Kabała? Co to jest?

2021-03-07

Kabała? Co to jest?

"No to się wpakowałeś w ładną kabałę!"
Może słyszeliście kiedyś takie zdanie. I pewnie chodziło o to, że ktoś się wpakował w nieciekawą sytuację, z której trudno wyjść. Bo Kabała uważana jest ogólnie jako coś skomplikowanego i trudnego do pojęcia. Wielu słyszało o Kabale, ale niewielu tak naprawdę wie czym się to je. Muszę was trochę rozczarować, bo prawdziwa Kabała nie jest związana ani z magią, ani z astrologią, ani z numerologią, ani z mistycyzmem, ani z kartami tarota i wróżbiarstwem, ani nawet z religią, chociaż w przeszłości niektórzy kabaliści zapędzali się w te strony.
Pewnie was nie zdziwi, jeżeli powiem, że Kabałę wymyślili Żydzi. A żydowscy kabaliści twierdzili, że Tora i Kabała to dwie strony tego samego medalu. Bo Tora uczy jak mamy żyć w świecie fizycznym, a Kabała uczy nas życia duchowego. Mówię tu o żydowskich kabalistach, bo byli również kabaliści chrześcijańscy, którzy twierdzili, że prawdziwym sensem Kabały jest chrześcijaństwo. Na szczeście nie trzeba być religijnym, brodatym Żydem po czterdziestce żeby studiować Kabałę (choć to podobno pomaga).
Pytanie tylko po co? Jako prawdziwy Żyd zacznę od czego innego.
Dlaczego nigdy nie jesteśmy zadowoleni? Cóż, dobrze, że nie jesteśmy, ponieważ w ten sposób odczuwamy motywującą siłę stojącą za całym rozwojem, zarówno na fizycznym, jak i duchowym, ukrytym poziomie przyczynowym natury. Wszystko, co czujemy jako ruch, od podróży do innej części świata do najsubtelniejszej zmiany wewnętrznego poczucia, dzieje się tylko dlatego, że ta siła sprawiła, że czujemy się tak nieswojo i nie jesteśmy w stanie spełnić naszych pragnień w naszym obecnym stanie, że czujemy potrzebę większego nasycenia, które według naszych kalkulacji, musi istnieć w tej nowej sytuacji, więc posuwamy się w tym kierunku, ale nie dalej. Człowiek nawet nie ruszy palcem ani nie podrapie nosa, gdyby nie ta kalkulacja: jak uzyskać maksymalną przyjemność przy minimalnym wysiłku. To jest naszego ego E = mc2.
Ta formuła jest tak wszechobecna, że nigdy nic nie wybierzemy, dopóki nie zostanie nam to przedstawione w ten sposób. Wybieramy tylko między tym, co uważamy za przykre lub przyjemne i zawsze wybieramy przyjemność, natychmiastową lub dostatecznie dużą w przyszłości, za którą jesteśmy gotowi zapłacić odrobiną cierpienia. Przyjemność nie istnieje sama w sobie. Musi być w naturze coś doń przeciwnego, zanim będzie można to odczuć. Nigdy nie doświadczamy niczego jako samo sedno, tylko przez porównanie do czegoś przeciwnego. Czujemy światło w porównaniu z ciemnością, ciepło w porównaniu z zimnem, przyjemność w porównaniu z bólem. Jeśli nie ma nic przeciwstawnego, to po prostu nie ma odczucia. Przyjemność jest właściwie punktem spotkania między potrzebą a jej spełnieniem, a im większa potrzeba, tym większe doznanie przyjemności.
Dlaczego więc przyjemność zawsze zanika? Wiemy, jak to jest. Gdy jesteśmy trochę głodni, zaczynamy myśleć o tym, co możemy zjeść. Hmm, może precel? Tak, ok, może później. Ale głód wciąż rośnie. Może poprosimy o kilka hot dogów? Nie, o całą pizzę! Nie, już wiemy! Stek, duża polędwica z pieczonymi ziemniakami i wszystkimi możliwymi przyprawami. A kiedy w końcu nadejdzie pora posiłku, możemy zjeść stek tak duży, że będzie potrzebował własnego kodu pocztowego! Ten pierwszy kęs to czysta ekstaza, następny kęs jest wspaniały, następny kęs dobry, i ten fajny kęs jest w porządku, a następny to jak cię mogę, a następny jest, no nie, żadnego następnego! Chyba się rozchoruję. Ach! Nasz apetyt zmalał. Nie potrzebujemy już steku i nie możemy teraz czuć przyjemności, bo potrzeba została zaspokojona.
A dzieje się tak, bo staramy się zadowolić tylko siebie i to egoistyczne pragnienie jest w końcu tym, co sprawia, że ludzkie doznanie jest ograniczone i fizyczne, bo nasze własne potrzeby są małe i są kształtowane w taki sposób, że nigdy nie mogą być zaspokojone. Mamy jednak pragnienie trwałej przyjemności i wyczuwamy, że w jakiś sposób musi ona istnieć. I tak faktycznie jest, ale aby to poczuć, potrzebujemy najpierw nieograniczonego, nigdy niegasnącego pragnienia, które może spowodować bezgraniczne spełnienie.
Być może niektórzy z was goniąc za karierą, oddając się miłości, szukając odpowiedzi w nauce, sztuce, a nawet religii dochodzili do wniosku, ze czegoś tutaj brakuje. Jaki jest sens i cel naszego życia? Nam się wydaje, że czujemy i robimy to, co zdecydowaliśmy się robić, ponieważ nie jesteśmy świadomi tego, jak bardzo jesteśmy uzależnieni i na czym to uzależnienie polega. Nasze zaprogramowanie jest przed nami ukryte, tak samo jak fakt jego ukrycia. I tak samo ukryty jest sens i cel, ponieważ nasza uwarunkowana logika nie jest stworzona do objęcia szerszej perspektywy, w której znajdują się sens i cel. Aby odkryć cel życia, musimy zacząć odczuwać świat w którym żyjemy i poznać swoje w nim miejsce z zewnątrz, tak jak to robimy z czymś, co chcemy stworzyć.
Sens życia jest niepokojącym pytaniem, ponieważ samo jego zadanie rzuca nas w nieznane i jest przyznaniem się, że może nic nie wiemy. Przerażające jest trzymanie się nikłej nadziei, że być może odpowiedź istnieje, i przerażająca jest myśl, że może jej nie być. Jednak nie pytalibyśmy się wcale tylko dla uzyskania odpowiedzi, gdybyśmy nie byli z góry skłonni do odrzucenia tej drugiej możliwości. To nie jest głupie pytanie. Świat mówi, że tak się dzieje, ponieważ na tym świecie nie ma na to odpowiedzi. I po jakimś czasie stwierdzamy ostatecznie, że to też jest głupie i zwracamy nasze myśli i energię na cokolwiek innego, o co po prostu nie musimy się pytać. W rzeczywistości większość tego, co robimy ze swoim życiem, to unikanie tego pytania.
Kiedy byliśmy dziećmi, nie mogliśmy się powstrzymać od zadawania tego pytania i na pewno nie było to filozofowaniem. To pochodziło z cudu niewinności, kwestionującej oczywistość tego, co czuliśmy z całkowitą jasnością, że nagle pojawiliśmy się znikąd w nowej rzeczywistości. Chcieliśmy wiedzieć dlaczego. Pytaliśmy więc oczekując wyczerpującej odpowiedzi. Dlaczego tu jestem? Czym jestem? Dlaczego jestem sobą? Czy to jest prawda? Czy naprawdę żyję? Dlaczego żyję? Czym jest życie? Po co jest życie? Dlaczego życie się zaczyna i kończy? Co się stanie, gdy życie się skończy? Dlaczego nie czuję, że życie się skończy? Nie ma na to prostych odpowiedzi, prawda?
Głód zadawania pytań zaniknął, kiedy ciągle widzieliśmy, że dorośli nie mogą na nie odpowiedzieć i sami o to nie pytają, kiedy szkoła uczyła wszystkiego oprócz tego, czym jest życie i jak je żyć, i kiedy dojrzewanie dopadło nas obiecanym ogniem hormonów, który wypełnił nasze marzenia i pragnienia i kiedy w końcu zostaliśmy sami na świecie i musieliśmy zadbać o własne przetrwanie.
Musimy jednak przyznać, że przejmujące piękno życia jest w jakiś sposób zakorzenione w jego nietrwałości, poczuciu, że żyjemy w tajemnicy, z nurtem tęsknoty, która przenika wszystko. Czy to przypadek? Czy to niedoskonałość? Czy to znaczy, że nie ma odpowiedzi? A może ukrywanie sensu jest faktycznie częścią odpowiedzi? Może cel nie jest zaprojektowany tak, aby pasował do tej wąskiej, uwarunkowanej przestrzeni, ale aby pomóc nam się z niej wydostać.
Większość z nas przestała o to pytać. Niektórzy nigdy tego nie robią, ponieważ nie mogą, bo ten nienasycony punkt w ich sercu nie jest związany z tym światem. Ten punkt zawiera już ziarenko sensu. Stąd on pochodzi i za tym tęskni. To jest przykre pytanie, które nigdy nie śpi. Budzisz się więc o drugiej w nocy, wchodzisz na Google i wpisujesz "jaki jest sens życia" i pomimo najbardziej sensownych i pełnych dobrych intencji odpowiedzi, staje się jasne, że sensem życia nie może być kontakt, modlitwa, zrozumienie czy gonienie za swoimi marzeniami tylko w tym życiu, bo to życie przecież się skończy.
To dobre i przydatne odpowiedzi dla kogoś, kto ma inne pytanie, takie jak: Jaka jest następna rzecz, którą mogę zrobić, by się na chwilę uszczęśliwić? Ale dla osoby, która chce wiedzieć, czym jest życie, to nawet nie dotyka sedna, ponieważ źródłem naszego pytania jest poszukiwanie czegoś nieograniczonego, wiecznego i zupełnego, co łączy nas z tym, kim jesteśmy, a nie tylko co robić do naszej śmierci.
Sens życia leży poza tym, co nazywamy życiem. Sens lub cel są tak naprawdę siłą natury, która powoduje i pomaga istnieniu. Musi więc być ona wymiarowo większa niż życie, które teraz znamy i nie może być ograniczona przez to, co ogranicza nas.
Poznajecie to? Jeżeli nie, to możecie już przestać czytać. Jeżeli tak, to wracamy do Kabały.
Według Kabały istnieje wyższa siła, z którą my wszyscy żyjemy w tej samej sferze i jesteśmy tym egoistycznym elementem, który jest przeciwieństwem tej siły. Ta siła wyższa jest całkowicie dobra, kochającą i obdarzająca. Ta siła stworzyła nas w przeciwieństwie do siebie jako egoistów, ale tylko po to, aby nasze ego rozwinęło się w nas do punktu, w którym będziemy mogli zrozumieć, że nie ma nic gorszego niż nasza destrukcyjna natura. I że będziemy się chcieli z tego wyrwać w taki sam sposób, w jaki chcielibyśmy uwolnić się od starej skóry i upodobnić się do siły wyższej.
Siła wyższa jest wszechobecna i wieczna. A początkiem był zamysł tworzenia. (Prawie jak w Torze - "na początku było światło", czy w Biblii -"na początku było słowo").Więc Big-Bang, wszechświat, układ słoneczny, Ziemia, ludzie, to po prostu manifestacja tej siły. My, ludzie myślący, jesteśmy jedną duszą, jednym egoistycznym pragnieniem, pragnieniem przyjemności. Tak jak siła wyższa jest dawcą wszystkiego, tak my jesteśmy stworzeni do brania i zawsze nam mało. Ktoś z was powie, że bardziej lubi dawać, niż dostawać. A dlaczego dajecie? Bo możność dawania sprawia wam przyjemność z samego dawania i z reakcji biorących. Tak więc dawca (czy dawczyni) zaczyna odczuwać przyjemność dawania i staje się tym samym odbiorcą przyjemności!
Nie jestem pewny gdzie ta ostatnia wzmianka zaniosła wasze myśli. Może trochę daleko od Kabały, ale idźmy dalej.
Ta siła wyższa rozdzieliła nas na tysiące i miliony części, zwane duszami indywidualnymi, które maja się rozwijać tak długo, aż staną się podobne do ich stwórcy, czyli wrócą do źródła. Nasze fizyczne powłoki są tylko przechowalnią naszych dusz, lub jak kto woli świadomości, które się rozwijają w trakcie naszego żywota. Z chwilą zakończenia funkcji jednej fizycznej powłoki (śmierci) ta dusza (świadomość) przechodzi w inną, nowonarodzoną powłokę, zapominając zupełnie fizyczne cechy poprzedniego wcielenia, zachowując jednocześnie wszystkie nabyte elementy rozwojowe.
Człowiek przychodzi na świat z genami, które zawierają abstrakcyjny sens jego przodków, z nagromadzoną wiedzą, cechami fizycznymi i psychicznymi, które czuje jako własne podświadome skłonności, a które nie są naszymi, ale zostały w nas zainstalowane i nie możemy ich w żaden sposób wybierać ani zmieniać. Nasz odziedziczony program pragnień, myśli i postaw rozwija się pozytywnie lub negatywnie w zależności od naszej rodziny, której nie wybieramy i od sposobu, w jaki nas wychowano i od tego, jakie dostaliśmy wykształcenie. Oczywiście jako dzieci jesteśmy bezradni, więc o wszystkim decydują "oni", a to zmusza nas do poddawania się ciągłemu łańcuchowi interakcji z ich osobowościami, ich pomysłami i systemem wartości. Zatem czymkolwiek się staniemy, będzie to wynikiem pogodzenia się lub reagowania na nie, bez możliwości zmiany praw, które formują naszą istotę, ani tego, jak one to robią.
Powyższe czynniki są od nas niezależne. Jedyny sposób jaki mamy, by na nie wpłynąć, to wybór naszego środowiska. Możemy wybrać książki, które chcemy czytać, możemy wybrać/zmienić partnera/partnerkę, możemy wybrać/zmienić znajomych, możemy zmienić miejscowość i kraj zamieszkania. To nasz jedyny punkt wolności w świecie fizycznym i tu możemy wykorzystać te prawa, które popchną nas w kierunku naszego celu. Bo umieszczenie jednostki we właściwym środowisku, może podwyższyć jakość i ogromnie przyspieszyć tempo jej rozwoju. Tym się ocenia ważkość naszego życia, ponieważ po wybraniu środowiska wszystkie te prawa działają ponownie i to środowisko kształtuje wszystkie nasze przyszłe stany.
Dlaczego takich rzeczy nie widzimy? Czy rzeczy których nie widzimy lub nie znamy, nie istnieją? Siła grawitacji istniała przed tym jabłkiem, które nabiło guza na głowie Newtonowi. Mikroby i bakterie istniały zanim wynaleziony został mikroskop i mogliśmy je zobaczyć. Widzimy i znamy po prostu to, do czego mamy odpowiednie narzędzia. Tymczasowy brak takowych narzędzi nie oznacza, ze nie ma na świecie (i tym naszym fizycznym, i tym w duchowym wymiarze) rzeczy, o których "się filozofom nie śniło".
Czy słyszycie teraz otaczającą was muzykę? Nie? To weźcie swoją komórkę i włączcie na program muzyczny. Teraz już na pewno słyszycie muzykę. Bo chociaż jej nie słyszeliście, to ona tam przecież była i jest!
Dlaczego nie zdajemy sobie sprawę z istnienia siły wyższej i opisywanych w Kabale manifestacji światów, czy stanów duchowych? Bo nie znamy i nie mamy układu odniesienia. Dzieje się to po prostu dlatego, że stany duchowe istnieją w innym wymiarze. W jakim? Jak wygląda dla nas stół w układzie dwuwymiarowym (płaskim)? Na pewno nie tak jak on wygląda. Jego postać możemy opisać dopiero w układzie trójwymiarowym (przestrzennym). Żeby było jeszcze zabawniej, to do opisu stanu układu mechanicznego w przestrzeni jest potrzebne określenie jego sześciu stopni swobody. A jeszcze nie wspomnieliśmy o czasoprzestrzeni, czy pętli czasowej. W ten sam sposób można przejść z wymiaru stanów fizycznych do wymiaru duchowego. Do tego jednak musimy się znajdować na odpowiednim poziomie intelektualnym. Jak już wspomniałem, ludzkość jest w trakcie ciągłego rozwoju. Ten rozwój możemy dostrzec sami patrząc na postępy wiedzy, nowe wynalazki i wzrastający poziom intelektualny całej ludzkiej populacji, który umożliwia studiowanie Kabały jako ścieżki prowadzącej do duchowego rozwoju.
To tak w skrócie.
Samo studiowanie Kabały, Księga Blasku (Zohar) i inne, pojęcie Ein Sof, stworzenie i ilość Światów (etapów Światła niebędących w wymiarach fizycznych naszego świata), ich manifestacje, piramida poziomów pragnień, szósty zmysł i inne przyjemności, to już wyższa szkolą jazdy na wrotkach i nie mieści się w ramach tego artykułu.

Alex Wieseltier
Marzec 2021