Raport Gersteina

2020-03-27

RAPORT GERSTEINA
Kurt Gerstein, emerytowany inżynier górnictwa
Tübingen, Gartenstrasse 24, 4. Maj 1945

W styczniu 1942 r. zostałem kierownikiem działu inżynierii zdrowia w Medycznym Szefostwie SS i Policji. W ramach tej funkcji przejąłem całą obsługę dezynfekcji technicznej, w tym dezynfekcję wysoko toksycznych gazów.
W związku z tym odwiedził mnie 8 czerwca 1942 r. nieznany mi dotąd SS-Sturmführer Günther z Reichssicherheitshauptamt Berlin. Günther przybył w cywilnym ubraniu. Wydał mi rozkaz natychmiastowego sprowadzenia 100 kg kwasu pruskiego dla bardzo tajnego zamówienie państwowego i przewiezienia tego samochodem do nieznanej lokacji, znanej tylko kierowcy. Kilka tygodni później udaliśmy się do Pragi. Nie bardzo rozumiałem charakter tego przedsięwzięcia, ale zaakceptowałem je, ponieważ była to dogodna okazja zrobienia czegoś, za czym tęskniłem od dawna - zobaczyć wnętrze tych obiektów. Ponadto zostałem uznany przez władze za tak kompetentnego eksperta od kwasu pruskiego, że w każdym przypadku bardzo łatwo byłoby mi pod jakimś pretekstem stwierdzić, że kwas pruski był nieodpowiedni - z powodu rozkładu lub podobnych przyczyn - by uniemożliwić jego wykorzystania go w celu faktycznej eksterminacji. Razem z nami jechał - przypadkiem - profesor dr med. Pfannenstiel, SS-Obersturmbannführer, profesor zwyczajny higieny na Uniwersytecie w Marburgu / Lahn.
Potem pojechaliśmy samochodem do Lublina, gdzie czekał na nas SS-Gruppenführer Globocnik. W fabryce w Collin dano mi do zrozumienia, że kwas przeznaczony jest do zabijania ludzi. Po południu pojawił się tam mężczyzna, który był bardzo zainteresowany pojazdem specjalnym i zauważony natychmiast zbiegł. Globocnik powiedział: "Cały to przedsięwzięcie jest obecnie jedną z najbardziej tajnych rzeczy, można powiedzieć najbardziej tajną ze wszystkich. Ktokolwiek o tym mówi, zostanie zastrzelony na miejscu. Jeszcze wczoraj zastrzelono dwóch gadułów". Potem wyjaśnił nam: "W zasadzie" - to był 17 sierpnia 1942 r. - "używamy trzy obiekty", a mianowicie:
1. Bełżec, przy szosie i linii kolejowej Lublin - Lemberg, na dawnej linii demarkacyjnej z Rosją. Maksymalna wydajność 15 000 osób dziennie.
2. Treblinka, 120 km na północny wschód od Warszawy. Maksymalna wydajność 25 000 osób dziennie.
3. Sobibór, także w Polsce, nie wiem dokładnie gdzie. Maksymalna wydajność 20 000 osób dziennie.
4. - Następny w przygotowaniu - Majdanek pod Lublinem.
Bełżec, Treblinka i Majdanek zwiedziłem dokładnie osobiście wraz z szefem tych obiektów Polizeihauptmannem Wirthem.
Globocnik skonsultował się ze mną osobiście i powiedział: "Twoim zadaniem w szczególności jest dezynfekcja olbrzymich ilości tekstyliów. Całe Spinnstoffsammlung (zbiórka odzieży w Niemczech) zostało zorganizowane dla wyjaśnienia pochodzenia materiału odzieżowego dla Ostarbeiter [robotników ze wschodu] itp. i przedstawienia tego jako dar narodu niemieckiego. W rzeczywistości wydajność naszych obiektów jest 10-20 razy większa niż całej Spinnstoffsammlung".
Potem przedyskutowałem z najbardziej biegłymi w tym zakresie firmami możliwość dezynfekcji w istniejących pralniach i zakładach dezynfekcji podanych ilości tekstyliów - składających się ze zgromadzonego zapasu około 40 milionów kg = 60 kompletnych pociągów towarowych. Jednak ulokowanie tak wielkich zamówień było absolutnie niemożliwe. Wykorzystałem wszystkie te negocjacje, aby umiejętnie lub przynajmniej prywatnie nagłośnić fakt zabijania Żydów. W końcowym efekcie wystarczyło Globocnikowi, że cały materiał zostanie spryskany odrobiną Detenolinu, aby przynajmniej pachniało dezynfekcją. Co zostało następnie zrobione.
"Twoje drugie i znacznie ważniejsze zadanie to przeróbka naszych komór gazowych, które teraz pracują na spalinach z silników Diesla na lepszy i wydajniejszy system. Myślę tu szczególnie o kwasie pruskim. Przedwczoraj byli tutaj Führer i Himmler. Z ich rozkazu muszę cię tam osobiście zabrać, bez wydawania pisemnych zaświadczeń i kart wstępu! "
Następnie Pfannenstiel zapytał: "Co powiedział Führer?" Glob .: "Szybciej, wykonaj całą akcję szybciej". Asystent Pfannenstiela, radca ministerialny dr Herbert Lindner, zapytał następnie: "Panie Globocnik, czy Pan uważa, że dobrze i wystarczająco jest zakopać wszystkie zwłoki, zamiast je kremować? Po nas może przyjść pokolenie, które nie zrozumie tego wszystkiego!"
Na to Globocnik powiedział: "Panowie, jeśli kiedykolwiek przyjdzie po nas pokolenie, które jest tak słabe i tak łagodnego serca, że nie zrozumie naszego zadania, wówczas naprawdę cały narodowy socjalizm był na marne. Przeciwnie, według mojej opinii należy wkopać brązowe płyty, na których będzie napisane, że mieliśmy odwagę wykonać tę wielką i tak niezbędną pracę ".
Führer: "Znakomicie, Globocnik, to jest także moja opinia!"
Później zaakceptowano alternatywną opcję. Gdzie zwłoki palono na dużych rusztach, zaimprowizowanych z szyn, z dodatkiem benzyny i oleju napędowego.
Następnego dnia pojechaliśmy do Bełżca. Do tego celu utworzono małą specjalną stację na wzgórzu, na północ od drogi Lublin-Lemberg, w lewym kącie dawnej linii demarkacyjnej. Na południe od drogi stały jakieś domy z napisem "Sonderkommando Belzec der Waffen-SS". Ponieważ faktycznego szefa wszystkich obiektów do zabijania, Polizeihauptmanna Wirtha, jeszcze nie było, Globocnik przedstawił mnie SS-Hauptsturmführerowi Obermeyerowi. Tego popołudnia pozwolił mi on zobaczyć tylko to, co po prostu musiał mi pokazać. Tego dnia nie widziałem żadnych zwłok, tylko cały obszar śmierdział pod niebiosa w upalnym sierpień, a wszędzie były miliony much.
W pobliżu małej dwutorowej stacji znajdował się duży barak, tak zwana "szatnia", z dużą pulką na kosztowności. Potem był pokój fryzjerski z około 100 krzesłami. Potem alejka na świeżym powietrzu, pod brzozami, ogrodzona z prawej i lewej strony podwójnym drutem kolczastym z napisem: "Do pomieszczeń inhalacji i kąpieli!". Przed nami coś w rodzaju łaźni z pelargoniami, potem małe schody, a potem w prawo i w lewo 3 pomieszczenia o wymiarach 5 × 5 metrów i wysokości 1,90 metra, z drewnianymi jak w garażu drzwiami. Na tylnej ścianie, niewidoczne w ciemności, większe drewniane drzwi rampy. Na dachu jako "pomysłowy, mały żart" Gwiazda Dawida. Przed budynkiem napis: Fundacja Hackenholta. Więcej tego popołudnia nie widziałem.
Następnego ranka, krótko przed siódmą, ktoś mi powiedział: "Za dziesięć minut nadejdzie pierwszy transport!" I rzeczywiście pierwszy pociąg przyjechał po kilku minutach z kierunku Lemberg. 45 wagonów z 6700 osobami, z których 1450 było już martwych w momencie przyjazdu. Zza zamkniętych klap zarówno dzieci, jak i kobiety wyglądały okropnie blado i nerwowo, a ich oczy były pełne strachu przed śmiercią. Wjeżdża pociąg: 200 Ukraińców otwiera drzwi i skórzanymi pejczami wygania ludzi z wagonów. Duży megafon wydaje dalsze rozkazy: "Rozbierz się do naga, usuń także sztuczne protezy, okulary itp. Oddaj kosztowności przy okienku, żadnych kuponów ani paragonów. Buty wiązać starannie ze sobą (ze względu na Spinnstoffsammlung), ponieważ na prawie 25-metrowej kupie nikt nie będzie w stanie ponownie znaleźć pasującej do siebie pary butów. Potem kobiety i dziewczynki do fryzjera, który dwoma, trzema cieciami nożyc pozbawia ich włosów, które pakuje do worków po kartoflach. "To dla specjalnych celów na okrętach podwodnych, jako uszczelnienie lub cos w tym guście!" mówi do mnie będący na służbie SS-Unterscharführer.

Następnie procesja zaczyna się poruszać. Z przodu bardzo urocza młoda dziewczyna; wszyscy idą alejką, wszyscy nadzy, mężczyźni, kobiety, dzieci, bez protez. Sam stoję wraz z Hauptmannem Wirthem na szczycie rampy między komorami gazowymi. Matki z dziećmi przy piersiach, idą na przodzie, wahają się, wchodzą do pomieszczeń śmierci! Na rogu stoi wielki esesman, który głosem pastora mówi biednym ludziom: "Nie ma najmniejszej szansy, że coś ci się stanie! Musisz tylko w pomieszczeniu wziąć głęboki oddech, to poszerza płuca; ta inhalacja jest konieczna z powodu chorób i epidemii ". Na pytanie, co się z nimi stanie, odpowiada: "Tak, oczywiście, mężczyźni muszą pracować, budować domy i drogi, ale kobiety nie muszą pracować. Tylko jeśli zechcą, mogą pomagać w gospodarstwie lub w kuchni".
Dla niektórych z tych biednych ludzi dawało to odrobinę nadziei, wystarczającej, by przejść kilka kroków do komnat bez oporu. Większość ma świadomość, że zapach mówi im, co ich czeka! Wspinają się więc na małe schody i wtedy widzą wszystko. Matki z małymi dziećmi przy piersiach, małe nagie dzieci, dorośli, mężczyźni, kobiety, wszyscy nadzy - wahają się, ale wchodzą do pomieszczeń śmierci, popychane do przodu przez tych, którzy za nimi stoją lub popędzane skórzanymi biczami SS.
Większość bez słowa. Żydówka w wieku około 40 lat, z płonącymi oczami, wola o pomstę na głowy morderców za przelaną tutaj krew. Dostaje 5 lub 6 uderzeń biczem prosto w twarz od samego Hauptmanna Wirtha, a potem również znika w pomieszczeniu. Wiele osób się modli. Modlę się z nimi, wciskam się w kąt i głośno krzyczę do mojego i ich Boga. Jakże chętnie wszedłbym z nimi do pomieszczenia, jakże chętnie umarłbym tą samą śmiercią co oni. Wówczas znaleziono by w ich pomieszczeniach umundurowanego esesmana - sprawa byłaby rozumiana i potraktowana jako wypadek, jeden człowiek po cichu zaginął. Jednak nie wolno mi tego zrobić. Najpierw muszę opowiedzieć, czego tu doświadczyłem!
Komory się wypełniają. "Dobrze upychać!" - rozkazał Hauptmann Wirth. Ludzie depczą sobie po nogach. 700 - 800 na 25 metrach kwadratowych, w 45 metrach sześciennych! SS fizycznie upycha ich razem, ile można.
Drzwi się zamykają. W tym samym czasie inni czekają nago na zewnątrz. Ktoś mi mówi: "To samo w zimie!" "Tak, ale oni mogliby umrzeć z powodu zimna" - mówię. "Tak, dokładnie po to tu są!", mówi do mnie esesman po niemiecku. Teraz w końcu rozumiem, dlaczego cała instalacja nazywa się Fundacja Hackenholta. Hackenholt to niski technik obsługujący silnika Diesla, a także twórca tej instalacji. Ludzie są zabijani spalinami z silników Diesla. Ale Diesel nie działa! Przychodzi Hauptmann Wirth. Widać, że czuje wstyd, że dzieje się to akurat dzisiaj, kiedy tu jestem. Zgadza się, widzę wszystko! I czekam. Mój stoper uczciwie zarejestrował wszystko. 50 minut, 70 minut [?] - Diesel nie chce zastartować! Ludzie czekają w swoich komorach gazowych. Na próżno! Słychać ich płacz, szloch ... Hauptmann Wirth bije Ukraińca, który pomaga Unterscharführer Hackenholt 12,13 razy w twarz. Po dwóch godzinach i 49 minutach - stoper zarejestrował wszystko dobrze - Diesel startuje. Do tego momentu ludzie są żywi w tych 4 pomieszczeniach, cztery razy 750 osób na 4 razy 45 metrach sześciennych! Znowu minęło 25 minut. Tak, wielu już nie żyje. Widać to przez małe okno, w którym światło elektryczne na chwilę oświetla komory. Po 28 minutach tylko niewielu wciąż żyje. Wreszcie po 32 minutach wszyscy są martwi!
Z drugiej strony mężczyźni z komando pracy otwierają drewniane drzwi. Obiecano im - nawet Żydom - wolność i około jedną tysięczną z wszystkich znalezionych kosztowności, za ich okropną służbę. Jak skamieniałe slupy stoją wewnątrz umarli, sprasowani razem w pomieszczeniach. W żadnym przypadku nie było miejsca, żeby upaść czy nawet pochylić się do przodu. Nawet po śmierci wciąż można zobaczyć rodziny. Wciąż trzymają się za ręce, śmiertelnie zaciśnięte, tak że ledwo je można rozerwać, aby opróżnić komorę dla następnej grupy. Zwłoki są wyrzucane, mokre od potu i moczu, pobrudzone ekskrementami, z krwią menstruacyjną na nogach. Zwłoki dzieci fruwają w powietrzu. Nie ma czasu. Pejcze Ukraińców bija pracujące komando. Dwa tuziny dentystów otwiera usta obcęgami i szuka złota. Złoto na lewo, bez złota na prawo. Inni dentyści wybijają złote zęby i korony ze szczęk za pomocą obcęgów i młotków.
Wśród tego wszystkiego biega Hauptmann WIrth. On jest w swoim żywiole. Niektórzy pracownicy przeszukują narządy płciowe i odbyty zwłok w poszukiwaniu złota, diamentów i kosztowności. Wirth wola mnie do siebie: "Podnieś tę puszkę pełną złotych zębów, to jest tylko z wczoraj i przedwczoraj!" Z niewiarygodnie wulgarna i niepoprawna dykcja mówi do mnie: "Nie uwierzysz, co znajdujemy w złocie i diamentach każdego dnia" - wymówił to (po niemiecku Brillanten) z dwoma L - "i w dollarami. Ale popatrz sam ! " A teraz prowadzi mnie do jubilera, który zarządza wszystkimi skarbami i pozwala mi to wszystko zobaczyć. Potem ktoś pokazuje mi byłego właściciela w zachodnim Berlinie i skrzypka: "To były kapitan armii austriackiej, kawaler Żelaznego Krzyża pierwszej klasy, który jest teraz starszym obozowym w żydowskim komando pracy!"
Nagie zwłoki przenoszono na drewnianych noszach zaledwie kilka metrów dalej do dołów o wymiarach 100 × 20 × 12 metrów. Po kilku dniach zwłoki pęczniały i zaraz po tym zaczynały się rozpadać, wiec można było na nie rzucić nową warstwę ciał. Po czym wsypywano do dołu dziesięć centymetrów piasku, tak że kilka głów i rąk ciągle zen wystawało. W takim dole widziałem Żydów chodzących po trupach i wykonujących swoja prace. Ktoś mi powiedział, że ci, którzy przyjechali martwi, przez pomyłkę nie zostali rozebrani. Oczywiście trzeba to zrobić później ze względu na Spinnstoffsammlung i kosztowności, które w przeciwnym razie zabraliby ze sobą do grobu.
Ani w Bełżcu, ani w Treblince nie zadawano sobie trudu z rejestracją lub liczeniem zmarłych. Liczby były jedynie szacunkami zawartości wagonu ... Hauptmann Wirth prosił mnie, abym nie proponował zmian w Berlinie w zakresie jego instalacji, i pozwolił jej pozostać taka, jaka jest, będąca dobrze zorganizowana i wypróbowana. Ja nadzorowałem zakopanie kwasu pruskiego, który się rzekomo rozłożył.
Następnego dnia - 19 sierpnia 1942 r. - pojechaliśmy samochodem Hauptmanna Wirtha do Treblinki, 120 km na północny wschód od Warszawy. Instalacja była prawie taka sama, ale znacznie większa niż w Bełżcu. Osiem komór gazowych i prawdziwe góry walizek, tkanin i ubrań. Na naszą cześć wydano w świetlicy bankiet w starym niemieckim stylu. Posiłek był prosty, ale wszystkiego było w dostatecznej ilości. Sam Himmler rozkazał, aby ludzie z tych jednostek otrzymywali tyle mięsa, masła i innych rzeczy, zwłaszcza alkoholu, ile chcieli.
Potem pojechaliśmy samochodem do Warszawy. W pociągu spotkałem sekretarza szwedzkiego poselstwa, barona von Ottera, kiedy nadaremnie próbowałem dostać łóżko w wagonie sypialnym. Wciąż pod bezpośrednim wrażeniem okropnych wydarzeń, opowiedziałem mu wszystko z błaganiem, aby natychmiast poinformować o tym swój rząd i sojuszników, ponieważ każdy dzień opóźnienia może kosztować życie kolejnych tysięcy i dziesiątek tysięcy. Von Otter poprosił mnie o referencje, gdzie podałem nazwisko Generalnego Superintendenta dr Otto Dibeliusa, bliskiego przyjaciela pastora Martina Niemöllera i członka kościelnego ruchu oporu przeciwko nazizmowi. Pana von Ottera spotkałem jeszcze dwa razy w szwedzkim poselstwie. W międzyczasie wysłał on raport do Sztokholmu i poinformował mnie, że ten raport może mieć znaczny wpływ na stosunki szwedzko-niemieckie. W tym samym czasie próbowałem zgłosić się do nuncjusza papieskiego w Berlinie. Tam zapytano mnie, czy jestem żołnierzem. Po czym odmówiono dalszej rozmowy ze mną i zostałem poproszony o opuszczenie ambasady Jego Świątobliwości. Opuszczając ambasadę, byłem śledzony przez policjanta na rowerze, który po jakimś czasie wyprzedził mnie, zsiadł z roweru i zupełnie niespodzianie pozwolił mi pójść dalej.
Później informowałem o tym wszystkim setki osobistości, między innymi prawnika katolickiego biskupa Berlina, dr. Wintera, ze specjalną prośbą o przekazanie tego Stolicy Apostolskiej. Muszę też dodać, że SS-Sturmbannführer Günther z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa - myślę, że jest on synem Race-Günthera - ponownie zażądał ode mnie bardzo dużych ilości kwasu pruskiego na początku 1944 r. w bardzo złowrogim celu. W Berlinie pokazał mi barak, w którym zamierzał on przechowywać kwas pruski. Wyjaśniłem mu wiec, że nie mogę wziąć na siebie wyłącznej odpowiedzialności. To była ilość odpowiadająca ładunkowi kilku wagonów, co wystarczyłoby na zabicie milionów ludzi. Günther powiedział mi, że on sam nie wie, czy trucizna nadal będzie potrzebna; ani kiedy, ani dla kogo, ani w jaki sposób itp. Ale musi być ona zawsze dostępna.
Później często myślałem o słowach Goebbelsa. Przypuszczam, że chcieli zabić większość narodu niemieckiego, z pewnością także duchowieństwo albo niepożądanych oficerów. To miało się stać w czymś w rodzaju czytelni lub klubu, o ile zrozumiałem z pytań dotyczących technicznej realizacji, które zadał mi Günther. Możliwe jest też, że Günther zamierzał uśmiercić obcokrajową siłę roboczą lub jeńców wojennych - nie wiem. W każdym razie udało mi się zapewnić, by kwas pruski zniknął na jakieś dezynfekcyjne cele po jego transporcie do dwóch obozów koncentracyjnych Oranienburg i Auschwitz.
To było dla mnie nieco niebezpieczne, ale nietrudno byłoby mi powiedzieć, że trucizna była już w niebezpiecznym stanie rozkładu. Jestem pewny, że Günther próbował zdobyć truciznę, prawdopodobnie do zabicia milionów ludzi. To, co było w baraku, wystarczyłoby na około 8 milionów ludzi, 8500 kg. Mam autoryzowane faktury za 2175 kg. Zawsze zezwalałem, aby faktury były autoryzowane moim nazwiskiem, rzekomo ze względu na dyskrecję, ale tak naprawdę ze względu na to, że mogłem dysponować trucizna i pozwolić jej zniknąć. Przede wszystkim raz po raz unikałem przesyłania faktur, opóźniając płatności i zwodząc firmy na później ".
Jeśli chodzi o resztę, to unikałem zbyt częstego przebywania w obozach koncentracyjnych, ponieważ czasami zdarzało się, że wieszano tam ludzi lub przeprowadzano egzekucje na cześć gości.
Wszystkie moje świadectwa są prawdziwe, słowo w słowo. Jestem w pełni świadomy niezwykłej tragiczności mojego zapisu przed Bogiem i całą ludzkością i przysięgam, że nic z tego, co napisałem, nie zostało wymyślone ani zmyślone, i wszystko dokładnie jest prawdą.

Polskie tłumaczenie: Alex Wieseltier

Alex Wieseltier - Uredte tanker
Alle rettigheder forbeholdes 2019
Drevet af Webnode
Lav din egen hjemmeside gratis!