ATEISTA?

Mój wieloletni przyjaciel, po przeczytaniu „Ateisty” Andrzeja Koraszewskiego, przysłał mi swoje rozważania na ten temat. Te rozważania zmusiły mnie do sięgnięcia po wyżej wspomnianą książkę i oto co z tego wyszło:

ATEISTA?

Drogi Przyjacielu.
Przeczytałem z uwagą Twoje rozważania na temat książki Andrzeja Koraszewskiego „Ateista". Ta interesująca lektura, która porusza bardzo ciekawe zagadnienia, miała dla mnie jeden podstawowy feler — w opisie zawartości samej książki byłeś, że tak powiem, bardzo oszczędny. Z drugiej strony pomyślałem, że to może Twoja metoda wzbudzenia u czytelnika chęci przeczytania samej książki.
I w moim przypadku ten zamysł się udał, bo nie tylko pomyślałem o przeczytaniu tej książki, ale ją również sprowadziłem i przeczytałem!
Na początku muszę zapodać, że jestem miłośnikiem twórczości pana Andrzeja. Może dlatego, że jesteśmy zgodni w znakomitej większości prezentowanych przez niego poglądów.
Pan Andrzej jest z wykształcenia socjologiem i jako taki jest dla mnie przedstawicielem kierunku humanistycznego. Określenie może nie bardzo dokładne, ale przydatne w odróżnieniu od kierunku matematyczno-przyrodniczego, do którego, jako inżynier z zawodu, siebie zaliczam. Jak widzisz, wprowadziłem tutaj sztuczny podział na humanistów i techników, który w swojej czystej postaci prawie nie istnieje. Co prawda spotkałem kiedyś inżyniera, który twierdził, że ludzkość mogłaby się doskonale obyć bez humanistów, bo ich abstrakcyjne myślenie nie przyczynia się do pożytecznego rozwiązywania praktycznych problemów życiowych, natomiast bez techników ludzkość byłaby w dalszym ciągu na etapie kamienia łupanego. Osobnik ten nie zdawał sobie sprawy z tego, że tylko abstrakcyjne myślenie jego techników spowodowało, że ludzkość poszła w rozwoju dalej niż do wspomnianej epoki.
Wracając do książki pana Andrzeja, to pierwsze, co mnie uderzyło, było wrażenie, że ja już kiedyś to czytałem. I to chyba u pana Andrzeja, który na pewno kiwnąłby potakująco głową. Ale powtarzanie ciekawych rzeczy nie jest przecież grzechem.
Sama książka zajmuje się bardzo mało samym ateizmem jako takim. Pana Andrzeja bardziej interesuje pojęcie etyki, moralności i związane z nimi pojęcie dobra i zła. A raczej jak powyższe pojęcia wyglądają z perspektywy religijnej. I tu ma pan Andrzej wiele do zarzucenia religii, a jako że pan Andrzej jest, jak sam to podkreśla, katolickim ateistą, ta krytyka jest skierowana głównie na religię katolicką. Cytując między innymi byłego księdza, Stanisława Obirka, pan Andrzej dochodzi do wniosku, że każda zorganizowana/zinstytucjonalizowana religia zawiera niebezpieczeństwo wykorzystywania swojego autorytetu do celów, które nie mają nic wspólnego z samą ideą tej religii, a które mogą prowadzić do instytucjonalnego uzależnienia i wykorzystywania wiernych oraz marginalizacji lub represjonowania tych, którzy tej religii nie wyznają. Idąc za ciosem, pan Andrzej stwierdza, że historia podaje wiele przykładów zabijania z powodów religijnych, a zabijania z powodu ateizmu trudno się dopatrzyć. Wygląda na to, że zabijanie ludzi w ateistycznym systemie totalitarnym, zwanym komunizmem, traktuje pan Andrzej jako zabójstwo ideowe, bardziej zbliżone do wiary, niż niewiary reprezentowanej przez ateizm.
Interesujące jest również stwierdzenie, że religia może motywować do działań szlachetnych i że cała masa ludzi wierzących może być wzorcami moralnymi, przy jednoczesnym odbrązowieniu na przykład Matki Teresy, którą pan Andrzej nie traktuje jako przyjaciółkę biednych, ale jako przyjaciółkę biedy!. Wytłumaczenie tego stwierdzenia znajduje się w książce, razem opisem amoralności moralności religijnej.
Powołując się na profesora Kotarbińskiego, pan Andrzej stwierdza, że zagadnienia etyki i moralności powinny być niezależne od religii.
Wszystko powyższe połknąłem z podziwem i przytakiwaniem. Bo poziom niewiedzy określa poziom wiary, a poziom wiedzy określa poziom niewiary. Nawiasem mówiąc, trudno znaleźć w książce pana Andrzeja słowo wiara. Niby logiczne, bo co ma wiara do książki o ateizmie? Ale samo słowo jest bardzo interesujące. Wierzę w Boga. Wierzę w komunizm. Wierzę w demokrację. Wierzę w przyszłość. Wierzę, że będzie dobrze. Wierzę tobie. Wierzę w ciebie. Z tym ostatnim przykładem jest trochę kłopotu, bo wszystkie poprzednie, teoretycznie, oznaczają brak potrzeby namacalnych dowodów na to, w co się wierzy, a praktycznie wyrażają pragnienie by to, w co się wierzy, było prawdą. W ostatnim przypadku słowo wierzę ma podkreślić siłę własnego przekonania i zastępuje inne słowa.
Czego mi jeszcze brakuje? Pan Andrzej krytykuje religię, ale jako niewalczący ateista nie zabiera stanowiska co do potrzeby, czy braku potrzeby religii jako takiej. Co robi osobnik mało wykształcony, pojmujący otaczający go świat metodą Kalego, gdzie dobre to, co dobre dla niego, a reszta się nie liczy? Czy na tym poziomie wiedzy (niewiedzy?) zasady religijne dobra i zła nie są łatwiej przyswajalne? Do etyki niezależnej i zasad moralnych potrzebna jest wysoka świadomość, której tak naprawdę brakuje większości ludzkiej populacji, żyjącej na tym padole. Dla tych ludzi istnienie zasad religijnych daje możliwość funkcjonowania w społeczeństwie bez nadmiernych konfliktów.
Zresztą, główne zasady religijne w każdej monoteistycznej religii są godne pochwały. Pan Andrzej w jednej ze swoich publikacji stwierdził, że ramy etyczne judaizmu, chrześcijaństwa, islamu, buddyzmu, hinduizmu i taoizmu sprowadzają się w zasadzie do tego samego: „Nie czyń drugiemu, co tobie nie milo". Problemy zaczynają się dopiero w przypisach. Czyli jak sam napisałeś, sedno, to ten przysłowiowy Bóg, a diabeł siedzi w przypisach!
I w ten sposób doszliśmy do tytułu książki. Ateizm. Według Richarda Dawkinsa ateiści różnią się od monoteistów bardzo niewiele. Ateiści nie wierzą po prostu w jednego Boga więcej! Ale tu kończy się sielanka. Bo gdzie monoteistom potrzebna jest religia i Bóg, ateistom hipoteza Boga nie jest potrzebna! Ani do wyjaśnienia praw fizyki, ani tajemnicy życia, czy zjawisk przyrodniczych. Pan Andrzej cytuje w książce, za Jeffem Moorem, pięć powodów, by zostać ateistą, Niektóre są interesujące, a niektóre mogą spowodować drobny uśmieszek na twarzy. Ogólnie rzecz biorąc, ateizm uwalnia od religii, ale ateiści to też tylko ludzie i dlatego pośród nich możemy znaleźć również durni, łajdaków, naiwnych i błądzących.
Czy ateizm daje odpowiedz na wszystkie pytania? Nie! Jak to pan Andrzej stwierdza, prawdziwy ateista jest w stanie powiedzieć „nie wiem". Co nie wpadło do głowy Bertramowi Russelowi, który stwierdził, że nie ma powodu, dla którego świat nie mógłby zacząć istnieć bez przyczyny i nie ma żadnej racji, dlaczego by nie miał istnieć zawsze. A myśl, że rzeczy muszą mieć początek, to tylko ubóstwo naszej wyobraźni.
Nie ma powodu, nie ma racji. Nie ma początku, czyli wieczność? Dla mnie, jako myślącego analitycznie technika (w odróżnienia do pana Andrzeja), zabrzmiało to stwierdzenie, jak biblijna opowiastka, że na początku było słowo.
Bo skąd się wzięło życie? Kto lub co spowodowało Big Bang?
Jako agnostyk akceptuję moje ograniczenie i niemożność całkowitego poznania rzeczywistości. A ponieważ nie akceptuję Boga w rozumieniu religijnym, jestem według rozszerzonej definicji agnostykiem ateistą. W zamieszczonej w książce krytyce agnostycyzmu ta część definicji panu Andrzejowi jakby wypadła.
Czy warto tę książkę przeczytać? Na pewno warto. Nie dlatego, że może ona zmienić diametralnie czyjeś zdanie w tej materii. Ale na pewno pozwoli ona na uporządkowanie własnych myśli i pojęć na temat religii i wiary.

Alex Wieseltier
Styczeń 2021