WUJEK TOLEK

2020-04-23

WUJEK TOLEK

Cześć Kasia! Dostałaś zdjęcia? Ładne, nie?
Ten wisiorek? Tak, masz racj
ę. To jest orientalny wisiorek. Skąd go mam? To od mojej ciotki z Izraela. Że co? Że nie wiedziałaś, że jestem Żydówką? Bo nie jestem! Moja mama? Moja mama jest też rodowitą Polką! Ojciec też! Babcia? Babcia też jest Polką. I Dziadek, co zginął w Powstaniu, też był rdzennym Polakiem! Ciotka z Izraela? Nie. Ona jest 100% Żydówka! Że co? Że to nie trzyma się kupy? Bo z tą ciotką to bardzo zagmatwana historia! Mama mi ją kiedyś opowiedziała.
Ty wiesz, że po upadku Powstania moja babcia została sama z dwojgiem dzieci. Wujek Tolek miał pięć lat a moja mama dwa. Babci było bardzo ciężko, ale jakoś przeżyli do wyzwolenia. Wujek Tolek był zawsze ten dorosły. Jak babcia szła do pracy, to on zajmował się mamą i domem. Nawet jak już zaczął chodzić do szkoły, to więcej siedział w domu i pomagał babci, niż latał z rówieśnikami. Nawet na studiach łapał się jakichś dodatkowych robót, żeby pomóc babci. Zrobiło się trochę łatwiej kiedy moja mama dorosła na tyle, że mogła przejąć trochę obowiązków domowych. Wujek Tolek na studiach poznał dziewczynę. I zupełnie na jej temat zwariował. W domu ciągle opowiadał babci i mojej mamie, jaka to ta Mila jest wspaniała. I że mają ten sam smak, te same skojarzenia, te same reakcje na wszystko i że on czasami ma wrażenie, że mimo różnicy wieku oni są jednojajowymi bliźniakami! W końcu przeprowadził to cudo do domu. A ona zawojowała od razu i babcię i mamę! I zaczęła u nich często bywać. Babcia zapraszała ją na obiady, bo Mila mieszkała sama. Jej rodzice mieszkali na Śląsku. Mila była jedynaczką, ale kiedyś powiedziała, że jej mama miała przedtem syna, który zginał jako malutkie dziecko w czasie okupacji. Tolek i Mila byli nierozłączną parą. I rzeczywiście byli do siebie podobni. Nawet z rysów twarzy. Tyle tylko, że ona miała o wiele ciemniejsze włosy. Potem zaczęli mówić o małżeństwie. To były dawne czasy, więc życie na kocią łapę nie było jeszcze w modzie. Babcia zaczęła się wypytywać Milę o jej rodzinę. Było wiadomo, że Mila jest Żydówką, ale ani ona, ani Tolek do żadnej religii nie mieli nabożeństwa. Babcia była trochę religijna. Wujek Tolek i moja mama byli ochrzczeni i mieli komunię. Ale babcia nie miała nic przeciwko ślubowi cywilnemu. Kiedyś Mila przyniosła zdjęcia. Na jednym z nich była Mili mama. Babcia zapytała się Mili, skąd jej mama pochodzi i jakie miała nazwisko panieńskie. Mila nie wiedziała, ale przyrzekła zapytać się o to przy okazji. Babcia zapytała, czy może także zapytać mamę, w jakich okolicznościach zginął ten jej pierwszy syn. Zdziwiło to trochę Milę, ale ponieważ jechała właśnie do rodziców, przyrzekła się zapytać również i o to.
Kiedy Mila wróciła, przyszła do nas tego samego wieczora. I powiedziała, że dzięki babci dowiedziała się, co się stało z jej starszym bratem. Mamy pierwszy mąż zginął w obronie Warszawy, a ona wylądowała w getcie razem z Natanem, jej synem, który urodził się miesiąc przed napaścią Niemców na Polskę. Na samym początku 1941 roku uciekła z dzieckiem z getta i ukrywała się przez kilka miesięcy. Pewnego dnia, kiedy wyszła na rynek po zakupy, złapali ją dwaj szmalcownicy i zażądali od niej pieniędzy. Ona pieniędzy nie miała i próbowała uciec. Ale oni złapali ją kilka przecznic przed jej mieszkaniem i tak byli wkurzeni, że zawieźli ją na posterunek policji. Stamtąd wywieziono ją do obozu, w którym przeżyła do końca wojny. Tam też poznała swojego obecnego męża. Zaraz po wyzwoleniu z obozu, matka Mili pojechała do Warszawy, ale dom, w którym się przechowywała, już nie istniał i nikt nie mógł jej nic powiedzieć. Babcia przez cały czas tego opowiadania zachowywała się bardzo dziwnie. Tak jakby nie mogła złapać oddechu albo chciała coś powiedzieć i nie mogła. Potem zapytała się Mili, jakie jej matka miała wtedy nazwisko. Mila odpowiedziała, że nazwisko pierwszego męża mamy było Birnbaum, ale jej mama ukrywając się używała swojego panieńskiego nazwiska, które brzmiało bardziej polsko. W papierach stało Bodek, ale akurat nie miała ich przy sobie, a na policji nawet nie miała szansy o tym wspomnieć. I tu babcia wszystkich zaskoczyła, Bo zapytała "Bodek? Nie Brodek?". Mila powiedziała, że bardzo możliwe, bo nie zwróciła na to uwagi, jak jej matka o tym mówiła. Mila bardziej była przejęta losem swojego brata. Wyglądało na to, że to niespełna dwuletnie dziecko zostało samo w tym mieszkaniu. I pewnie umarło z głodu, bo mama Mili na policji nie pisnęła ani słowem o mieszkaniu i dziecku.
Kiedy Mila sobie poszła, babcia zamknęła się z wujkiem Tolkiem w pokoju. Po jakimś czasie wujek Tolek wyleciał jak z procy z pokoju i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Moja mama weszła do pokoju i zapytała babci, co się stało i dlaczego wujek Tolek wyleciał taki rozgniewany. Babcia powiedziała "Bo on nie może się ożenić z Milą". Więcej nie chciała tego wieczora powiedzieć. Wujka Tolka nie było w domu dwa dni. W końcu babcia skontaktowała się z Milą i poprosiła, żeby namówiła wujka Tolka, żeby przyszli razem i posłuchali, co ona ma do powiedzenia. Mila też była wkurzona na babcię, bo wujek Tolek zdążył jej o tym powiedzieć, ale w końcu zgodziła się i oboje przyszli wieczorem do babci.
Atmosfera była grobowa. Babcia powiedziała, że ona doskonale ich rozumie. Ale oni muszą spokojnie wysłuchać, co ona ma do powiedzenia i wtedy zrobią, co zechcą.
Otóż tuż przed wojną, babcia dostała w Warszawie pracę i miała małe mieszkanie blisko swojego miejsca pracy. Po zajęciu Warszawy przez Niemców i powstaniu getta, na ulicy, na której ona mieszkała, było pełno pustych mieszkań po Żydach, którym kazano się przenieść do getta. Niektóre były już zajęte. Część przez tych, co musieli się wyprowadzić z mieszkań, gdzie zrobiono getto, a część przez tych, co mieli możliwość poprawienia swoich warunków mieszkaniowych.
Moja babcia zauważyła, że ktoś się wprowadził do pustego mieszkania obok, bo słyszała stamtąd jakieś odgłosy. Po jakimś czasie zobaczyła, że to była jakaś kobieta, która bardzo rzadko z tego mieszkania wychodziła. A z mieszkania od czasu do czasu dochodził płacz małego dziecka.
Któregoś dnia, wracając z pracy, zwróciła uwagę na tumult na ulicy. Zapytała się kogoś co się dzieje i dowiedziała się, że złapali jakaś Żydówkę. Następnego dnia słyszała za ścianą płacz dziecka, ale nie słyszała tej kobiety. To samo było następnego dnia. Kobiety ani nie widziała, ani nie słyszała, ale nie było jej przecież w domu od rana do późnego popołudnia, bo chodziła przecież do pracy. Minął jeszcze jeden dzień i ten dziecięcy głosik był jakby słabszy. Postanowiła sprawdzić co się tam za ścianą dzieje. Drzwi wejściowe były zamknięte, ale dały się otworzyć zwykłym kluczem. W mieszkaniu znalazła małego chłopczyka, który leżał jak go Bozia stworzyła w swoich rzygach i odchodach. Dziecko nawet nie zareagowało, kiedy do niego podeszła. Ale widać było, że w dalszym ciągu oddycha. Umyła je, przewinęła i dała trochę płynu. Nie bardzo wiedziała co robić, więc położyła je ponownie do oczyszczonego łóżeczka i poszła do siebie. Następnego dnia, przed wyjściem do pracy zapukała do mieszkania i nie spodziewając się odpowiedzi weszła do środka. Dała dziecku trochę mleka i poszła do pracy. Wieczorem przyszła z mlekiem i kromką chleba posmarowanego smalcem, na które dziecko rzuciło się łapczywie. Po kilku dniach dziecko zaczęło ją poznawać i wyciągać do niej rączki uśmiechając się radośnie. Po tygodniu postanowiła przenieść dziecko do siebie. Przedtem przeszukała cale mieszkanie i jedyne, co znalazła, był jakiś dokument na nazwisko Felicja Brodek. Przez następny miesiąc obserwowała, czy ktoś po to dziecko przyjdzie, ale nikt się nie pojawił. Nawet nie pamięta, kiedy zaczęła go traktować jak własne dziecko. Matczyna miłość przyszła tak naturalnie, że nigdy się nad tym nie zastanawiała. Tak jak naturalne dla niej było powiedzieć dziadkowi, którego poznała pod koniec tego samego roku, że jej syn ma na imię Anatol. Kiedy się pobrali, wyrobili Anatolowi papiery z nazwiskiem dziadka. I tak już pozostało. Anatol był zawsze jej ukochanym synem i nawet nie przyszło jej do głowy powiedzieć mu, że miał inną matkę. Ale teraz sytuacja wymaga, żeby prawda wyszła na jaw.
Czekaj. Muszę sobie wytrzeć nos, bo się od tego popłakałam!
Ale jedźmy dalej. Po tej opowieści wszyscy się popłakali, a wujek Tolek objął babcię i powiedział, że to ona dała mu życie i że nigdy sobie nie wyobrażał innej matki niż ona.
On spotkał potem swoją biologiczną matką. Powiedział kiedyś mojej mamie, że rozumowo wiedział, że jego biologiczna matka nie miała wpływu na to, co się stało, ale podświadomie miał o to do niej pretensje. Ona to chyba czuła, bo najpierw to była jakby w euforii, a potem taka jakaś smutna. Bo wujek Tolek pomimo bardzo serdecznych stosunków z odzyskaną rodziną, tylko babcię uważał za swoją matkę.
Z małżeństwa z Milą, która okazała się jego przyrodnią siostrą, oczywiście nic nie wyszło. Wujek Tolek i ciocia Mila kochali się w dalszym ciągu, ale jak brat i siostra. Ciocia Mila pojechała do Izraela po marcu 68, a wujek Tolek pozostał w Polsce do dzisiaj. I w taki oto sposób dostałam żydowską ciotkę!

Alex Wieseltier
Kwiecień 2020