WNUCZKA

2020-05-02

WNUCZKA

Tak proszę pana. Widziałam ten film. Wstrząsający. Ale to w dalszym ciągu tylko film.
Moja babcia zawsze mówiła, że obozów koncentracyjnych nie da się opisać. Można patrzeć na jej papiery obozowe. Można je sfotografować. Ale reszta leży gdzieś głęboko w niej. Więcej nigdy nie chciała powiedzieć.
Ja jestem już drugim pokoleniem po Holokauście, ale w mojej rodzinie jakby wojna się nigdy nie skończyła, a przeżycia mojej babci wpłynęły na życie reszty rodziny. Także na moje. Jako rodzina wszyscy byliśmy wpleceni w swoje losy.
Kiedy byłam dzieckiem, moi dziadkowie od strony ojca byli najciekawszymi ludźmi, jakich znałam. Było w nich coś nobliwego. Rozmawiali ze mną jak z dorosłym i nie traktowali mnie jak dziecko. Mimo to czułam, że babcia mnie nie kocha. Albo raczej, że nie jest w stanie mnie pokochać. Że to było po prostu niemożliwe z jej bagażem życiowym i tym, co ja jej przypominałam. Zachowanie babci w stosunku do mnie było, w zależności od jej nastroju, diametralnie różne. Jednego dnia mogła być opryskliwa i lekceważąca, a drugiego ciepła i słodka jak cukierek.
Problem polegał na tym, że moja mama jest Niemką. I w oczach babci ja też nią byłam.
Dla mnie cała moja rodzina jest ofiarą historii, która zadecydowała o naszych stosunkach i zamknęła nas w z góry ustalonych rolach. Jakby właśnie my zostaliśmy wpisani w tę historię, nie mając na nią żadnego wpływu.
Jako dziecko spędzałam wakacje u dziadków. Ojciec przywoził mnie do nich, ale nigdy u nich nie został. Babcia brała mnie na wycieczki. Chodziłyśmy do muzeów. Jadłyśmy jej pyszne naleśniki, otaczane w cukrze i w kakao. I jeździliśmy jej małym Saabem. Była dla mnie bardzo słodka.
Ale czasami kończyło to się niedobrze. Kiedy byłam u dziadka i babci, oni potrafili powiedzieć: "Twoi dziadkowie od strony matki, to mordercy!" I mieli na myśli moja niemiecką Oma i mojego niemieckiego Opa.
Babcia wyciągała albumy, a dziadek opowiadał o członkach rodziny, którzy poszli do gazu w czasie wojny. "Oni byli w twoim wieku. Czy wiesz, co oni czuli?"
Ja czułam, że takich rzeczy nie powinno się opowiadać dziecku. Ale nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Zaczynałam płakać, a dziadek stawał się jeszcze bardziej rozeźlony. Często kończyło się na tym, że zamykałam się w łazience, a dziadek wrzeszczał pod drzwiami. Babcia szarpała od czasu do czasu za klamkę i prosiła, żebym już wyszła.
To się skończyło po jakimś czasie, ale osad pozostał.
Kiedy oglądam stare zdjęcia, moja babcia jest przeważnie uśmiechnięta. To samo widać na starych zdjęciach dziadków z moim ojcem i na zdjęciach z sąsiadami i przyjaciółmi, dla których urządzali oni często przyjęcia. Ale ja pamiętam babcię zupełnie inaczej.
Czy zdjęcia kłamią? Czy to, co tam widać, to tylko politura, która przykrywa głębokie rysy?.
Ojciec mi opowiadał, że przeżycia babci były dominującym czynnikiem w życiu całej rodziny. Próbowałam poruszyć ten temat z babcią. Przebicie muru, za którym babcia się schowała, nie było łatwe i niezupełnie udane. Ale te trudne i mało przyjemne rozmowy, razem z niemniej trudnymi rozmowami z ojcem oraz z żyjącą jeszcze kuzynką dziadka, dały mi jaki taki obraz sytuacji.
Babcia trafiła do obozu w 1943 roku. Miała wówczas 15 lat, ale była bardzo wysoka i dlatego przeżyła. Wszystkie dzieci poniżej 16 lat szły do gazu. Babcia była w kilku obozach, a wyzwolenie zastało ją w Mauthausen.
Dziadek nigdy nie powiedział, w jakim był obozie. Po wyzwoleniu wrócił do swojej wioski.
I nie znalazł nikogo. Los reszty rodziny był nieznany. Czekał więc, czy wrócą do domu, czy nie. Po wojnie utworzono specjalne urzędy, w których można było dostać wiadomość o zaginionych członkach rodziny. Ludzie chodzili ze zdjęciami w ręku i pytali się, czy ktoś spotkał lub słyszał o osobie na zdjęciu. Wszyscy czekający byli strasznie samotni. To było pierwsze, co połączyło dziadka i babcię. Rodzice dziadka, razem z 18 innymi krewnymi, zostali zamordowani w Auschwitz. Ten sam los spotkał rodzinę babci. Szybko się pobrali. Bo normalne życie to było posiadanie rodziny.
Dziadkowie wyjechali po 1956 roku. Ale pozostali w Europie. By tutaj rozpocząć nowe życie. Dziadkowie mieli duży krąg znajomych i bliskie przyjaźnie, trwające przez ich całe życie. Ale żaden z ich przyjaciół nie wiedział o ich przeszłości. Ani o ich żydowskiej tożsamości. W domu nie było ani świeczników, ani gwiazd Dawida. Słowo "Żydzi" było zakazane. Bo oni, tak jak wieku innych, chcieli zapomnieć, że są Żydami. I wychowywali mojego ojca jako nie-Żyda, żeby przynajmniej on nie był już nigdy prześladowany.
W tym czasie nikt nie poddawał się psychoanalizie. Przeszłość była przeszłością i trzeba było żyć normalnym życiem. Jak to wpłynęło na czyjąś psychikę? To nie był temat, o którym się mówiło.
Ojciec pamięta, że dziadek od samego początku był gwałtowny i uprawiał w stosunku do niego zaawansowaną formę, trudnego do opisania, sadyzmu psychicznego.
Ojciec nie miał u dziadka ani imienia, ani nawet numeru. Dziadek nazywał go parszywym psem, zdechłym padalcem lub kaleką. Bez przerwy. Aż do kompletnego wyczerpania, a czasami dłużej Aż do momentu załamania, gdzie bezradnie jęczał: "Fa-fa-faszyści! Mor-mor-mordercy!" Potem zabierał się do bicia i z pomocą babki wrzucał ojca do łazienki. Ojciec siedział tam zamknięty i miał wrażenie, że nigdy stamtąd nie wyjdzie. Babcia mówiła tylko "Powiedz przepraszam! I wszystko będzie dobrze!". Ojciec pamięta, że po jednym takim biciu dziadek kupił mu nowiutką, czerwoną półwyścigówkę "Favorit", ale wtedy ojciec czuł już do dziadka tylko pogardę. Babcia nigdy nie stanęła w jego obronie. Wręcz przeciwnie. Funkcjonowała jako dziadka echo. To była okaleczona psychicznie rodzina. I według ojca to, co się w niej działo, nie miało w zasadzie nic wspólnego z wojną.
Ojcu trudno było opisać moją babcię. Jej nastroje były bardzo niestabilne, by nie powiedzieć ekstremalnie niestabilne. W jednym momencie była rozpuszczoną pannicą z dobrego domu, by nagle zmienić się w zahukaną więźniarkę obozową, czy też lojalną żonę popierająca we wszystkim swojego męża, albo małe, nieporadne dziecko. Te zmiany nastroju były bardzo częste. Po osiedleniu się w Danii babcia miała regularne załamanie nerwowe i wylądowała w szpitalu. Ona nigdy nie opowiedziała, co przeżyła. Ojciec znał tylko rwane i wykrzykiwane fragmenty. Jego stosunki z babcią nigdy nie były dobre. Czuł zawsze jakiś dystans. Nigdy nie był pewny, jak wielką rolę w tym odegrał pobyt babki i dziadka w obozach koncentracyjnych.
Ojciec odsunął się od familii. Postanowił ułożyć sobie własne życie. Dołączył się do popularnych w tym czasie hipisowskich dzieci-kwiatów, gdzie poznał moją mamę. Ojciec był nią oczarowany od samego początku. Ona miała jakąś klasyczną kulturę i mógł z nią rozmawiać o wszystkim. Miała także swoisty urok i wyglądała całkiem nieźle. Pół roku po poznaniu postanowili się pobrać. Dla nich miłość była najważniejsza, a wszystko inne nie miało znaczenia. Moi rodzice pobrali się wierząc, że mogą być wolni od przeszłości. Ojcu wydawało to się łatwe i pełne przygód. Zaczęło się łatwo i nie wydawało im się, że rodzina może tyle znaczyć. I że historia rodziny może mieć wpływ na ich życie.
Moja mama urodziła się już po wojnie. Więc choć ta niemiecka historia jej ciążyła, nie myślała, że to przeszkodzi jej w przynależności do żydowskiej, zasymilowanej rodziny.
U dziadków została przyjęta z otwartymi rękami. To babcia zorganizowała ślub. Dzień przed ślubem dziadkowie mieli z moją mamą poważną rozmowę na temat przyszłości. Pobyt ojca i matki w Niemczech, czy rodzenie tam wnuków, absolutnie nie wchodził w rachubę. Moja mama musiała obiecać że zostaną w Danii.
Kiedy mama zaszła w ciążę i powiadomili o tym dziadków, dziadek dostał szoku. Usunąć ciążę! On nie chciał wnuka urodzonego z Niemki!
Mama bardzo stonowała swoją niemiecką cześć. Postanowiła nie mówić ze mną po niemiecku. I zmieniła obywatelstwo, jak tylko to się stało możliwe.
Jak u mnie z moją niemiecką częścią? Znam niemiecki. Dla mnie to język Rilke, Goethego i Schillera. Pełen niuansów i poezji. Rodzina od strony mamy? Dogrzebałam się do Żelaznego Krzyża 2 klasy, który przyznano bratu mojego dziadka za "walkę o wolność Wielkich Niemiec". Mój Opa służył przez krótki okres w Normandii, gdzie dostał się do niewoli. Ale chociaż nie był przekonanym nazistą, tak jak jego bracia, to jednak uczestniczył w wojnie, czyniąc się w jakiś sposób współwinny.
Najdziwniejsze, że Oma i Opa, z którymi miałam bardzo sporadyczne kontakty, nie mieli nigdy problemów z zaakceptowaniem mnie. Bez względu na to, czy czułam się w danym momencie, Niemką, Żydówką czy Dunką. Za to dziadkowie od strony ojca mieli z tym duże kłopoty. Wyglądało na to, że babcia pod koniec życia mnie zaakceptowała. Na pewno moją duńską i żydowską część. Mam wątpliwości co do tej niemieckiej. Dziadek umarł zanim się zdecydowałam wziąć byka za rogi i z nim o tym porozmawiać.
Kim ja się czuję? Normalnie jestem Dunką. Ale kulturalnie mogłabym być Niemką. Emocjonalnie? Chyba Żydówką. Mój mąż to się czasami ze mnie śmieje. "Kim jesteś? Jesteś człowiekiem! Zostaw historię wszystkich dziadków w spokoju! Dlaczego masz się czuć winna za grzechy jednych i cierpieć cierpienia drugich? To jest twoje życie, nie ich"
A ja czasami nie mogę się od tego odczepić i boję się, że sprzedam to moim dzieciom.

Alex Wieseltier
Kwiecień 2020