Iris 1

2020-12-30

(1) Iris, czyli kto czuje się Polakiem?

W jednej z wielu dyskusji na FŻP jedna z komentatorek przejechała się po żydowskich komuchach, pisząc między innymi: „my wśród swoich mieliśmy wystarczająco dużo tego dziadostwa, żeby jeszcze nam cudzego dokładano". I to „cudze” ubodło, bo zaraz potem zauważyłem prywatną wymianę zdań na ten temat. Jedna uczestniczka powiedziała: „Mieszkałam w Polsce do 67 roku, czułam się Polką, wyjechałam, bo Polacy uważali mnie za cudzą. I wiem, jak to boli tych, którzy tam zostali gdy się ich uważa za cudzych". Jej rozmówca miał trochę inne zdanie: „Ja sobie Polaków dziele na Polaków A i Polaków B, a ja jestem papierkiem lakmusowym. Dla Polaka A wciąż jestem Polakiem. Dla Polaka B - nigdy nim nie bylem. Ale mnie to nie martwi. On dla mnie tez nie jest Polakiem!”
Z tego wszystkiego najbardziej mnie zainteresowało to „czucie się Polakiem". Co to znaczy i dla kogo? Kto może lub może się czuć (lub nie czuć) Polakiem i dlaczego? No i w przypadku naszego Forum jak to wygląda dla ludzi z żydowskimi korzeniami? Poruszyłem tę sprawę w dyskusji z Iris i oto co od niej dostałem:

Mój drogi przyjacielu,
Wiesz, że bardzo sobie cenię nasze rozmowy. To już ponad rok, jak w odpowiedzi na moje pytanie co to znaczy być Żydem, napisałeś dla mnie cztery artykuły o „Narodzie Wybranym". I muszę się przyznać, że dowiedziałam się dość dużo nowego o historii Żydów w Polsce, ale zaskoczyłeś mnie tym, że zamiast odpowiedzi podałeś mi wiele sposobów bycia Żydem. I po otrząśnięciu się z zaskoczenia znalazłam, tak mi się przynajmniej wydaje, moją wersję bycia Żydówką. Potem czytałam Twoje artykuły na temat żydowskich świąt. I chociaż judaizm w dalszym ciągu jest dla mnie czymś nowym i nieznanym, to zaczynam poznawać żydowską tradycję w postaci obchodzenia żydowskiego Nowego Roku, Sądnego Dnia, Święta Szałasów, Chanuki, Purim i Paschy. No i dzięki naszym rozmowom zaczynam bardziej rozumieć, dlaczego mówi się o Żydach, że przeważnie odpowiadają pytaniem na pytanie. I przestalam uważać to za stwierdzenie negatywne. Bo od czasu do czasu sama się bawię w ten sposób, widząc konsternację pytających. Jeszcze nie dorosłam do odpowiedzi typu „To jest dobre pytanie!”, ale wszystko jest dla ludzi. (Pewnego pokroju, ha!).
W ostatniej naszej rozmowie wspomniałeś o kilku Twoich znajomych i ich stosunku do bycia, czy nie bycia, albo inaczej wyrażając, czucia się lub nieczucia się Polakiem.
I z tego powodu zaczęłam się sama zastanawiać kim ja się tak naprawdę czuję. Żebyś to zrozumiał, muszę Ci naświetlić trochę moją historię i historię mojej rodziny. Tyle pisałeś o losach ludzi, którzy przeżyli wojnę i okupację, oraz tych którzy byli zmuszeni opuścić Polskę. Historie skomplikowane i nietuzinkowe, choć wiele podobnych losów nigdy nie będzie opisanych. Ale historia mojej rodziny jest podobnie poplątana. Wyobraź sobie, że obaj moi dziadkowie, i od strony matki i od strony ojca, byli Polakami. Za to jedna babka była Ukrainką (od strony matki), a druga Żydówką!
Cale moje dzieciństwo spędziłam na Kresach. Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, a świnka dzień dobry. Czy moje dzieciństwo było złe? Nie. Byłam małym, uroczym bobaskiem z blond loczkiem na czubku głowy. Szczęśliwym dzieckiem, które nie widziało nic złego w tym, że część przyjaciół to Ukraińcy, a część Polacy. Chociaż tych drugich było stosunkowo mniej. Jako „mieszaniec” miałam ten przywilej poznać obydwie kultury. Czy strona ukraińska bardziej mi pasowała? Być może. A być może mało ich obchodziło, to, że przecież po części byłam Polką. Po prostu akceptowali ten fakt.
Wszystko miało się zmienić kiedy przyjechałam na Śląsk. Mój pierwszy dzień w szkole podstawowej, to takie mało przyjemne przeżycie. Tak. Mówiłam z naprawdę mocnym akcentem, używając czasem, z braku słów, ukraińskich zamienników. I absolutnie nikt mnie nie rozumiał.
Pamiętam ten dzień, kiedy uczyliśmy się wierszyka o lisku. Dumna i blada wstałam, aby go wyrecytować. A nauczycielka w połowie mi przerwała i powiedziała „Siadaj Ukraińcu, tu jest Polska, tu mówimy po polsku". Nie muszę mówić jaką ocenę dostałam? To były lata 90'. Ale, ale...
Odbiegam trochę od tematu, bo pytanie o to, czy czuję się Polką, było w kontekście bycia Żydówką. Ale to o moich żydowskich powiązaniach dotarło do mnie powoli i dość późno. Matka mojego ojca była Żydówką. Nie będę Ci pisała jakie relacje z nią miałam, bo to historia sama w sobie. Patrząc wstecz cieszę się, że o fakcie bycia Żydówką dowiedziałam się tak późno. Bo jak by mnie wołali w szkole? Żydowskie UPA? Problem, który oszczędziłam prawdziwym Polakom.
A wracając do tematu. Co oznacza „być Polakiem"? Pierwsza odpowiedz, to osobnik urodzony w Polsce z polskich rodziców i mający polskie obywatelstwo. No i dodajmy szybko do tego, że katolik. I tu od razu nie zdaję egzaminu ze względu na pochodzenie rodziców. Nie mówiąc już o tym, że mam na papierze, że nie jestem katoliczką!
Jak już pisałam, świadomość inności towarzyszyła mi w Polsce od zawsze. Nigdy nie dano mi o niej zapomnieć. Bycie Żydówką to była jedynie wisienka na torcie. Jedyna różnica, że tę Żydówkę wybrałam sama! I to nie z powodu mojej żydowskiej babci. Może nawet na przekór. Chociaż tę Gwiazdę Dawida, którą znalazłam u niej na strychu, noszę na jej wisiorku. I to jest jedyny widoczny znak mojej żydowskości. Ale dla wielu ludzi to jest wystarczające, żeby mnie zakwalifikować pod rubrykę „obca".
Wiesz, większość Polaków uważa, że każdy kto mieszka w ich kraju powinien uważać się za Polaka. No cóż, nie jest tak do końca. Mieszkam w Polsce, mówię po polsku i ścieram któryś to raz z rzędu namalowaną na moich drzwiach Gwiazdę Dawida na szubienicy. W domu z domofonem więc to nikt inny, tylko sąsiedzi, których widzę pędzących co niedzielę na mszę.
Czy można dyskryminować kogoś ze względu na nazwisko? Ideologicznie jestem trudna do zaakceptowania. Już sam fakt bycia Ukrainką dałby 90% narodowców powód do wręczenia w najlepszym wypadku biletu w jedną stronę. Fakt bycia Żydówką, to już nawet nie bilet. Widzisz, Polacy to tolerancyjny naród. Tak długo jak podzielasz ich poglądy. W momencie gdy się z nimi nie zgadzasz, jedyne co usłyszysz to morda w kubeł, ciesz się, że oddychasz, moja babcia ratowała takich jak ty i gdyby nie nasza pomoc to by was nie było. Nie masz prawa wypowiadać się na tematy związane z Polską, bo nie jesteś Polakiem, a jednocześnie masz okazywać wdzięczność Polakom za to, że twoi dziadkowie/rodzice przeżyli Holocaust, masz dziękować za to, że pozwalają ci łaskawie żyć w ICH kraju! Proste?
Teraz masz odpowiedz. Nie. Nie czuje się Polką. Czy kocham ten kraj? Nie wiem. To kraj, w którym się urodziłam. To kraj, w którym mieszkam. Kim jestem? To też nie jest tak, że nie czuję się Polką, bo mi tego odmówiono na samym starcie. Nie. Mentalnie i kulturowo czuję się bardziej Żydówką. Kiedyś pisałam o sobie Polka żydowskiego pochodzenia. Teraz jestem Żydówką mieszkająca w Polsce. Problem tylko w tym, że w synagodze nie uznają mnie za Żydówkę, Ukraińcy nie uznają mnie za Ukrainkę, a według mnie samej (i moich sąsiadów) Polką nie jestem!
Więc powiedz mi. Czy rzeczywiście jestem taki dziwoląg?

Pozdrowienia.
Iris

Alex Wieseltier
Grudzień 2020