WYSSANE Z MLEKIEM MATKI

WYSSANE Z MLEKIEM MATKI
Obserwując od ładnych kilku lat dyskusje polsko-żydowskie zastanawiałem się, skąd się bierze tyle negatywnych uczuć i chęci dokopania adwersarzom. Skąd te negatywne tendencje się biorą? Jedni powiedzą, ze z niezbitych faktów, które takie negatywne podejście sankcjonują. Drudzy powiedzą, ze z powodu zakorzenionej niechęci, czy nienawiści.
Moja teoria mówi, że to wszystko zostało wyssane z mlekiem matki!
Wyobraźcie sobie źle oświetlony lokal sklepowy, a w nim pejsatego faceta z krogulczym nosem w mycce i przybrudzonym chałaciku z granatowej podszewki. Już widzę rozbawienie wśród niektórych, którzy sobie prawie fizycznie dołożyli ostry zapach czosnku i starej cebuli. I to nawet wśród tych, którzy są daleko od antysemityzmu. Ot, po prostu taki obrazek żydowskiego sklepikarza sprzed wojny.
I widzę też masę oburzonych twarzy. Antysemityzm najgorszego sortu! Bo ONI zawsze tak sobie nas wyobrażają! Nie żadnych tam Einsteinów czy Rubinsteinów. Tylko śmierdzącego Żyda z krogulczym nosem!
Najdziwniejsze jest to, że ani jedni, ani drudzy takiego faceta na oczy nie widzieli.
Więc skąd on się w ich wyobrażeniach wziął?
U tych rozbawionych? Tak. Ten obraz wyssali oni z mlekiem matki!
Może nie dosłownie, ale z dużym prawdopodobieństwem z opowiadań dziadków, którzy może sami takiego Żyda nie widzieli, ale pamiętają, że ich rodzice u takiego przed wojną handlowali.
Powyższe to taka przerzutnia myślowa.
Jeżeli zamienimy tego faceta w sklepiku na żydowskiego kamienicznika, właściciela fabryki, bogatego adwokata, czy cos w tym guście, to każdy przed wojną urodzony dziadek czy babka takich widzieli, o takich słyszeli lub czytali. Wiec ich informacje wydawały się bardzo wiarygodne. Nawet kiedy wydźwięk tych informacji był negatywny, a czasami wręcz wrogi. Szczególnie, że odpowiedni dobór dokumentacji w mowie i w piśmie (lub w sieci) bardzo łatwo mógł potwierdzić lub nawet wzmocnić to negatywne wrażenie.
Czy to „wyssanie z mlekiem matki” odnosi się tylko do tych „śmieszków"?
Może to zdziwi tę drugą stronę, ale to jej również dotyczy.
Ta grupa dyskutantów składa się w przeważającej części z ludzi, którzy na oczy nie widzieli żydowskiego życia przed wojną, czy też okresu okupacji. Tak, jak to było z tą pierwszą grupą, ich informacje to przekaz ocalałych lub ich potomków. Oni sami, dzięki Bogu za to, nie mają za dużo własnych doświadczeń tego typu.
Już słyszę głosy grupy „podróżników 68”, bo oni przecież wyjechali z Polski przez antysemityzm. Więc jak mogę twierdzić, że ich animozje do Polski i Polaków są "wyssane z mlekiem matki"?
Sam jestem takim „podróżnikiem". I nie wyjechałem z Polski, bo na Zachodzie mogło mi być lepiej. Nie. Wyjechałem, bo dano mi do zrozumienia, że jestem tutaj elementem obcym i niepożądanym. Wyjechałem, bo nawet ci, którzy nie dołączyli się od grupy krzyczących „Syjoniści do Syjamu”, nabrali wody w usta. Wyjechałem, bo pamiętałem prawie każdy mniejszy lub większy prztyczek, przeżyty na własnej skórze z powodu mojego pochodzenia. Wyjechałem, bo takiego losu nie mogłem i nie chciałem zgotować moim dzieciom. Ale to wszystko, to była tylko ostatnia kropla, która przelała ten już pełny kielich goryczy. Bo wyjechałem przede wszystkim dlatego, że pamiętałem wszystko to, co moja matka mi opowiadała o stosunkach polsko-żydowskich przed wojną. Bo pamiętałem o Żydach, którzy zaraz po wojnie opuszczali Polskę, tak szybko, jak do niej wrócili. Bo pamiętałem o Żydach, którzy przeżyli okupację w Polsce i wyjechali, jak tylko mieli ku temu okazję. Wyjechałem, bo pamiętałem o losie moich dziadków, babć, wujków, cioć i krewnych. I pamiętałem, jak to się zaczęło.
To właśnie to nazywam „wyssane z mlekiem matki". I właśnie to dotyczy również „podróżników 68”, choć znakomita ich większość była na tyle młoda, że decyzje o wyjeździe podjęli ich rodzice, bez zbytniego wtajemniczania ich w historie „wyssane z mlekiem matki".
To tutaj leży pies pogrzebany. I w pamięci Polaków i w pamięci Żydów. Mało tutaj osobistych przeżyć. Za to dużo historii, która nie daje o sobie zapomnieć i staje się jakby ważniejsza niż teraźniejszość.
I to prawda. Niektórych rzeczy nie wolno zapomnieć. Ale życie ma też swoje prawa.
I dopóki nie będziemy w stanie oddzielić tych dwóch rzeczy, nie będziemy mieli szans na prawdziwe pojednanie.

Alex Wieseltier
Luty 2020