ZYDOKOMUNA

2019-04-04

ŻYDOKOMUNA
Zastanawiam się, które określenie jest bardziej prawdziwe. „Żydokomuna” czy „żydowscy komuniści". Czy może „komuniści żydowskiego pochodzenia w służbie polskiego reżimu narzuconego przez Sowietów"!? Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że oni wprowadzali żydowski reżim w Polsce?!
O co w tej „Żydokomunie” chodzi? Już słyszę podpowiedzi typu „nadreprezentacja” (czyli „zażydzenie”) polskich władz komunistycznych, Minc, Zambrowski, Berman, Światło, Różański, Fejgin, Brystigerowa, Romkowski, Wolińska, Szechter, Morel i wiele innych.
Podobno największe zażydzenie wykazywało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) i Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (KdsBP). W ponad 600-stronicowym opracowaniu IPN-u „Aparat Bezpieczeństwa w Polsce. Kadra Kierownicza”, pan profesor Szwagrzyk podaje na stronie 59 tabelkę, z której wynika, że na 450 stanowisk kierowniczej kadry MBP 167, czyli ponad 37%, było obsadzonych osobami żydowskiego pochodzenia. Podobną sytuację pokazuje druga tabela, gdzie na 249 osób zatrudnionych w KdsBP znajdujemy 86 takowych osób. Co prawda wyszczególnienie osób na kierowniczych stanowiskach w MBP i KdsBP, podane na stronach 77-96, obejmuje 303 nazwiska, a po skasowaniu dubletów i kwadrupletów tylko 198 i znajdujemy tam „tylko” 50 osób żydowskiego pochodzenia (gdzie się podziała reszta kierowników i Żydów panie Szwagrzyk?!), ale te 25% wydaje się też imponujące, w porównaniu z może 1%, który Żydzi stanowili w Polsce zaraz po wojnie (i to jeszcze przed masową ucieczką w ciepłe kraje). Te 25% koreluje dosyć dobrze z procentem żydowskich komunistów w przedwojennej KPP, ale to nic nie wyjaśnia. Faktem jest, że znakomita większość kierowniczego aparatu centralnych organów bezpieczeństwa to ludzie, którzy znaleźli się po wybuchu wojny w ZSRR i jako tacy, po przejściu NKWD-owskiego szkolenia, dostali stempel przyzwolenia. Skoro większość Żydów uratowała się właśnie w Związku Radzieckim, dotyczyło to również żydowskich komunistów, którzy razem z polskimi komunistami zostali przez władze sowieckie przygotowani do przejęcia i utrzymania w Polsce komunistycznego reżimu.
I tutaj moglibyśmy wypominać, że tylko Różański, Romkowski i Fejgin zostali skazani za swoja działalność w UBecji i próbować wytłumaczyć, dlaczego ani wieloletni minister MBP, Stanisław Radkiewicz, ani jego polscy współpracownicy, nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za te same czyny.
Moglibyśmy również dyskutować na temat 1100 prokuratorów i sędziów reżimowych, którzy wydali ponad 100 tysięcy wyroków za „działalność antypaństwową”, gdzie na 5600 wydanych wyroków śmierci, 2500 IPN uznał za zbrodnie sądowe. Wypominać ilość wyroków śmierci orzeczonych przez sędziów pochodzenia żydowskiego i porównywać je z rekordzistą Włodzimierzem Ostapowiczem (300 wydanych wyroków śmierci), czy Julianem Giemborkiem (tylko 125 wyroków śmierci), gdzie żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej.
Moglibyśmy także dyskutować, co by było, gdyby te osoby żydowskiego pochodzenia były od razu podmienione przez rdzennych Polaków i czy samopoczucie obecnego pokolenia Polaków byłoby lepsze, czy gorsze z powodu świadomości, że to reżimowi rodacy zrobił ten gnój w całych 100%.
Bo w to, że brak Żydów w tych organach przemieniłby w cudowny sposób reżim komunistyczny w wolną Polskę, chyba nikt naprawdę nie myśli?!
Więc lepiej zajmijmy się tymi żydowskimi komuchami.
Kim oni byli? Z definicji ideowymi komunistami, którzy wierzyli, że nowa Polska będzie krajem, gdzie idee wolności, równości i braterstwa będą wcielone w życie. Gdzie równość oznacza brak różnicy między panem i chłopem, robotnikiem i inteligentem, gdzie ludzi nie dzieli się na wierzących i niewierzących, Polaków i Żydów. Kraj, który trzeba zbudować. A przede wszystkim bronic przed wrogami tego raju na ziemi. W praktyce była to zbieranina mniej lub bardziej ideowych karierowiczów. Żądnych władzy i przywilejów. Również oportunistów, którzy widzieli w tym okazję dla samych siebie. Coraz bardziej skorumpowanych naciskiem reżimowym i zatracających resztki poczucia sprawiedliwości społecznej, czy nawet zdrowego rozsądku. Tak jak cała reszta ich rdzennie polskich współpracowników.
Czy oni to robili dlatego, że byli Żydami? Żeby się odegrać na Polakach za wszystkie krzywdy? Jestem pewny, że trochę takich też było, choć ten element nie był ich głównym motorem. Większość czuła się jednak Polakami i komunistami. Swego pochodzenia, mimo najszczerszych chęci, nie mogli się pozbyć. Część z wyglądu, część z kaleczonego języka polskiego, a wszyscy dlatego, że wiedziano dobrze, kim oni są. To ich pochodzenie przyszło do nich z powrotem w momencie, kiedy zostali oni wypluci na zewnątrz tej maszyny reżimowej, do której czuli przynależność. Część dostała jeszcze możliwość działania w trybikach na zewnątrz aparatu. Ale ci zupełnie „wypluci” wiedzieli, że głównym powodem było ich pochodzenie. I zamiast wegetacji zbliżonej do milionow szarych obywateli mieli oni możliwość wykorzystania swego pochodzenia do opuszczenia Polski. Nie z powodu jakichś tam uczuć narodowych czy religijnych, tylko z czystego oportunizmu. Ich żydowskość była dla nich bardziej oportunistyczną możliwością ucieczki od odpowiedzialności niż powrotem do korzeni.
Biorąc pod uwagę powyższe rozważania, uważam, że mówienie o „żydokomunie” jest po prostu oskarżaniem tych ludzi o bycie przede wszystkim Żydami, kiedy oni przede wszystkim byli komunistycznymi lokajami.

Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode
Lav din egen hjemmeside gratis!