"SASIEDZI - CYTATY

„Z licznych zapisów w dziennikach i pamiętnikach wiemy, że świadectwa pozostawione przez Żydów na temat okresu Zagłady były celowo pomyślane jako możliwie najwierniejszy opis doświadczanej katastrofy. Skoro nie można było zapobiec metodycznie prowadzonej akcji mordowania ludności żydowskiej, to obowiązkiem jawiło się świadkom przynajmniej zachowanie pamięci procesie zniszczenia. ... Każdy świadek, oczywiście, może się mylić i każdą relację, o ile możliwe, należy konfrontować z wiedzą nabytą za pomocą innego źródła. Ale złą wolę względem sąsiadów-Polaków w tej materii, Żydów nie mamy podstaw podejrzewać” (str. 12).

„Ewidentnie »udział w spaleniu żywcem kilkaset Żydów« w czasie okupacji nie był w ocenie stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości występkiem domagającym się natychmiastowego ukarania. Piszę o tym, ponieważ lata 1949 i 1953 przypadają na okres głębokiego stalinizmu, kiedy zarówno sądownictwo, jak i organa śledcze cieszyły się zasłużenie złą opinią. W dodatku na rozprawie oskarżeni ... oświadczają, że ich bito w ten sposób zmuszono do składania zeznań, co zważywszy na metody wówczas stosowane przez UB, jest bardzo prawdopodobne. Tyle tylko, że nic nie wskazuje na to, aby usiłowano przemocą wydobyć z podejrzanych jakieś konkretne informacje. ...nagła amnezja oskarżonych w czasie procesu, skądinąd zrozumiała, jest mniej przekonująca niż złożone wyjaśnienia w śledztwie, tym bardziej że okoliczności mordu lipcowego były nieustannym tematem rozmów miasteczku” (str.21-22)

„W akcie oskarżenia powiedziane jest wprost, że mordowali Żydów Niemcy, chociaż służba bezpieczeństwa świetnie wiedziała, że Niemcy nie odegrali w tym morderstwie bezpośredniej roli” (str.23)

"Panami sytuacji w Jedwabnem bili oczywiście Niemcy. I tylko oni mogli podjąć decyzję o wymordowaniu Żydów. Mogli też w każdej chwili tej zbrodni zapobiec, a nawet zatrzymać bieg już rozwijających się wydarzeń. I nie uczynili tego.... należy pamiętać, że gdyby Jedwabne nie zostało zajęte przez Niemców, innymi słowy, gdyby nie było inwazji Hitlera na Polskę, to Żydzi jedwabieńscy nie zostaliby wymordowani przez swoich sąsiadów. I nie jest to wiedza banalna, bo przecież tragedia jedwabieńskich Żydów jest tylko epizodem w wojnie na śmierć i życie, którą Hitler wydał światowemu żydostwu. Tak więc w wyższym historyczno-metafizycznym sensie jemu należy przypisać odpowiedzialność za tę zbrodnię". (str. 58)

„W dokumentacji, którą dysponujemy, znajdują się wedle mego rachunku 92 nazwiska...które brały udział w pogromie...nie sądzę, aby ich wszystkich należał uznać za morderców...Różni ludzie, których widziano jak pilnowali Żydów na rynku, być może już nie zaganiali ich do stodoły. Z drugiej strony wiemy również, że ci wymienieni z nazwiska, to tylko część uczestników, i obawiam się, że niewielka, skoro „przy spędzonych Żydach”, jak nas zapewnia inny oskarżony... „była masa ludzi nie tylko z Jedwabnego, ale i okolic” (str.64)

„Naftę, którą oblano stodołę, wydał z magazynu Antoni Niebrzydowski Eugeniuszowi Kalinowskiemu i swojemu bratu, Jerzemu. „W/w zanieśli tę naftę, którą ja wydałem osiem litrów obleli stodołę, gdzie była pełna stodoła żydów i podpalili... Najgorszym mordercą ze wszystkich był chyba niejaki Kobrzyniecki. On też, jak mówi kilka osób, podpalał stodołę. ..jak ludzie opowiadali to najwięcej Żydów zabił Kobrzyniecki...który to miał osobiście zabić 18 żydów...” (str. 75)

„Spalenie jedwabieńskich Żydów miało taki efekt, jak zastosowanie z dzisiejszego arsenału środków bojowych bomby neutronowej zlikwidowało wszystkich właścicieli, nie naruszając przy tej okazji ich dóbr materialnych... Ktoś więc musiał zrobić na tym wcale niezły „interes". A skoro przedwojenne stosunki w Jedwabnem były „takie sielankowe”, to może bardziej chciwość, niż jakiś atawistyczny antysemityzm, była tym właściwym ukrytym motywem działania organizatorów straszliwego mordu?” (str. 81).

„...szczegółowa pamięć tej epoce przechowana jest w każdej miejscowości, w której wymordowano Żydów. Na szczęście, bo cóż za moralne świadectwo wystawiliby sobie mimowolni świadkowie nieludzkiej tragedii, puszczając ją w zapomnienie. I na nieszczęście to jakże często ludność miejscowa była nie tylko świadkiem tej tragedii, ale i miała w nie swój udział. Nie umiem sobie inaczej wytłumaczyć powszechnego zjawiska po wojnie, jakim był strach przed ujawnieniem, że podczas wojny ukrywali Żydów, ze strony tych, którym dzisiaj przyznajemy miano „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” (str. 92).

„...dlaczego Żydzi mają do Polaków tak trwały uraz, zadawałoby się głębiej zakorzeniony niż do samych Niemców, którzy przecież byli pomysłodawcami, inicjatorami i głównymi wykonawcami Zagłady? Ale jeśli w zbiorowej pamięci Żydów sąsiedzi-Polacy w rozlicznych miejscowościach mordowali ich z własnej nieprzymuszonej woli, nie zaś na rozkaz, stanowiąc część zorganizowanej formacji mundurowej (a więc działając, z pozoru przynajmniej, pod przymusem), to czyż nie są za te czyny, w odbiorze ofiary, jakoś szczególnie odpowiedzialni? Bo przecież człowiek w mundurze, który nas zabija, jest w jakimś stopniu przynajmniej funkcjonariuszem państwowym, cywil w tej roli jest już zwykłym mordercą” (str. 95-96).

„Zastanawiając się nad tą epoką, musimy oczywiście pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak wina zbiorowa i że za zabójstwo odpowiedzialny jest tylko morderca. Ale narzuca się potrzeba refleksji na temat tego, co czyni nas jako członków zbiorowości, która ma odrębną przedmiotowość i do której przynależymy, ponieważ poczuwamy się z nią do wspólnoty, zdolnymi do takich czynów?” (str. 96).

„Jedwabne, choć to może największy jednorazowy mord popełniony przez Polaków na Żydach nie był zjawiskiem odosobnionym. Zaś w ślad za Jedwabnem pojawia się meta historyczne pytanie: czy można być równocześnie prześladowcą i ofiarą, czy można równocześnie cierpieć i zadawać cierpienia?” (str. 101).

„Problem współistnienia statusu ofiary i prześladowcy nie jest bynajmniej unikalny dla okresu drugiej wojny światowej. „Na tym m. In. Polega problem Polaków z komunizmem. Nie wszystko, a raczej mało da się objaśnić stwierdzeniami „obcych”, „Żydach”, „agentach NKWD”, „janczarach” czy „zdrajcach". Polacy występowali w roli ofiar i katów, zarządców i klejnes parteigenosse, zwolenników i przeciwników, tych, którzy skorzystali i tych, którzy stracili, tych, którzy opierali się (w słowach i czynach) i tych, którzy na nich donosili. Stan taki trwał ponad cztery dziesięciolecia, a więc przez życie kilku pokoleń, zaś po jednej i po drugiej stronie były miliony Polaków. I doprawdy trudno dziś powiedzieć z całą pewnością, po której było ich więcej” (str. 102, cytat za Andrzejem Paczkowskim, „Rzeczpospolita” IX 1999)

„Zastanawiam się, czy zamiast powtarzać sobie' jak to Berman z Mincem zawładnęli Polską w 1945 roku, i tłumaczyć pogrom kielecki prowokacją UB, nie należy tej samej diagnozy zastosować dla zrozumienia zjawiska powojennego antysemityzmu w Polsce. Niechęć do Żydów była wówczas w Polsce rozpowszechniona i pełna agresji, bardziej przedrefleksyjną niż wywiedzioną z chłodnej analizy nowej sytuacji politycznej” (str. 103)

„W pracy źródłowej pt. Strajki robotnicze w Polsce w latach 1945-1946...historyk skrupulatnie odnotował fale protestów robotniczych..... Przez cały ten czas tylko jeden raz klasa robotnicza zatrzymała maszyny... przystępując do strajków pod hasłami niedotyczącymi spraw ściśle bytowych, w proteście przeciwko fingowaniu i ogłaszaniu w prasie rzekomych petycji załóg robotniczych wyrażających oburzenie z powodu pogromu w Kielcach!” (str. 103-104).

„... Żydzi, którzy przeżyli, Wyrzykowscy, inni Polacy, którzy na terenie całego kraju ukrywali Żydów, a po wojnie z przerażeniem ukrywali ten fakt przed sąsiadami, byli niewygodnymi świadkami popełnionych zbrodni, z których owoców, co tu dużo mówić, ciągle korzystano, bili chodzącym wyrzutem sumienia i potencjalnym zagrożeniem” (str. 106)

„Okazuje się, że antysemityzm zanieczyścił całe połacie współczesnej historii Polski i uczynił z nich temat wstydliwy, powołują do życia wersje wielu wydarzeń, które miały odgrywać rolę listka figowego... Stosowne memento znajdziemy oczywiście w Jedwabnem, gdzie na dwóch pomnikach wyryto w kamieniu napisy, które dopiero trzeba będzie rozkuć, aby uwolnić z nich prawdę historyczną. Na jednym powiedziano po prostu, że Żydów zabili Niemcy: „MIEJSCE KAŹNI LUDNOŚCI ŻYDOWSKIEJ GESTAPO I ŻANDARMERIA HITLEROWSKA SPALIŁA ŻYWCEM 1600 OSÓB 10VII1941". Zaś na drugim, wystawionym w wolnej Polsce, albo dano do zrozumienia, że Żydów w Jedwabnem w ogóle nie było, albo bezwiednie wystawiono świadectwo popełnionej zbrodni: „PAMIĘCI OK. 180 OSÓB W TYM 2 KSIĘŻY ZAMORDOWANYCH NA TERENIE GMINY JEDWABNE W LATACH 1939-1956 PRZEZ NKWD, HITLEROWCÓW I UB” <podpisane>SPOŁECZEŃSTWO. Bo w rzeczy samej, tysiąc sześciuset jedwabieńskich Żydów, których tu pominięto (choć przecież byli „zamordowani na terenie gminy Jedwabne w latach 1939-1956”), zamordowali nie żadni hitlerowcy, ani enkawudziści, ani ubecy, tylko społeczeństwo” (str. 119-120).