Lament Hartmana
Lament Jana Hartmana
Właśnie
wysłuchałem nagranie pana Jana Hartmana gdzie namawia on młodych Żydów,
mieszkających w Polsce, do jej opuszczenia. Powodów podaje pan Hartman wiele. Jeśli
chcecie je znać, to go posłuchajcie.
Mnie bardziej interesuje dlaczego pan Hartman zmienił zdanie właśnie teraz. Bo wygląda
na to, że pan Hartman swoich poglądów nie zmienił. Jest w dalszym ciągu taki jaki był.
To tylko otoczenie przestało tolerować pana Hartmana takiego jakim jest. Wygląda
na to, że ten poziom "dyżurnego Żyda", który reprezentował pan Hartman, przestał już
być wystarczający dla środowiska, w którym pan Hartman czuł się poprzednio jak ryba
w wodzie. "Nie poruszanie tematu" i krytyczne nastawienie do Izraela już przestały
być wystarczające. Po 7 października 2023 narracja wymaga nie krytycznego
nastawienia, ale wyraźnego potępienia, mówienia o apartheidzie, klęsce głodu,
celowym zabijaniu dzieci i ludobójstwie w Gazie. Bez tego "dyżurny Żyd" przestaje
być przydatny.
I tutaj pan Hartman wysiada. Jego poglądy i jego sumienie nie są w stanie tego zaakceptować.
On sam czuje się już za bardzo zużyty, by Polskę opuścić. Dlatego apeluje do młodych
polskich Żydów, żeby to zrobili. Tylko dlaczego nie mówi on, gdzie ci młodzi ludzie
mieliby się wynieść? Do Rosji? Do Niemiec? Do Francji? Do Wielkiej Brytanii? Do
Ameryki? Na Madagaskar?
Czy w jakimkolwiek z tych obcych krajów, ci młodzi ludzie będą się czuli
bardziej "u siebie"? Być może pan Hartman nie zdaje sobie z tego sprawy, bo
nigdy tego nie próbował. Ja opuściłem Polskę
po marcu 68 i doskonale znam różnicę miedzy czuciem się obcym w obcym kraju i świadomością,
że ludzie w kraju, który uważałeś za swoja ojczyznę, uważają ciebie za
obcego, lub "tylko" uważają traktowanie ciebie jak obcego za rzecz całkiem
naturalną.
Jest tylko jeden kraj na świecie, gdzie Żyd może się rzeczywiście czuć u
siebie. Kraj ze swoimi jasnymi i czarnymi stronami. Ze swoimi idealistami. Ze
swoimi kibucnikami. Ze swoimi nacjonalistami. Ze swoimi osadnikami. Ze swoimi przedpotopowymi
ortodoksami. Ze swoimi gejami, lesbijkami i transwestytami. Ze swoimi oszustami
i złodziejami. Żaden ósmy cud świata. Kraj jak każdy inny. I to jest
Izrael.
Ale panu Hartmanowi wypowiedzenie tego słowa sprawia wiele trudności. Dlatego
jego lament można traktować jako jego osobistą tragedię. Tragedię człowieka,
który w dalszym ciągu wierzy, że jest różnica miedzy antysemityzmem i
antysyjonizmem.