Sprawa Dreyfusa
Sprawa Dreyfusa
Był sobie żydowski
kapitan armii francuskiej, Alfred Dreyfus, który czuł się Żydem bardzo mało i
który był całkowicie zasymilowany. To samo dotyczyło jego rodziny. Ten człowiek
kochał armię francuską i głęboko identyfikował się z Francją, ale jego
bezgraniczna lojalność wobec Francji miała zostać wypróbowana w sposób, jakiego
niewielu Francuzów kiedykolwiek doznało.
13 Października 1984 roku Dreyfus został aresztowany pod zarzutem
przekazania tajemnic wojskowych Niemcom, bo jakiś francuski szpieg w
niemieckiej ambasadzie znalazł kawałek papieru w koszu na śmieci.
Dreyfus został osadzony w więzieniu wojskowym, odmówiono mu jakiejkolwiek
komunikacji z rodziną i spędził tygodnie w izolacji. Przesłuchiwano go w sposób
niezgodny z ówczesnym prawem francuskim. Nie miał adwokata, który mógłby
ustosunkować się do dowodów oskarżenia.
Sprawa czy wspomniany poprzednio kawałek papieru był pisany ręką Dreyfusa była
kwestią najwyższej wagi i oskarżenie sprowadziło wszelkiego rodzaju
szarlatanów, którzy mieli to potwierdzić.
22 Grudnia 1894 roku, po kilkugodzinnej naradzie, siedmiu sędziów
jednogłośnie uznało Alfreda Dreyfusa winnym zdrady stanu i skazało go na
dożywotnie zesłanie i pozbawienie wojskowego stopnia. Dreyfus nie został
skazany na karę śmierci, tylko dlatego, ze została ona zniesiona za
przestępstwa polityczne w 1848 roku.
5 Stycznia 1895 roku w École Militaire odbyła się ceremonia jego
degradacji.
Byli tam dziennikarze, żołnierze i dygnitarze. Patrzyli, jak
zrywano mu epolety, jak złamano jego szpadę. A za bramami tłum krzyczał "śmierć
Żydom".
W marcu 1895 roku Dreyfus został zesłany na Wyspę Diabelską u
wybrzeży Gujany Francuskiej i spędził tam cztery lata.
Rok po jego zesłaniu, szef kontrwywiadu we francuskim sztabie generalnym, podpułkownik
Georges Piccard, wszczął ponownie postępowanie w sprawie Dreyfusa, bo francuski
wywiad odkrył kolejny kawałek papieru, a pismo na nim było identyczne z tym znalezionym
na kawałku papieru użytym w sprawie Dreyfusa. Ponieważ Dreyfus przebywał w
więzieniu na Wyspie Diabelskiej w momencie odkrycia drugiego papieru, nie mógł
być autorem ani tego, ani pierwotnego listu o charakterze zdrady. Tym razem
grafolodzy powiązali pismo z innym oficerem, Walterem Esterhazym, znanym
hazardzistą. Kiedy informacja została ujawniona prasie, armia nie miała innego wyjścia,
jak postawić Esterhazego przed sądem wojskowym. Pomimo poważnych dowodów
przeciwko niemu Esterhazy został uniewinniony. Esterhazy nigdy nie trafił do
więzienia, ale ostatecznie przyznał się do winy, uciekł do Anglii i tam dożył
swoich dni.
W 1898 roku, kiedy Dreyfus wciąż gnije na Wyspie Diabelskiej, Émile Zola,
wielki dziennikarz i intelektualista, napisał w paryskiej gazecie "L'Aurore"
słynny list otwarty do prezydenta republiki francuskiej, zatytułowany "
J'accuse" (Oskarżam), w którym poruszył sprawę niewinnie oskarżonego Dreyfusa.
Kampania Zoli na rzecz Dreyfusa wywołała gwałtowną reakcję skierowaną przeciwko
Żydom. Po ogłoszeniu "J'accuse" w całej Francji wybuchły zamieszki antyżydowskie.
Sprawa procesu stała się w istocie starciem dwóch fundamentalnie
przeciwstawnych frakcji we francuskiej polityce. Bardzo szybko przestało
chodzić o Dreyfusa i jego sprawę, czy sprawiedliwości stało się zadość, czy też
popełniono pomyłkę sądowa. Stała się ona w zasadzie walką nacjonalistów o
katolickich poglądach z laickimi republikanami. Zaczęła toczyć się bitwa o
duszę Francji, w której Dreyfus był jedynie pretekstem.
Sam Dreyfus znikł, ale jego sprawa nigdy nie umarła. Dowody były oczywiste. Ci,
którzy prowadzili śledztwo i sprawę , oszukiwali. A dowództwo wojskowe to
tuszowało.
I w końcu, oburzenie, poczucie, że naprawdę potrzebne są odpowiedzi, choćby po
to, by sprawę ukrócić, skłoniło naczelne dowództwo do sprowadzenia Dreyfusa do
Paryża na ponowny proces w 1899 roku. Dreyfus został przywieziony na ponowny
proces, wciąż traktowany jak zdrajca i więzień
Ponowny proces odbył się także przed sądem wojskowym, który miał teraz
nieoficjalne rozkazy, by zasadniczo nie hańbić armii. I sąd wojskowy we
wrześniu 1899 roku zrobił coś bardzo, bardzo dziwnego. Ponownie skazał Dreyfusa
za zdradę stanu. Werdykt został zatwierdzony stosunkiem głosów pięć do dwóch.
A potem sąd zrobił coś jeszcze bardziej dziwnego: Sąd powołał się
na okoliczności łagodzące. Najwyraźniej w procesie o zdradę stanu, w którym
zapadły dwa wyroki skazujące, mogą istnieć okoliczności łagodzące.
Z uwagi na te okoliczności łagodzące, sąd zdecydował, że Dreyfus dostanie tylko
10 lat więzienia. I natychmiast po wyroku skazującym Dreyfus został ułaskawiony
przez prezydenta Francji.
I tu leży pies pogrzebany.
Można by argumentować, że w pierwszym procesie Dreyfus został
niesprawiedliwie potraktowany. To był wielki błąd. Ale sędziowie uznali, że
jest winny na podstawie dowodów, które najwyraźniej zostały sfałszowane. To był
naprawdę fatalny proces. Ale może to była po prostu pomyłka.
Drugi proces, w którym ponownie skazano go za zdradę, a on sam nie został
ukarany, był ewidentną próbą zatuszowania sprawy.
Sam Dreyfus po prostu przyjął wyrok skazujący i ułaskawienie i wrócił do domu.
Nie widział rodziny od lat. Był wyczerpany. Był chory. Powtarzał, że jest
niewinny, ale nie widział sposobu, żeby to udowodnić.
Minęło cale siedem lat zanim w roku 1906 Dreyfus został całkowicie
uniewinniony za coś, czego nigdy nie popełnił. Nawiasem mówiąc, Dreyfus, po
przywróceniu rangi wojskowej, ponownie wstąpił do armii francuskiej, brał udział
w I wojnie światowej i zmarł w 1935 roku. Nadal jako francuski patriota.
Ale prasa światowa, która relacjonowała w 1899 roku ten proces, była
przerażona. Nowy wyrok skazujący, po którym nie orzeczono żadnej kary, był dla
całego świata przyznaniem się państwa francuskiego, że nie jest ono w stanie
wymierzyć sprawiedliwości.
Pierwszy proces mógł być pomyłką. Drugi był jawnym i oczywistym tuszowaniem
sprawy.
Tydzień po drugim skazaniu Dreyfusa, Teodor Herzl publikuje
artykuł w gazecie "Die Welt". Artykuł nosił tytuł "Pięć do dwóch, czyli
głosowanie sędziów w sądzie wojskowym". Herzl pisze w nim, że dokonano dziwnego
odkrycia, które nie omieszkało wywołać wielkiego poruszenia we wszystkich
częściach świata, w których istnieją przewody telegraficzne. Odkryto, że Żydowi
można odmówić sprawiedliwości tylko dlatego, że jest Żydem. Odkryto, że Żyda
można torturować, jakby nie był człowiekiem. Odkryto, że Żyda można skazać na
haniebną karę, mimo że jest niewinny. Bo chodziło o to, że był Żydem. Nikt by
się nie odważył nawet spróbować popełnić takiego błędu, gdyby nie chodziło o
Żyda.
Dlaczego w sprawie Dreyfusa wrzeszczą, że jest on Żydem? Jest przecież
niemieckim szpiegiem. Ludzie pamiętają wojnę francusko-niemiecką, wojnę
francusko-pruską, w której nowe imperium niemieckie zdobyło Paryż i okupowało
go przez trzy lata, gdzie Francuzi i Niemcy byli dla siebie najgorszymi
śmiertelnymi wrogami. Bycie niemieckim szpiegiem wydaje się o wiele gorsze niż
bycie Żydem. Kogo obchodzi, że on jest Żydem? Jest niemieckim szpiegiem. Co
może być gorszego niż niemiecki szpieg w Paryżu w 1894 roku? A odpowiedź
brzmiała: Żyd.
I to właśnie w tej historii, w klasycznej wizji, Herzl zaczął
myśleć i zdał sobie sprawę, że nie można być bardziej zasymilowanym Żydem niż
Alfred Dreyfus. Ale asymilacja nie była rozwiązaniem. Ona się nie udała. Antysemityzm
był zbyt głęboki. Był zbyt fundamentalny dla społeczeństw, w których Żydzi
mieli się asymilować. I nie tylko zbyt fundamentalny, był częścią podtekstu,
częścią nadbudowy europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej.
Nieszczęśliwy Dreyfus nie istnieje już jako osoba, jest on jedynie przykładem.
Dreyfus jest dziś abstrakcją. Jest Żydem we współczesnym
społeczeństwie, który próbuje dostosować się do swojego otoczenia, mówi jego
językiem, myśli jego myślami, przyczepia jego insygnia do swojej tuniki, a te
są potem siłą z niego zrywane. Dreyfus reprezentuje pozycję, o którą my Żydzi walczyliśmy,
o którą wciąż się walczy i która – nie oszukujmy się – została utracona.
Chcecie wiedzieć, co sprawa Dreyfusa znaczy?
Herzl mówi. Nie ma szans na asymilację. I tu się zaczyna syjonizm.