LUTEK I ASIA

2020-06-29

ON I ONA - LUTEK I ASIA


LUTEK:
Dlaczego się z nią ożeniłem? A toś mi zabił ćwieka! Człowiek był młody i krew w żyłach krążyła szybciej niż w głowie. Nie to, żebym żałował. Nie. Ale wtedy to był impuls bez przemyślenia. 
Ty nie znasz tych czasów. Ja mam jeszcze od czasu do czasu obraz tamtych lat.
Jak Niemcy weszli, to brałem udział w obronie Warszawy. A po kapitulacji poszliśmy z bratem na Wschód. A tam weszli Rosjanie. Starszy brat kazał mi czekać, a sam poszedł z powrotem do Warszawy po rodziców. I został. Oni nie chcieli się nigdzie ruszać, chociaż już było ogłoszenie o getcie. Tam, gdzie byłem, też się zaczęły problemy, bo wszyscy wojskowi byli dla Rosjan podejrzani. Byłem w tak zwanej armii pracy. Czyli powołany do przymusowej roboty za wyżywienie i pryczę do spania. Jak Niemcy napadły, to się zrobił zupełny rozgardiasz. Ludzie uciekali z terenów walki. Nasz oddział roboczy zdążono przewieźć przed wejściem Niemców. Dlaczego nie walczyliśmy? Bo nam Rosjanie nie dowierzali. Zresztą, zaraz potem oddział się rozleciał, bo Niemcy postępowali bardzo szybko, a organizacja na bezpośrednich tyłach była zupełnie do niczego. I nagle byliśmy pozostawieni bez dowództwa, bez rozkazów i co gorsza, bez jedzenia. Ja i jeszcze kilku innych, zdecydowaliśmy iść dalej na Wschód. Udało nam się dostać do jakiegoś pociągu.
W głębi Rosji znowu zameldowałem się do tej roboczej armii. Głodowałem razem z innymi. O tym, że formuje się wojsko polskie generała Andersa, nie słyszałem. Za to usłyszałem o Siedlcach i Związku Patriotów Polskich, do którego się szybko zapisałem. Od tego był już krótki krok do formującej się tam polskiej armii. Walczyłem z Niemcami od Lenino i przeszedłem cały szlak bojowy do zakończenia wojny. Moi rodzice zginęli. Nawet nie wiem, czy w samym warszawskim getcie, czy ich wywieziono do jednego z niemieckich obozów zagłady. O rodzeństwie też nic nie wiedziałem. Byłem sam jak palec. I w tej sytuacji napatoczyła się ona. Młoda dziewczyna, Asia, z pięknym uśmiechem i nagle jakby cały świat nabrał kolorów. Może jej zaimponował ten 13 lat od niej starszy przystojny kapitan? W każdym razie wziąłem ją szturmem. To był taki czas. Ludzie nie chcieli być już sami. Rodzina to było życie. Rodzina to była ta przyszłość, o której marzyliśmy przez cały ten wojenny czas. I nagle miałem żonę, która gotowa była iść ze mną, gdzie nas losy poniosą.
Czy rozmawialiśmy wtedy o problemie Polka-Żyd? Nie! Skądże! Ja byłem kapitanem polskiego wojska. Ja byłem Polakiem. Ślub wzięliśmy w kościele, bo przecież cały mój batalion chodził co niedzielę na mszę świętą. Córkę też ochrzciliśmy, bo taki wtedy był zwyczaj.
Ja nigdy nie byłem religijny. A w trakcie wojny stałem się ateistą. Ale jak kazali wojsku chodzić do kościoła, to chodziłem. A jak przestali, to też przestałem. Asi to nie przeszkadzało. Jej katolicka wiara to była tylko tradycja. Tak więc po tych chrzcinach żadnej komunii dla dzieci już nie było. Zresztą ona miała dosyć obowiązków jako żona wyższego oficera. A w tym czuła się jak ryba w wodzie!
Nasze stosunki? Było nam dobrze. Ona była tą małą słodką kobietką, a ja byłem ten mężczyzna, który o nią dbał i załatwiał wszystkie sprawy. Kochaliśmy się i było nam dobrze. Odnaleziona siostra i brat także ją zaakceptowali. Siostra bardziej, bo żona brata miała zawsze coś naprzeciwko. Ale żeby było śmieszniej, to nie chodziło o to, że Asia jest Polką. Bardziej chodziło o Asi wykształcenie. Jak wojna wybuchła, to Asia miała 14 lat. I na tym jej edukacja szkolna się skończyła. Tak jak teraz myślę, to jej zachowanie zawsze przypominało zachowanie przedwcześnie wydoroślałej nastolatki, która musi grać rolę dorosłej kobiety. To miało dla mnie zawsze jakiś swoisty urok i budziło we mnie potrzebę otoczenia Asi specjalną opieką i bronienia jej przed tym okrutnym, zewnętrznym światem.
Ogólnie problemów nie było. Asia zawsze przyjmowała moje decyzje życiowe. A ja jej pozwalałem podejmować decyzje domowe. Nie obyło się co prawda bez scysji, szczególnie kiedy decyzje zahaczały o dzieci, co do których wychowania i przyszłości mieliśmy trochę odmienne zdania. Ale Asia była na tyle mądra, że ten temat nigdy nie został postawiony na ostrzu noża. Nasze małżeństwo było zawsze harmonijne, chociaż dzieci próbowały to trochę zmienić.
Asia miała zawsze jedną zaletę, która okazała się jej największą wadą i jedną wadę, która się okazała dla niej zbawienna. Tą teoretyczną zaletą był jej zupełny brak wyrachowania czy owijania czegoś w bawełnę. Asia zawsze waliła prosto z mostu. Co przyjdzie do głowy, to na języku! Buch! Żadne tam deliberacje czy dana osoba nie życzy sobie rozmawiać na ten temat i czy to nie sprawi tej osobie przykrość. To Asi nigdy do głowy nie przyszło! Nawet to, że niektórzy ludzie się od niej odsunęli, a ci, co nie mogli przestali jej cokolwiek opowiadać.
Ta jej wada, to jej mniemanie, że wszyscy ją uwielbiają i są nią zachwyceni. Zajęło mi kupę czasu, żeby zrozumieć jak to może być, że Asia, po ostrej wymianie zdań z jakąś osobą, rozmawia z tą osobą następnego dnia, jakby nic się nie wydarzyło! I widać wyraźnie, że ta osoba to pamięta, a Asia jakby zupełnie zapomniała! I wreszcie po latach zrozumiałem! Asia miała tę fantastyczną właściwość, że jej pamięć wyrzucała wszystkie nieprzyjemne rzeczy i pamiętała tylko same pozytywy. I to nie była jakaś poza, tylko tak działał jej umysł!
Czy mi nie brakowało partnera do poważnych rozmów i dyskusji? Nie! W domu chciałem odpocząć i po prostu być. Tych poważnych rozmów miałem dosyć w moim życiu służbowym. A na inne rozmowy miałem zawsze kilku dobrych przyjaciół, z którymi mogłem sobie podyskutować przy kieliszku dobrego wina lub kolacji przygotowanej przez jedną z żon.
I nie. Nigdy bym Asi nie zamienił na inną kobietę.

ASIA:

Nie bardzo wiem o co ci chodzi. Lutek przecież już dawno nie żyje. Jak to się zaczęło?
Ano była wojna. Było ciężko, ale jakoś przeżyliśmy. Ja pod koniec wojny pracowałam w biurze na stacji kolejowej. Zawszeć trochę grosza wpadło, bo życie było ciężkie. No i byłam wśród ludzi.
Jak polskie wojsko przyszło to ludzie się cieszyli. No i nam dokwaterowali tego kapitana.
I tak się zaczęło. On moją matkę zaraz zawojował. Przyniósł do nas kupę tego dobrego z zaopatrzenia, to i matka była wniebowzięta. Ja od razu wiedziałam, że miał na mnie oko.
I trochę byłam dumna, że pełno młodych dziewczyn było w koło, a on wybrał mnie.
Czy byłam zakochana? Co za pytanie! To było tak jak w jakiejś bajce! Tyle tylko, że nie królewicz na białym koniu, tylko prawdziwy kapitan na półciężarówce! Czy on był jedyny? Nie. Jeszcze jeden się dostawiał. Też oficer. Nie. Nie Żyd. Ale wtedy to nie miało żadnego znaczenia. W miasteczku mówili nawet, że ta czarna Żydóweczka spod koszar, znaczy ja, wychodzi za tego przystojnego kapitana!
To prawda, że to poszło bardzo szybko. Lutka batalion został przeniesiony gdzie indziej, ale ja tam go z mamą często odwiedzałam. I chyba po niecałym roku wzięliśmy ślub. Kościelny. Z pompą. Przy wyjściu z kościoła stali oficerowie z podniesionymi szablami!
A potem zaczęło się normalne życie. Czyli normalne życie rodziny zawodowego oficera. Co prawda, mój ojciec był także w wojsku przed wojną. Dlatego mieszkaliśmy blisko koszar, gdzie on służył. Ale on był tylko wachmistrzem w pułku ułanów. Lutek awansował na majora a potem był pełnym pułkownikiem. I często go przenosili. Tak ogólnie to życie nie było ciężkie. Zawsze był jakiś ordynans i ludzie do cięższej roboty. A te oficjalne przyjęcia to uwielbiałam. Jak go posłali na akademię wojskową, to mama przyjeżdżała mi pomagać. 
Lutek zawsze o mnie dbał i mówił, że jestem za dobra i za naiwna w życiu. Z jego rodziną też było dobrze. Szczególnie z Renią byłyśmy dobre przyjaciółki. Ale oni wyjechali jeszcze przed Lutka zawałem. Rodzina z mojej strony Lutka wprost uwielbiała. Zresztą Lutek, jak mógł, to im pomagał.
Czy mi przeszkadzało, że Lutek był Żydem? Nie! Dlaczego? Ja byłam wierząca, ale jak wojsko przestało chodzi do kościoła, to ja też przestałam. Zresztą nigdy z tym chodzeniem do kościoła nie przesadzałam i mi go wcale nie brakowało. Dzieci zostały ochrzczone, ale nic więcej.
Towarzystwo? Ja tam nigdy nie patrzyłam czy żydowskie, czy polskie. Tak myślę, że przede wszystkim polskie, bo przecież rozmawialiśmy po polsku i o polskich sprawach. Nawet jak tam byli Żydzi, to się tego nie widziało. Trochę to wyszło na wierzch jak Renia z mężem wyjechali do Izraela, a potem Lutka brat też się zabrał.
Lutek, po zawale i odejściu z czynnej służby, mógł wybrać gdzie się chce osiedlić. Do rodzinnej Warszawy to mu zezwolenia nie dali, więc wybrał miasto, w którym mieszkał jego brat. A ten wyjechał krótko po tym do Izraela! Ale i tak mieliśmy towarzystwo. Potem się zorientowałam, że większość panów była żydowskiego pochodzenia. Ale większość pań, to były Polki, jak ja.
To z żydostwem wyszło dopiero po 68 roku. Bardzo się wtedy zdenerwowałam. Bo niby dlaczego? Na dodatek dzieci zaczęły się pytać, bo nagle powiedziano im w szkole, że są Żydami. A Lutek nigdy nie ukrywał swego pochodzenia, ale też nigdy o tym nie mówił. Wystarczało, że dostawaliśmy listy z Izraela. Lutka zwolnili z tej pracy w studium wojskowym. I wtedy jakby zrobiło się więcej Żydów w naszym towarzystwie. Dzieci od czasu do czasu mordowały ojca, bo dla dzieci tych "prawdziwych" Żydów one były "kundlami". Kiedyś się strasznie z tego powodu zdenerwowałam, ale Lutek powiedział, że to normalna dziecięca głupota. Jak nie mogłam tego zrozumieć. Żyd, nie Żyd. Przecież żyliśmy w Polsce, mówiliśmy po polsku, żyliśmy polskimi sprawami i byliśmy wszyscy Polakami. A tu nagle robi się jakieś różnice. I na dodatek nasze dzieci to ni pies, ni wydra. Bardzo to przeżywałam. Nasz syn zdecydował się wyjechać. Dla mnie wyglądało na to, że jedzie za dziewczyną. Oni ze sobą chodzili, ale jej ojciec był pobożny Żyd i mu mój syn nie odpowiadał. I sam popatrz! Niby u nas nagonka na Żydów, to oni powinni się trzymać razem. A tu oni sami robią jakieś różnice. Pobożny, niepobożny. Matka żydowska, matka nieżydowska. Co za świat! Na szczęście syn wyjechał do Skandynawii, a ją zawieźli do Izraela. Jak córka z mężem postanowili wyjechać, to zabrali mnie ze sobą.
Czy ciężko było opuszczać Polskę? Trochę mi było żal rodziców. Ale oni przyjęli to zupełnie normalnie. O wiele lepiej niż ja.
Jak poszło na obczyźnie? Lepiej niż przypuszczałam. Ale miałam przecież blisko córkę i trochę ludzi, którzy tak jak ja wyjechali z Polski.
Czy wyszłabym drugi raz za Żyda? To nigdy nie było dla mnie problemem. Lutek był dobrym i opiekuńczym człowiekiem. I wybrałabym go z zamkniętymi oczami.

Czerwiec 2020 
Alex Wieseltier