POLSKI ŻYD?

Po wszystkich tych latach, spędzonych poza Polską, mam wątpliwości.
Polski Żyd, czy Żyd z Polski?
Niby polski, bo Duńczycy mają mnie za Polaka.
Bo przecież ktoś, kto przyjechał z Polski, kto się tam wychował, którego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie tam się urodzili i żyli, musi być przecież Polakiem?! Jak im wytłumaczyć, że rdzenni Polacy mieliby z takiego postawienia sprawy zdrowy ubaw? Jak im wytłumaczyć, że nawet ten ubaw miałby kilka różnych pozytywnych, lub negatywnych zabarwień? Od tych „Polak, ale z żydowskimi korzeniami”, poprzez „niezupełnie spolszczony Żyd” do „Żyd, który uciekł z Polski".

Ale pies gryzł, co oni w Polsce mogą sobie pomyśleć, jeżeli w ogóle mają czas lub ochotę na zajmowanie się mną, lub osobnikami podobnego kalibru.
Co na ten temat myślę ja?
Jaki ja mam stosunek do tego „bycia polskim Żydem"?
Jaki ja mam stosunek do Polski i Polaków?
Jaki ja mam stosunek do „odrodzenia żydostwa w Polsce"?
Może to brzmieć śmiesznie, ale nigdy o tym z moimi współemigrantami nie rozmawiałem.

Trochę o tym, co się dzieje w Polsce? Owszem.

Trochę o tych spędach tych, co tam pojechali z okazji okazji? Owszem.
Ale jakieś tam generalne dyskusje na powyżej wspomniane tematy? Nigdy!
Trudno mi więc powiedzieć, co ta „milcząca” większość Żydów, którzy opuścili Polskę, o tym sądzi.

Ale czy ja sam, jestem w stanie odpowiedzieć co na ten temat czuję?
Jaki mam stosunek do Polski i Polaków z perspektywy dziesięcioleci spędzonych poza Polską?

Z perspektywy czasu, gdzie własne wspomnienia zatarły się w kurzu wydarzeń codziennego życia?

Gdzie zupełnie niespodziewanie zostało się nakarmionym informacjami, którymi nikt w PRLu się nie zajmował lub nie mógł zajmować.
Co z informacjami, które w PRLu były już podawane zdrowo przeżute i przerobione na pasujące do istniejącego systemu? Owszem.

Wiedziałem o powstaniu w Getcie Warszawskim i o Anielewiczu, chociaż więcej powiedziała mi „Miła 18” Leona Urisa, niż to, co pamiętałem z PRLowskiej propagandy.

Ale o powstaniu w getcie lubelskim, czy żydowskiej partyzantce? Nic.
Dlaczego dopiero na obczyźnie zacząłem przetrawiać te 3 miliony pomordowanych polskich Żydów, które w pewnym sensie zmieniły obraz Polski w wielki cmentarz tych ludzi?

Dlaczego dopiero po śmierci matki zacząłem myśleć o moich dziadkach i reszcie rodziny, która nie przeżyła niemieckiej okupacji?

Dlaczego będąc w Polsce nigdy nie myślałem o tych miejscach, gdzie oni żyli i jak żyli?

Czy naprawdę byłem typowym produktem komunistycznego prania mózgu?

Czy dopiero ten „drobny” kopniak w zadek i wyjazd w nieznane, odblokował ten kurek, który był zatkany dla tego typu myślenia?
Dlaczego dopiero wtedy stałem się podatny na informacje o historii żydostwa w Polsce?

Dlaczego dopiero wtedy dotarło do mnie jak żyli Żydzi w przedwojennej Polsce?

I jakie było nastawienie dużej części inteligencji polskiej do tychże Żydów?
Bo przecież nie zapomniałem swoich własnych doświadczeń na ten temat, chociaż akurat tutaj obraz zawiera wszystkie kolory tęczy z dużą domieszką czarnej farby.
Jakie wrażenie zrobiły na mnie informacje na temat pogromu w Kielcach?

A co z Jedwabnem, Radziłowem i 100 innymi miejscami? Co z dyskusjami na temat 1600 czy „tylko” 340 ofiar.

Co z próbami pomniejszania lub znajdowania „wytłumaczenia” tego, co się tam działo?
A z drugiej strony informacje na temat „odradzania” się Żydów w Polsce.

I te „pomniki” z czasów, które przeminęły i znikły z tymi zamordowanymi w pożodze wojny i okupacji.

I to nie jakieś tam żydowskie cmentarze czy synagogi lub miejsca pamięci po nich.

Nie. Jakaś łaźnia. Jakiś budynek dawnej żydowskiej szkoły rzemieślniczej.
I zapalanie świec chanukowych w polskim Sejmie. Przez chasydów!
A z trzeciej antysemickie wystąpienia, z którymi polskie ustawodawstwo ma problemy z zaszeregowaniem do czynów przestępczych.
Co ja na ten temat myślę? Ano spróbujcie się domyślić.
Jedno jest pewne. Po tym wszystkim czuję się więcej niż kiedykolwiek Żydem.


Alex Wieseltier

Grudzień 2018

(Published on FZP's Portal December 2018, PLOTKIES January 2019, REUNION69 February 2019)