Iran nie wygrał
Długa, ale interesująca analiza:
Iran nie wygrał, a Ameryka nie przegrała… jeszcze
Jonathan S, Tobin, JSN, 10.04.2026
Nie jest jasne, kto
najgłośniej się chełpi znaczeniem dwutygodniowego zawieszenia broni między
Stanami Zjednoczonymi a Iranem,.
Zarówno Teheran, jak i krajowi przeciwnicy prezydenta Trumpa wydają się równie
zdeterminowani, by ogłosić, że oznacza to zwycięstwo reżimu islamistycznego.
Powody ich działań są boleśnie oczywiste.
Jednak oświadczenia publikowane w oficjalnych mediach reżimu i te publikowane
na stronie głównej "The New York Times" o triumfie irańskiego rządu po sześciu
tygodniach wojny są w najlepszym razie przedwczesne, a w najgorszym –
całkowicie nieszczere.
Od początku wojny zwolennicy islamistycznych tyranów i przeciwnicy Trumpa byli
mocno przekonani, że wspólna kampania amerykańsko-izraelska była błędem
skazanym na porażkę.Teheran nie wygrywa
Określenie konfliktu, w którym irański potencjał militarny, rakiety i to, co
pozostało z programu nuklearnego, zostały w dużej mierze zniszczone, a Iran był
w stanie wyrządzić jedynie niewielkie szkody Izraelowi lub siłom zbrojnym USA,
jako zwycięstwo Teheranu wydaje się naciągane w każdych okolicznościach.
Islamistyczny rząd toczył wojnę z Zachodem i Stanami Zjednoczonymi, jak i z
Izraelem, odkąd przejął w 1979 roku władzę. Ale w zeszłym roku dostał on cięgi,
jak nigdy dotąd. Nawet gdyby konflikt nie był wznowiony, to wpływ na
strategiczny układ sił na Bliskim Wschodzie, spowodowany zniszczeniami zagrażającego
światu irańskiego programu nuklearnego, jego arsenału rakietowego, był ogromny.
Dość powiedzieć, że w przededniu ataków terrorystycznych na Izrael, przeprowadzonych
przez Hamas, 7 października 2023 roku, Iran poczynił duże postępy w dążeniu do
osiągnięcia swojego celu, jakim jest jego regionalna hegemonia.
Jednak od tego strasznego dnia siła i wpływy reżimu zaczęły spadać.
Terrorystyczne siły Hamasu i Hezbollahu zostały pokonane i zredukowane do
ułamka ich dotychczasowych możliwości w zadawaniu Izraelowi szkody, tracąc
jednocześnie kontrolę nad znaczną częścią Strefy Gazy i Libanu. Zależny od
Teheranu, barbarzyński reżim Baszara al-Asada w Syrii, upadł. Dwunastodniowa
wojna w czerwcu 2025 roku i, obecnie wstrzymana, sześciotygodniowa kampania
wojskowa wyrządziły nieobliczalne szkody siłom zbrojnym i uzbrojeniu irańskiego
reżimu.
Należy jednak przyznać, że pomimo taktycznego sukcesu, ani Stany Zjednoczone,
ani Izrael nie osiągnęły swoich celów strategicznych. Co oznacza, że reżim w
Teheranie, pomimo poniesionej klęski militarnej i głębokiej niepopularności,
wciąż istnieje.
Obalenie teokracji nie było bezpośrednim celem ani Waszyngtonu, ani Jerozolimy,
ale było to coś, czego zarówno Trump, jak i premier Izraela Benjamin Netanjahu
jasno dali do zrozumienia, że pragną.
Urzeczywistnienie tego było zawsze czymś, co może być dokonane nie dzięki siłom
zewnętrznym, a przez samych Irańczyków, którzy wielokrotnie protestowali na
ulicach w styczniu tego roku przeciwko swoim tyranom i byli mordowani w
dziesiątkach tysięcy osób.
Jednak sam fakt, że chociaż znaczna część ich przywódców zginęła w
ukierunkowanych atakach izraelskich, mułłowie pozostają u władzy, jakkolwiek
chwiejna ich władza nad zdewastowanym krajem jest, należy uznać za swego
rodzaju osiągnięcie.Powtórka kryzysu sueskiego?
Co więcej, irańskie groźby zatrzymania transportu ropy przez Cieśninę Ormuz
spowodowały problemy gospodarcze na Zachodzie i wywarły presję na Trumpa, by
zaprzestał walk. I to właśnie ten fakt daje krytykom prezydenta podstawę do
działania.
Jeśli wojna z Iranem zamieni się w powtórkę kryzysu sueskiego z 1956 roku, to
Iran rzeczywiście odniesie zwycięstwo.
W konflikcie tym Wielka Brytania i Francja spiskowały, z pomocą Izraela, aby
odebrać Kanał Sueski z rąk egipskiego Gamala Abdela Nasera, który
znacjonalizował ten kluczowy szlak wodny. Brytyjsko-francuski atak na północny
kraniec kanału okazał się sukcesem militarnym, podobnie jak kampania Izraela,
która rozgromiła siły egipskie w Strefie Gazy i na Synaju. Zamknięcie kanału
wywarło jednak presję ekonomiczną i polityczną na Londyn i Paryż, zmuszając ich
do wycofania się.
Co gorsza, Ani Wielka Brytania ani Francja nie skonsultowały się ze swoim
jedynym sojusznikiem-supermocarstwem, Stanami Zjednoczonymi. Administracja
prezydenta Dwighta Eisenhowera była głęboko oburzona tą rzekomą zniewagą i
negatywnym nastawieniem do wyprawy.
W tamtym czasie Eisenhower i sekretarz stanu John Foster Dulles nadal pragnęli
kontynuować swoje nieudane próby udobruchania i odciągnięcia Nasera od wpływów
sowieckich.
Izrael wziął udział w wojnie, by zastopować wspieraną przez Egipt kampanię
terrorystyczną, która miała miejsce w Strefie Gazy, i zapewnić sobie prawo do przepływu
przez Morze Czerwone z Ejlatu. Jednak wbrew mitowi o tym, że Jerozolima zawsze miała
amerykańskie wsparcie, Eisenhower i Dulles także nie byli zbyt przychylni
Izraelowi i zasadniczo przyjęli postawę neutralności wobec arabskich wysiłków
zmierzających do zniszczenia rodzącego się państwa żydowskiego.
Dlatego, kiedy Waszyngton zażądał, by Wielka Brytania i Francja wycofały się i
ewakuowały strefę Kanału, a Izrael oddał Egiptowi Półwysep Synaj i Gazę,
wszystkie trzy kraje zostały zmuszone do podporządkowania się.
Wynik kampanii był powszechnie postrzegany jako koniec brytyjskich wysiłków
zmierzających do utrzymania statusu wielkiego mocarstwa, nawet po przyznaniu
niepodległość różnym narodom.
Właśnie tego scenariusza chciałby teraz Iran i krytycy Trumpa w Stanach
Zjednoczonych. I jeśli wojna z Iranem zakończy się w ten sam sposób, to ta
analogia stanie się aktualna. Albo w wyniku negocjacji, które wkrótce się
rozpoczną, albo po prostu dlatego, że administracja amerykańska po prostu
zaakceptuje nowe status quo, w którym reżim islamistyczny przetrwa i nie tylko
zapewni sobie kontrolę, ale i prawo do pobierania opłat za przeprawę przez
Cieśninę Ormuz z tankowców. Będzie to zwycięstwo irańskiego reżimu i sromotna
porażka Trumpa i Stanów Zjednoczonych.<
Jednak ci, którzy trąbiają takie żałosne przewidywania, muszą pamiętać o kilku
ważnych różnicach między obecną wojną a kryzysem sueskim.
W 1956 roku Wielka Brytania i Francja były krajami u schyłku, wciąż
okaleczonymi skutkami II wojny światowej. Tę pierwszą zrujnowało jej
zwycięstwo, a porażka tej drugiej ja upokorzyła i zubożyła. Oba kraje kurczowo
trzymały się resztek imperium, nie mając ani ekonomicznej ani militarnej siły,
które mogłyby poprzeć ich roszczenia. Żadne z nich nie było w stanie powiedzieć
"nie" Waszyngtonowi i uzasadnić swoje odmowy.
Nie trzeba dodawać, że to samo dotyczyło Izraela, który w przeciwieństwie do
dzisiejszego dnia był maleńkim państwem bez silnej armii i gospodarki, i który,
jak wielu wierzyło, ostatecznie zostanie zniszczony przez wrogich sąsiadów.
Dla kontrastu Stany Zjednoczone w 2026 roku nadal są dominującym globalnym
supermocarstwem, mimo że ich zdolność do narzucania swojej woli całemu światu
nie jest nieograniczona. Ale, poza Izraelem , mają niewielu, jeśli w ogóle,
realnych sojuszników.
Trump ma powody, by obawiać się wpływu wzrostu cen ropy naftowej na gospodarkę
i listopadowe wybory w USA. Trump wyraźnie chce, by wojna zakończyła się przed
początkiem lata, kiedy podwyżki cen benzyny na stacjach benzynowych mogłyby
stworzyć problem polityczny, na który nie ma on gotowego rozwiązania.
Prawdą jest również to, że przesadne, retoryczne groźby Trumpa skierowane pod
adresem irańskiego reżimu w ciągu ostatnich sześciu tygodni, zwłaszcza w dniach
poprzedzających zawieszenie broni, w którego realizację mało kto wierzył,
również pogorszyły obecną sytuację.
Oczywiście, większość negatywnych komentarzy na temat wojny wynikała przede
wszystkim z partyjnego sprzeciwu wobec Trumpa. Uniemożliwienie irańskiemu
reżimowi dalszego zagrażania Zachodowi bronią jądrową, rakietami i terrorem,
pozostaje imperatywem dla amerykańskich interesów, a także dla utrzymania
stabilności na Bliskim Wschodzie i w gospodarce międzynarodowej.
Jednak dla tych, którzy nienawidzą Trumpa, jego pokonanie jest o wiele
ważniejsze niż powstrzymanie ajatollahów.
Irański reżim od początku liczył na to, że sprzeciwy Demokratów i państw Europy
Zachodniej przeciwko wojnie pomogą mu, pomimo amerykańskich sukcesów
militarnych, ostatecznie pokonać Trumpa.
W tym scenariuszu Teheran zamierza pozostać nieustępliwy w negocjacjach z
Amerykanami i, podobnie jak Wietnam Północny w rozmowach pokojowych ze Stanami
Zjednoczonymi w latach 1968–1972, osiągnąć zwycięstwo, po prostu mówiąc "nie" na
każdą propozycję, która pozbawiłaby go osiągniecia pokoju, pomimo braku sukcesu
na polu militarnym.
Niedocenianie Trumpa
Co więcej, odmowa ustąpienia choćby na cal to również
sposób, w jaki skłonili oni byłego prezydenta Baracka Obamę do zgody na cienkie
warunki porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 roku, które, zamiast temu
zapobiec, gwarantowało, że reżim w końcu będzie miał broń atomową.
Jednak założenie, że prezydent da irańskiemu reżimowi takie zwycięstwo, jakie dał
im Obama, lub jakie były prezydent Richard Nixon dał Wietnamowi Północnemu,
oznacza niedocenianie Trumpa.
Reżim irański po prostu nie jest w stanie zawrzeć porozumienie, które
zakończyłoby wojnę i byłoby choć trochę akceptowalne dla Trumpa. Słaby
przywódca lub ktoś desperacko pragnący porozumienia za wszelką cenę mógłby
rozważyć ekonomiczne konsekwencje kontynuowania wojny i zdecydować się na
wycofanie.
Prowadzenie wojny przez administrację amerykańską nie było pozbawione błędów,
nawet jeśli aspekty militarne takie były. Skoro się zaszło tak daleko, możliwe
jest, że prezydent Trump się podda i ogłosi, podobnie jak niektórzy jego
poprzednicy, że porażka była w rzeczywistości zwycięstwem.
Ale cokolwiek można powiedzieć o nim, jego nieprezydenckiej retoryce i postach
w mediach społecznościowych, to Trump nie jest kimś, kto zawrze porozumienie
dla samego porozumienia. Nie jest on ani głupcem, ani tchórzem, za jakiego
uważają go przeciwnicy.
Pogląd, że Trunp ustąpi i zapewni w ten sposób zwycięstwo swoim przeciwnikom,
kiedy Stany Zjednoczone wciąż mają przewagę militarną, przeczy wszystkiemu, co
o nim wiemy
Irański reżim może wierzyć, że może sobie pozwolić na poniesienie ogromnych
strat bez ustępstw, bo Zachód jest słaby. Choć może to być trafna ocena rządów
Europy Zachodniej lub Stanów Zjednoczonych pod rządami Obamy lub prezydenta Joe
Bidena, to Trump poszedł na wojnę z Iranem właśnie dlatego, że nie jest tego
typu przywódcą.Wojna jeszcze się nie skończyła
Wstrzymanie transportu w Cieśninie Ormuz i atakowanie państw arabskich w Zatoce
Perskiej w celu zmaksymalizowania ich strapień mogą być groźnymi kartami w
rękach Teheranu. Ale fakt, że irański reżim jest teraz praktycznie bezbronny,
jest czymś, co mogą wykorzystać Ameryka i Izrael.
Nie jest jasne, czy oznacza to kampanię lądową, która odzyskałaby kontrolę nad
Cieśniną Ormuz z rąk iranskich, czy nie. Jak oba kraje pokazały w ciągu ostatnich
sześciu tygodni, ich możliwości wyeliminowania sił irańskich i ich przywódców
są ogromne.
Błędne może być również myślenie, że jeśli nie będzie innej alternatywy, żaden
z tych krajów nie jest w stanie pójść jeszcze dalej, by osłabić reżim
islamistyczny,
Jeśli obecni przywódcy Iranu, którzy zastąpili swoich poległych poprzedników,
myślą, że są bezpieczni, to się mylą. Ich przekonanie, że administracja amerykańską
jest zbyt nieudolna lub zbyt nękana przez krajowych przeciwników, aby wytrwać i
nalegać na zakończenie, w którym irański reżim zrezygnuje ze swoich ambicji
nuklearnych, programu rakietowego i międzynarodowego terroryzmu, wymaga
znacznie większego wysiłku wyobraźni niż przepowiednia, że Trump wywiesi białą flagę.
Ci, którzy kolportują takie przewidywania, zapominają o wszystkich
wcześniejszych decyzjach prezydenta, w których on zawsze odmawiał poddać się
woli Teheranu lub żądaniom swoich politycznych przeciwników.
Wojna z irańskim reżimem została przerwana, ale jeszcze się nie skończyła.
Gotowość Waszyngtonu, wraz z jego wiernym sojusznikiem, Izraelem, do użycia
siły w celu osiągnięcia rezultatu politycznego, którego domagały się
amerykańskie administracje przez ostatnie 30 lat, powinna była już przekonać
reżim islamistyczny, że ma on do czynienia z zupełnie innymi przeciwnikami niż
ci, których wcześniej pokonał w negocjacjach.
Spuścizna po Trumpie w polityce zagranicznej zależy od wygrania tej wojny i zapobieżenie,
by reżim, który od 47 lat prowadzi dżihad przeciwko Zachodowi, uzyskał
przewagę.
Nie wiemy jeszcze, czy po zakończeniu walk prezydent Trump uzyska rezultat,
który uniemożliwi Teheranowi dalsze zagrażanie światu. Ale jeśli tego jednak
nie dokona, to nie stanie się to dlatego, że zbyt mocno obawiał się krytyki
wewnętrznej lub cen ropy.
Polskie tłumaczenie Alex Wieseltier
https://www.jns.org/opinion/column/iran-hasnt-won-and-america-hasnt-lost-yet?