwał Hamas bojownikami o wolność. Reakcją tysiąca
przyszłych amerykańskich liderów były gromkie brawa. Nikt nie wyszedł z sali.
Nikt tego nie zakwestionował ani nie potępił.
Te brawa dały przyzwolenie na to, co nastąpiło później.
Dwa tygodnie później żydowski student z Izraela został zaatakowany fizycznie w
Harvard Business School. Nagranie można obejrzeć na YouTube.
A oto, co stało się z osobami, które go zaatakowały: jeden otrzymał stypendium
w wysokości 65 000 dolarów od Harvard Law School na staż w organizacji o
znanych powiązaniach z Hamasem, a drugi otrzymał tytuł marszałka klasy na
uroczystości ukończenia studiów na Harvardzie. Nie zostali wydaleni. Nie zostali
zawieszeni. Zostali nagrodzeni. A sytuacja zaostrzyła się. Izraelska studentka
została poproszona przez profesora o opuszczenie sali wykładowej, ponieważ jej
narodowość jest nieprzyjemna dla innych studentów, a amerykański Żyd został
opluty za noszenie jarmułki.
A potem pozwolono na coś, co normalnie powinno było z dnia na dzień zakończyć
kariery na Harvardzie. Pracownik Harvardu zdewastował plakaty z zakładnikami,
napisał, że główka porwanego dziewięciomiesięcznego dziecka "nadal jest na
miejscu", rzucił wyzwanie Kestenbaumowi, by ten stanął do dyskusji na temat, czy
Żydzi zorganizowali zamachy z 11 września, oraz opublikował nagranie, na którym
wymachuje maczetą z wizerunkiem Kestenbauma, twierdząc, że chodzi mu o coś
więcej niż krew – że chodzi mu o "syjonistyczną mafię".
Kestenbaum i jego zespół dziesiątki razy telefonowali i posyłali e-maile do
Uniwersytetu Harvarda na temat tego pracownika i do dziś nie dostali
odpowiedzi.
Potem zaczęło się na kampusach. Zamaskowani studenci, którzy mianowali się
"marszałkami bezpieczeństwa", szli za wyraźnie żydowsko wyglądającymi
studentami i mimo protestów filmowali. Kestenbaum poinformował o tym rektora
uniwersytetu.
Reakcja rektora Harvardu, Alana Garbera, na to, co się działo na kampusach była
niezwykła: jeśli zgodzicie się zlikwidować namioty, umożliwimy wam spotkanie z
zarządcami funduszu powierniczego Harvardu w celu omówienia zaniechania
inwestycji w Izraelu. Jeśli zgodzicie się spakować namioty, umożliwimy wam
spotkanie z kadrą naukową, aby omówić utworzenie palestyńskiego ośrodka
studiów. S
pośród setek studentów, którzy naruszyli zasady etyczne Harvardu, żaden nie
został wydalony, żaden nie został zawieszony, ani nie został ukarany w
jakikolwiek wymierny sposób.
Przesłanie, które Alan Garber posłał do amerykańskich studentów, było
jednoznaczne. Wzywajcie do intifady wystarczająco głośno, szykanujcie żydowskich
studentów wystarczająco długo, zdewastujcie wystarczająco dużo mienia
uniwersyteckiego, a Harvard znajdzie dla was miejsce przy stole.
Kastenbaum złożył pierwszy w swoim rodzaju pozew o naruszenie praw
obywatelskich. Sprawa Kestenbauma przeciwko Harvardowi była pierwszą sprawą
dotyczącą naruszeń praw obywatelskich żydowskich studentów na amerykańskim
kampusie uniwersyteckim, gdzie doszło do procesu i gdzie Harward był zmuszony
do zawarcia poufnej ugody. Siedem kolejnych pozwów w całym kraju powołało się
na ten prawny precedens.
Kończąc swoje wystąpienie, Kastenbaum powiedział, że atak na jednego
chrześcijanina to atak na jednego Żyda, a atak na jednego Żyda to atak na
jednego chrześcijanina. Jesteśmy w tym razem.
Kastenbaum powiedział Ameryce, że jako ortodoksyjny Żyd wie, że ten kraj byłby
o wiele silniejszy i lepszy, gdyby więcej młodych chrześcijan chodziło do
kościoła, gdyby więcej młodych chrześcijan studiowało i uczyło się Nowego i
Starego Testamentu, i gdyby młodzi chrześcijanie wierzyli i poznawali wartości
i nauki Jezusa.
27-letni ortodoksyjny Żyd na posiedzeniu w sprawie antysemityzmu zakończył
przemówienie nie skargą, ale wezwaniem do odnowy chrześcijańskiej. Ponieważ
rozumie to, co prezydent Waszyngton rozumiał już w 1790 roku. Że tradycja
judeochrześcijańska nie jest tematem do dyskusji. Jest fundamentem.
Członek Komisji, Carrie Prejean Boller, która miała przypiętą do klapy
przypinkę z palestyńską flagą, spędziła większość przesłuchania na swoim
telefonie. Potem odłożyła telefon i zaczęła liczyć. A potem zapytała Kastenbauma:
"Skoro wspomnieliśmy o Izraelu w sumie 17 razy, czy jest pan gotów potępić to,
co Izrael zrobił w Strefie Gazy?"
To nie było spontaniczne pytanie. Członek Komisji na przesłuchaniu w Białym
Domu w sprawie amerykańskiej wolności religijnej, noszący w klapie flagę obcej
sprawy, oskarżający Amerykanina pochodzenia żydowskiego o lojalność wobec
obcego kraju. Człowieka, który mówił o mormonach, szkołach katolickich i
fundamentach cywilizacji zachodniej i który właśnie zakończył swoja wypowiedz zachęcając
młodych chrześcijan do chodzenia do kościoła.
Kestenbaum spojrzał na nią i powiedział: "Jedyne ludobójstwo, jakie
kiedykolwiek miało miejsce, miało miejsce 7 października, kiedy Hamas próbował
zabić każdego mężczyznę, kobietę i dziecko, jakiego udało im się znaleźć. Może pani
nienawidzić Żydów. Naprawdę mi to nie przeszkadza. Przeszkadza mi tylko, gdy
ludzie łamią prawo. Czy ludzie nienawidzą Żydów? Myślą, że Żydzi kontrolują
banki? Myślą, że Żydzi mają rogi? No to niech myślą! Ale to zaczyna być ważne kiedy ludzie łamią
prawo, a taki jest cel tej Komisji".
Za każdym razem, gdy w Ameryce omawiane są prawa obywatelskie Żydów, ktoś
kieruje palce na Izrael. Za każdym razem, gdy dokumentowany jest antysemityzm,
ktoś mówi "ale Gaza".
Za każdym razem, gdy amerykański Żyd mówi o dyskryminacji na amerykańskiej
ziemi, musi najpierw zdać test lojalności, musi najpierw potępić obcy kraj,
zanim jego prawa obywatelskie zostaną uznane za realne.
Żadna inna grupa mniejszościowa w Ameryce nie staje przed takim testem. Nikt
nie żąda, by czarnoskórzy obrońcy praw obywatelskich potępiali przemoc w
krajach afrykańskich, zanim ich prawa zostaną uznane. Nikt nie żąda, by
katoliccy Amerykanie potępiali politykę Watykanu, zanim ich godność zostanie
ochroniona. Tylko Żydzi.
Boller spróbowała najstarszej sztuczki z podręcznika. Chcesz rozmawiać o
żydowskich prawach obywatelskich? Najpierw potęp Izrael. Najpierw udowodnij, że
nie jesteś jednym z nich. Najpierw okaż swoją lojalność, zanim uznamy twoje
prawa. To nie zadziałało.
Bo Kestenbaum reprezentuje pokolenie amerykańskich Żydów, którym kolana już nie
drżą. Którzy nie przepraszają za to, że są Żydami, za to, że są szczerzy, za
to, że odmawiają przyjęcia warunków mających na celu ich delegitymizację, zanim
wypowiedzą choć słowo.
Potomek Żydów, którzy uciekli po Nocy Kryształowej do Ameryki, stanął przed
komisją w Waszyngtonie, zeznawał w imieniu Ameryki. Nie mówił o Izraelu. Mówił
o Ameryce. Bo jest Amerykaninem.
Tak wygląda żydowska duma w 2026 roku. Nie agresywna. Nie defensywna. Po prostu
szczera.
Polskie tłumaczenie i kompilacja tekstu Alex Wieseltier
https://sharingfromisrael.substack.com/p/shabbos-kestenbaum-white-house-antisemitism-testimony